Reklama

Reklama

Reakcja na słowa prezesa PiS. "Znów zaczną palić pampersami i oknami"

- Trzeba w tej chwili palić wszystkim, poza oponami czy podobnymi szkodliwymi rzeczami, bo Polska musi być ogrzana - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński na spotkaniu z mieszkańcami w Nowym Targu. Takie wypowiedzi to próba cofnięcia społecznej mentalności o kilkanaście lat - ocenia ekspert. Tymczasem przez lata część mieszkańców Podhala paliła w piecach pampersami, pociętymi szmatami nasączonymi zużytym olejem, drewnianymi ramami okien, odpadkami z fabryki czy plastikowymi butelkami.

Jarosław Kaczyński znów wyruszył w objazd po Polsce. W ostatni weekend odwiedził m.in. Nowy Targ, Nowy Sącz, Mielec czy Stalową Wolę. Podczas wizyty na Podhalu lider PiS usłyszał pytanie, w którym wskazywano na drogi węgiel i gaz oraz na "najbardziej rygorystyczne" przepisy antysmogowe, które "uderzają w najbiedniejszych, ograniczając palenie drewnem".- Trzeba w tej chwili palić wszystkim, poza oponami czy podobnymi szkodliwymi rzeczami, bo Polska musi być ogrzana - powiedział polityk.

To jak wypalić 8 tys. papierosów rocznie

O odpowiedzi prezesa rozmawiamy z Magdaleną Cygan z Nowatorskiego Alarmu Smogowego, która od lat stara się uświadamiać mieszkańcom Podhala, jak ważna jest walka ze smogiem. - Mam nadzieję, że panu prezesowi chodziło o palenie drewnem, węglem czy innymi opałami, które legalnie można używać. Takie słowa prezesa mogą jednak ośmielić część osób do tego, aby wrócić do palenia wszystkim, czym się da - mówi w rozmowie z Interią Magdalena Cygan.

Reklama

 

- W przeszłości zdarzały się sytuacje, że ktoś palił drewnianymi oknami czy płytami MDF. Dostawaliśmy też informacje o tym, że w piecach spalane były pampersy. Mieliśmy też sytuację, że osoba skrajnie uboga zbierała niedopalone znicze z cmentarza i próbowała spalać u siebie w domu. Inny przykład osoby, która chciała zaoszczędzić pieniądze - chodziła po sąsiadach i zbierała od nich plastikowe butelki, którymi potem paliła w piecu. Kolejny przykład. Osoba zamożna, która miała w domu dwa piece. Jeden piątej generacji, nowoczesny oraz drugi tzw. kopciuch. Ta osoba miała kolegę, który miał zużyty przepracowany olej, brała ten olej i nasączała nim ubrania, szmaty i wrzucała do kopciucha - wylicza. 

- Obawiam się, że na Podhalu takie czasy mogą wrócić. I nie chodzi tu tylko o słowa prezesa. Także problemy z dostępnością dobrej jakości węgla oraz jego cena mogą spowodować, że ludzie będą palili, czym się da, aby móc oszczędzić - wyjaśnia Cygan.

- To może spowodować, że walkę ze smogiem cofniemy o kilka lat wstecz. W 2016 r. w Nowym Targu zamontowano stację badawczą należącą do Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Raport jakości powietrza z 2021 r. pokazuje, że ilość benzo[a]pirenów zmniejszyła się. Do tej pory wynosiła 18 nanogramów, gdzie norma wynosi 1. To jest tak, jakby każdy, kto mieszka w Nowym Targu, rocznie wypalił 8 tys. papierosów. Teraz liczba ta wynosi 15 nanogramów. Owszem ten wskaźnik nadal jest bardzo wysoki, ale widać poprawę. To efekt wieloletniej pracy urzędników, dotacji gminnych oraz programu Czyste Powietrze czy uświadomienia ludzi o problemach związanych z zanieczyszczeniem powietrza. Mieszkańcy są coraz bardziej świadomi, a rozmowy o smogu są wśród nich czymś normalnym - konkluduje.

Co ciekawe Nowy Targ ma swoją uchwałę antysmogową. Najważniejszym założeniem dokumentu jest całkowite odejście od węgla do 1 stycznia 2030 r. Dodatkowo od początku 2022 r. nie ma możliwości instalowania jakichkolwiek nowych kotłów węglowych. Z kolei od 2023 r. będą obowiązywać zaostrzone wymagania w zakresie emisji dla nowo instalowanych kotłów, kominków i ogrzewaczy na drewno, pellet, czy biomasę.

