"Mogło jej tu już nie być". Kulisy sprzedaży klaczy za blisko 2 mln złotych
Mało brakowało, a byłaby sprzedana kilka lat temu za ułamek tej kwoty. Adelita, bo o niej mowa, była prawdziwą gwiazdą aukcji Pride of Poland 2025. Kupiec ze Szwajcarii zapłacił za klacz 430 tysięcy euro. - Poprzednie władze chciały się jej pozbyć, nie mając kompletnie pojęcia o jej rzeczywistym potencjale - mówi Interii Alina Sobieszak, miłośniczka koni arabskich, redaktor naczelna "Araby Magaizne".

Tegoroczna edycja Pride of Poland przyciągnęła tłumy zwiedzających oraz kupców. W licytacji głównej oraz tzw. summer sale uzyskano 1,5 mln euro. Sprzedano 13 z 15 wystawionych koni, w tym wszystkie, jakie zaproponowały państwowe stadniny w Janowie Podlaskim, Michałowie i Białce.
Przypomnijmy, że do stadnin wrócili ludzie, którzy kiedyś budowali ich potęgę - Marek Trela, Jerzy Białobok czy Anna Stojanowska.

- Stadniny dostały komfort pracy, oczyściliśmy klimat i nastroje panujące wokół hodowli. Bo ona właśnie jest w tym wszystkim najważniejsza, a nie wyniki finansowe czy rekordy - mówi Interii Henryk Smolarz, dyrektor generalny Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, zarządzającego państwowymi stadninami.
"To ja interweniowałam w sprawie Adelity"
Kluczem do sukcesu - jak wskazują nasi rozmówcy - jest zarządzać hodowlą w taki sposób, by pozostawić zwierzęta, które mogą w przyszłości dać wartościowe potomstwo.
- Przecież klaczy Adelity, która zrobiła tak piękny wynik, mogło tu już nie być - opowiada Alina Sobieszak, miłośniczka koni arabskich i dziennikarka branżowa, po czym dodaje:
- W 2019 roku została umieszczona na liście do sprzedaży i moja interwencja u ministra rolnictwa sprawiła, że ta klacz nie została oddana prawie za bezcen. A w międzyczasie dała nam piękne potomstwo, zdobyła świetne wyniki na czempionatach, bardzo podbiła wartość swoją i całego Janowa. Poprzednie władze chciały się jej pozbyć, nie mając kompletnie pojęcia o jej rzeczywistym potencjale - zarzuca.
Wracają specjaliści sprzed lat
Przed ubiegłoroczną aukcją zarząd stadniny w Janowie Podlaskim podjął decyzję o istotnych zmianach kadrowych.
Odwołany ze stanowiska prezesa w 2016 roku Marek Trela, dziś prowadzący ośrodek rehabilitacyjny dla dzikich zwierząt w Jordanii, zgodził się pełnić funkcje doradcy. Dzieli czas pomiędzy dwa tak odległe kraje.
- Tu w Janowie Podlaskim zostawiłem swoje serce - mówi Interii.
- Poproszony o pomoc, nie mogłem odmówić, ale zaznaczyłem, że bez pełnienia oficjalnych funkcji decyzyjnych. Podpowiadam, doradzam świetnej, młodej i dynamicznej pani prezes Weronice Sosnowskiej - dodaje Trela.

Zapytany o receptę na sukces aukcji Pride of Poland odpowiada:
- Tu potrzeba czasu, bo potęgę odbudowuje się latami. To, co zniszczono podczas tych fatalnych rządów poprzedników, można naprawić wyłącznie spokojem i mądrością. Zastaliśmy tu fatalny stan ogierów, skupiamy się teraz na jego odbudowie.
Dobry klimat... czyli co?
Stan hodowli to jest jedno, budżet państwowych stadnin drugie, ale w rozmowach w Janowie Podlaskim bardzo często pojawia się sformułowanie "dobry klimat". Co to właściwie oznacza?
- Chodzi o odbudowę wiarygodności wśród tych, którzy kochają konie i maja pieniądze, by je kupować - tłumaczy Marek Trela.
W czasie tegorocznej aukcji poświęcono szczególną uwagę prześwietleniu kupców, którzy zgłosili się do licytacji.
- Nie można pozwolić na wpadkę. Licytacja przebiegła prawidłowo, w systemie hybrydowym. To oznacza, że kupcy licytowali równocześnie na miejscu, ale była także możliwość rejestracji i podbijania ceny przez internet, z dowolnego miejsca na świecie. Mamy potwierdzenie, że konie trafią tam, gdzie zostały rzeczywiście kupione. Sprawdziliśmy wszystkich - mówi Trela.
Nastroje zarządzających potwierdzają obrazki, jakie można było zastać w trakcie aukcji. Tłumy zwiedzających oraz kupców z zagranicy. Ci przyjeżdżają do Janowa nie tylko licytować konie, ale rozmawiać, oglądać zwierzęta i planować swoją strategię na przyszłoroczne edycje Pride of Poland.
Z Janowa Podlaskiego dla Interii Łukasz Dubaniewicz










