Wraca wątek Karola Wojtyły. Z ust kardynała padła deklaracja
- Sprawy te zostaną zbadane - zapewnia w rozmowie z Interią kard. Grzegorz Ryś, pytany o działania kard. Karola Wojtyły wobec podległych mu księży, którzy dopuścili się przestępstw na małoletnich. Jak jednak wskazuje metropolita krakowski, osobna komisja w tym celu nie zostanie powołana.

Nie tylko Instytut Pamięci Narodowej, ale przede wszystkim archiwum archidiecezji krakowskiej zawiera istotne dokumenty dotyczące reagowania przełożonych na przypadki księży dopuszczających się wykorzystywania małoletnich.
To drugie archiwum decyzją kard. Grzegorza Rysia zostało w lutym ponownie otwarte dla badaczy.
Dokumenty przechowywane przy Franciszkańskiej 3 budzą szczególne zainteresowanie m.in. ze względu na postać Karola Wojtyły, późniejszego papieża Jana Pawła II, który z archidiecezją krakowską związany był od urodzenia, a później sam nią zarządzał jako arcybiskup krakowski.
Nie będzie osobnej komisji, ale "sprawy zostaną zbadane"
Jak dowiedziała się Interia, kard. Grzegorz Ryś nie planuje zlecania badań archiwum w kontekście działań Karola Wojtyły.
- Nie wiem, dlaczego sprawy związane z kard. Wojtyłą miałyby być badane osobno. Ale na pewno zostaną zbadane. Zajmie się nimi komisja, o której mówiliśmy - powiedział w wywiadzie dla Interii.
Chodzi o gremium powołane przez Konferencję Episkopatu Polski na ostatnim zebraniu plenarnym, które ma się zająć zjawiskiem wykorzystywania seksualnego w polskim Kościele.
O reagowaniu kard. Wojtyły na przypadki księży krzywdzących małoletnich zrobiło się znów głośno w związku z publikacjami Tomasza Krzyżaka i Piotra Litki w "Plusie Minusie", magazynowym wydaniu "Rzeczpospolitej", dotyczącymi ks. Józefa Loranca i ks. Eugeniusza Surgenta.
Autorzy przedstawiali przypadki tych dwóch duchownych w 2022 roku na podstawie akt IPN. W marcu 2026 roku opisali historie ponownie, poszerzając badania o dokumenty archiwum archidiecezji krakowskiej.
Ks. Eugeniusz Surgent. Okrutną prawdę wyznał tajnemu współpracownikowi SB
Z artykułu Krzyżaka i Litki wyłania się obraz kłótliwego i trudnego we współżyciu księdza, który gdzie się pojawił, tam wchodził w konflikt - z proboszczem, z kościelnym, z parafianami. Jednocześnie, jeśli ks. Eugeniusz Surgent chciał, potrafił zjednać sobie ludzi - zwolennicy kupili mu motor, jakaś kobieta zapisała mu pokój.
Kłótliwy charakter Surgenta wydaje się być jednak niewielkim problemem w obliczu krzywd, jakich ten duchowny dopuścił się wobec dzieci. Sam przyznał, że krzywdził chłopców we wszystkich parafiach, w jakich pracował. Wyznał to siedzącemu z nim w celi tajnemu współpracownikowi Służby Bezpieczeństwa.
SB, której sam został tajnym współpracownikiem.
O jego występkach opisanych na podstawie akt IPN w 2022 roku i metodach działania opowiadał wówczas w wywiadzie dla Interii Tomasz Krzyżak:
- To był odrażający schemat działania, bo ks. Surgent wabił do siebie chłopców "na Jana Pawła II". (…) Mężczyzna, który się do nas zgłosił, opowiadał: "Dla nas, 11-12-letnich chłopców, ktoś, kto zna Jana Pawła II, był tak samo ważny jak sam papież. Ksiądz Surgent wabił nas do swojego mieszkania obietnicą, że da nam obrazek z podpisem papieża. I myśmy szli".
Litka i Krzyżak po zbadaniu akt z archiwum krakowskiej kurii podtrzymują wniosek, że Karol Wojtyła jako metropolita krakowski nie dopuścił się uchybień w sprawie ks. Surgenta.
"Nie przenoszono go z parafii do parafii, by zatuszować jego przestępcze działania, a w chwili, gdy Wojtyła dowiedział się o tym, że kapłan krzywdzi dzieci, podjął właściwe decyzje" - oceniają.
Mimo pozytywnego - jak wskazują autorzy - działania Wojtyły, nie udało się uniknąć dalszych krzywd, jakich dopuścił się ks. Surgent.
Wysłany końcem września 1978 roku list, w którym kuria diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, gdzie trafił kapłan, dopytuje o sprawę duchownego, "minął się z Wojtyłą". 3 października metropolita krakowski wyjechał do Rzymu na konklawe, a 16 października został wybrany na papieża - czytamy.
W Koszalinie na powrót Surgenta do pracy duszpasterskiej pozwolono w listopadzie 1978 roku. Stało się to mimo wiedzy o przestępstwach, jakich dopuścił się kapłan.
Na północy Polski Surgent również krzywdził małoletnich.
Ks. Józef Loranc. Matki uwierzyły, idą do proboszcza
Opisywany przez Krzyżaka i Litkę ks. Józef Loranc proboszczowi, z którym pracuje, początkowo jawi się jako człowiek miły, chętny do pracy, świetny elektryk, ale "rozbrajający w swej nieodpowiedzialności". Później do tej opinii proboszcz doda, że Loranca "nie można traktować poważnie": "to jest człowiek chory nie tylko fizycznie, ale, ośmielam się napisać z pewnymi zastrzeżeniami, i psychicznie".
Loranc lubił otaczać się młodymi kobietami i dziewczynkami. Według notatki jednego z milicjantów, duchowny miał pewnego razu "zbić dotkliwie po twarzy nieletniego ministranta", poza tym często widywano go "w towarzystwie nieletnich dziewcząt w okolicy kościoła, a w czasie nauki religii 'podszczypywał' dziewczynki".
Ks. Józef Loranc pracował na terenie archidiecezji krakowskiej, gdzie jego przełożonym był Karol Wojtyła. Przestępcza działalność księdza wyszła na jaw w końcem lutego 1970 roku, gdy matki pokrzywdzonych przez niego dziewczynek zgłosiły sprawę proboszczowi parafii w Jeleśni, gdzie pracował Loranc. Proboszcz - po konsultacji innym księdzem, dziekanem dekanatu - poinformował o sytuacji kard. Wojtyłę.
Niemal równolegle na Loranca doniesiono do Służby Bezpieczeństwa.
Zanim jednak SB podejmie kroki wobec Loranca, zdąży się on przyznać się przed Wojtyłą do winy, zostanie suspendowany i przeniesiony z parafii do klasztoru cystersów w Mogile.
Nie zagrzał tam miejsca, bo po 10 dniach w Mogile został zatrzymany, usłyszał zarzuty i trafił do aresztu - wynika z publikacji Litki i Krzyżaka.
Wszystko to działo się w marcu 1970 roku. Od połowy kwietnia do 26 maja 1970 - ksiądz Loranc przebywał na obserwacji w szpitalu psychiatrycznym w Morawicy koło Kielc.
We wrześniu duchowny został skazany na dwa lata więzienia. W październiku jednak złożył rewizję do Sądu Najwyższego i wyszedł na wolność. Kardynał Wojtyła polecił mu wówczas udanie się do Mogiły.
1 lutego 1971 roku kanclerz kurii krakowskiej powiadomił Sąd Najwyższy o decyzjach kościelnych wobec Loranca. W piśmie zaznaczył, że duchowny został suspendowany, czyli pozbawiony możliwości pełnienia czynności wynikających ze święceń kapłańskich, przebywa w klasztorze w Mogile bez możliwości kontaktowania się z otoczeniem pozaklasztornym, a "powierzenie my kiedykolwiek pracy katechetycznej nie jest w ogóle brane pod uwagę".
Trzy dni później Sąd Najwyższy na cztery lata warunkowo zawiesił wykonanie kary.
W czerwcu zapadł wyrok kościelny - Trybunał Metropolitalny uznał ks. Loranca za winnego, ale odstąpił od wymierzenia mu kary. Argumentował m.in., że został już ukarany przez sąd państwowy.
We wrześniu 1971 roku, jak czytamy w "Plusie Minusie", Karol Wojtyła napisał list do ks. Loranca, w którym uchylił karę suspensy i zapowiedział, że wobec zachowania "świadczącego o chęci naprawienia zła, oraz szczerej poprawy" będzie stopniowo przywracał duchownego do pracy.
Podkreślił jednocześnie, że zaniechanie wymierzenia kary "ani nie przekreśla przestępstwa, ani nie zmazuje winy", a decyzja sędziów kościelnych wynikała z tego, że Loranc został już ukarany przez władze państwowe. Wojtyła nakazał duchownemu pobyt w klasztorze albertynów w Zakopanem, gdzie miał zajmować się przepisywaniem ksiąg liturgicznych na zlecenie kurii.
We wrześniu 1973 roku proboszcz parafii zakopiańskiej, gdzie rezydentem był przebywający w klasztorze Loranc, poinformował kurię o chorobie wikarego i poprosił o pozwolenie ks. Lorancowi na pracę duszpasterską, by mógł spełniać "wszystkie obowiązki duszpasterskie z wyjątkiem katechizacji". W listopadzie Loranc oficjalnie został rezydentem w parafii w Zakopanem. W czerwcu 1975 roku został przeniesiony do Chrzanowa, gdzie pracował jako kapelan szpitala. W 1981 z powodu choroby trafił do domu księży emerytów.
Kard. Ryś: Jeśli były inne sprawy, wyjdą w czasie prac komisji
- Sprawy księży Eugeniusza Surgenta i Józefa Loranca były zdecydowanie najgłośniejsze, podnoszone jako dowód przeciw świętości, przeciw właściwemu reagowaniu ze strony Karola Wojtyły. Publikacje Tomasza Krzyżaka i Piotra Litki, którzy najpierw badali archiwa IPN, a potem archiwa kurii krakowskiej, są niesłychanie ważne i dobrze, że powstały - powiedział Interii kard. Ryś.
Dopytywany o ewentualne inne sprawy, wskazał: - Myślę, że jeśli były, to wyjdą w badaniach komisji (...). Pewnie nie tego kalibru, nie tak drastyczne przestępstwa, choć tu nie ma co porównywać, kiedy na końcu jest skrzywdzony człowiek. Ale jeśli w tych sprawach Ojciec Święty zachował się w taki sposób, jak wobec Surgenta i Loranca, ja się nie boję.