Niebezpieczna wypowiedź

Piotr Sergiej z Polskiego Alarmu Smogowego nie ma wątpliwości, że takie słowa nie powinny paść. - Wypowiedź prezesa Kaczyńskiego jest próbą cofnięcia społecznej mentalności o kilkanaście lat wstecz. Mam nadzieję, że myślące osoby nie posłuchają tych namów i nie będą palić odpadami. Wydaje mi się, że w ostatnich latach nasza świadomość smogowa i ekologiczna mocno wzrosła. Dlatego tak bardzo niebezpieczne jest to, co powiedział prezes, ponieważ część ludzi może odebrać to jako pozwolenie na spalanie czegokolwiek. Nie ma w Polsce pozwolenia na spalanie czegokolwiek, ponieważ mamy prawo, które tego zabrania. Niezależnie od tego, co mówią politycy, prawo w Polsce wciąż obowiązuje i zabrania spalania np. mułów, węgla brunatnego czy mokrego drewna - mówi w rozmowie z Interią.

I zaczyna opowiadać, czym ludzie w przeszłości palili w piecach. - Miałem doniesienia telefoniczne, że w niektórych domach pomocy społecznej setkami kilogramów palone są pampersy. Miałem doniesienia, że niektóre szklarnie opalane są takimi belami ubrań przywożonych z zachodu, które miały trafić do sklepów z używaną odzieżą. Z takich kuriozalnych rzeczy, to mam jeszcze przykład plastikowych butelek, które się wypełniało różnymi materiałami palnymi i wrzucało do kotłów. Tradycyjnie opony. Więc jest cała grupa tych materiałów. Np. na Podhalu w niektórych miejscach spala się odpady pochodzące z fabryk produkujących obuwie - opowiada. 

Tymczasem władze województwa małopolskiego, którym rządzi PiS, chcą poluzowania uchwały antysmogowej. Dokument przyjęty na początku 2017 r. zakłada, że mieszkańcy województwa mają przestać używać tzw. kopciuchów do 2022 r. Zapisy pozwalają jednak na ogrzewanie domu za pomocą węgla i drewna.

Według Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB), która zawiera informację na temat tego, czym ogrzewane są nieruchomości, w Małopolsce z tzw. kopciuchów korzysta 119 tys. gospodarstw domowych. To dane z 1 lipca. Politycy PiS chcą, aby przesunąć termin wprowadzenia zakazu o rok.

Smog szkodzi zdrowiu

- Nie znam się na polityce, ale na zdrowiu i leczeniu już tak. Zachęcanie do palenia w piecu czymkolwiek, jest dla mnie niedopuszczalne. Zanieczyszczone powietrze nie zna granic. A pyły ze spalania różnych odpadów nie mają korzystnego działania na płuca, układ immunologiczny czy układ nerwowy. Jeśli oddychamy złej jakości powietrzem, to powoduje, że występują u nas częstsze infekcje, mamy chrypkę, kaszlemy. Smog powoduje, że człowiek jest bardziej narażony na udar, zawał serca czy problemy z ciśnieniem. Wyniki badań przeprowadzonych przez profesor Ewę Czarnobilską pokazują, że wraz z poprawą jakości powietrza w Krakowie spadła liczba dzieci z objawami astmatycznymi - wyjaśnia w rozmowie z Interią dr Anna Prokop-Staszecka, specjalista chorób płuc oraz przewodnicząca komisji ekologii i ochrony powietrza rady miasta Krakowa.

Badania, o których wspomina dr Prokop-Staszecka zostały przeprowadzone na grupie 75 tys. dzieci w latach 2008-2018. Jeżeli chodzi o alergiczny nieżyt nosa, to początkowo około 50 proc. respondentów zgłaszało dolegliwości. Ten odsetek na przestrzeni 10 lat zmalał do około 35 proc. Jeżeli chodzi o astmę oskrzelową, to odsetek zmalał z 22 proc. do 9 proc. To bardzo duża poprawa. 

- Na pewne rzeczy mamy wpływ. Możemy decydować o tym co jemy, jaki tryb życia prowadzimy, ale na to, czym oddychamy często wpływu nie mamy. Trafiają do mnie na oddział młodzi ludzie, którzy prowadzą aktywny tryb życia, nie palą, a wykryty zostaje u nich nowotwór płuc. Przez zanieczyszczone powietrze skracamy sobie życie, bo jesteśmy niedotlenieni i oddychamy trującymi gazami i pyłami. Dlatego postępuje szybciej miażdżyca, stąd zwały serca i udary mózgu i mamy częste nowotwory płuc, astmę i przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Przez smog mamy także pogorszenie jakości życia, bo częste infekcje dróg oddechowych, katar, kaszel, duszność pogarszają komfort życia. Dramatem jest oddychanie trującym powietrzem przez dzieci, u których rozwijają się płuca i skutkiem tego jest gorszy rozwój i zmniejszenie powierzchni oddechowej. Są także nawracające infekcje i pseudo-infekcje - konkluduje dr Prokop-Staszecka. 

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: dawid.serafin@firma.interia.pl 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy