Dajcie spokój z tą "Lalką". To zakłamana rosyjska propaganda [OPINIA]
Dzieło Bolesława Prusa jest powieścią zgodną z linią propagandową rosyjskiego okupanta i do cna zakłamaną. Pomija niewygodne prawdy o Warszawie pod koniec XIX wieku. Dodajmy też na marginesie, że inicjatywa Stanisława Wokulskiego osłabiała potencjał gospodarczy Polski i podporządkowywała jeszcze mocniej Królestwo Polskie rosyjskiemu imperium.

Sukces remake'u "Znachora" w reżyserii Michała Gazdy sprawił, że filmowcy ruszyli na łowy po łatwą kasę i sławę, w związku z czym powstaną aż dwie nowe "Lalki" wg powieści Bolesława Prusa - film kinowy Macieja Kawalskiego i serial Netflixa w reż. Pawła Maślony, dokładnie tak jak w PRL-u, tyle że wtedy powstawały one w pewnym odstępie czasowym.
Z tego, co czytam, obie nowe "Lalki" będą rewizją tej opowieści dostosowaną do współczesnych gustów obyczajowo-feministycznych, choć kompletnie pomijającą fakt, że dzieło Bolesława Prusa jest powieścią zgodną z linią propagandową rosyjskiego okupanta i do cna zakłamaną.
Adaptacje PRL-owskie nie miały szans tego skorygować - kinematografia w tamtych latach, zgodnie z określeniem Lenina, że to najważniejsza ze sztuk, była pod żelazną kontrolą cenzury, a wszelkie przejawy krytycyzmu wobec Rosji były bezwzględnie tępione. Nie mam więc za złe ówczesnym twórcom adaptacji "Lalki", że po prostu adaptowali powieść najlepiej. jak było można. W wolnej Polsce bezmyślna adaptacja jednak nie uchodzi, a tym bardziej wyssane z palca banialuki, że Izabela Łęcka była XIX-wieczną feministką.
Zakłamany obraz Warszawy u Prusa
W 2015 roku najwybitniejszy żyjący polski poeta, Jan Polkowski, w głośnym tekście "Lalka - pamflet na polskość" w publicystyczny sposób jako bodaj pierwszy dotknął tematu aspektu propagandowego powieści Prusa.
Przypomnijmy więc, że powieść ta publikowana była w odcinkach w cenzurowanej przez okupanta gazecie "Kurier Codzienny" w latach 1887-89. A więc w ćwierć wieku po powstaniu styczniowym i 80 lat po wojnach napoleońskich. Był to okres szczególnej rusyfikacji zaboru rosyjskiego, która jak przypomina Polkowski doprowadziła do tego, że prawie 50 proc. mieszkańców Warszawy posługiwało się wówczas językiem rosyjskim jako pierwszym. Był to też okres powszechnych represji i dominacji policji tajnej i jawnej nad życiem publicznym. Nawet zeznania przed rzekomo polskim sądem musiałby być składane po rosyjsku.
Tymczasem w "Lalce" nie ma tego najmniejszego śladu! Obrońcy Prusa podkreślają, że z racji cenzury publikować niczego krytycznego o okupacji nie mógł, a chcąc utrzymać swą uprzywilejowaną pozycję pisarza i dziennikarza, za granicą wydawać nie chciał.
To oczywiście wolny wybór, w PRL-u też nie każdy pisarz decydował się publikować za granicą czy w drugim, podziemnym obiegu. Ale konformizm pisarza nie stanowi obrony skłamanego obrazu życia Warszawy pod koniec XIX w. Zwłaszcza jeśli pokolenia dzieci naucza się, że portret miasta w powieści Prusa należy do najwspanialszych w polskiej literaturze i jest przejawem krytycznego, polifonicznego realizmu. Niestety, nie jest - jest bajką pomijającą niewygodne dla okupanta aspekty.
Nieudacznicy, kolaboranci i pożyteczni idioci
Ale nawet jeśli pominiemy to, czego w powieści Prusa nie ma, to, co jest, także wydaje się współcześnie nie do obrony.
Wzór polskiej przedsiębiorczości, niejaki Stanisław Wokulski, któremu godności w przeszłości przydali wybitni aktorzy Mariusz Dmochowski i Jerzy Kamas, dorobił się pierwszych pieniędzy, poślubiając dużo starszą wdowę po Minclu, właścicielu sklepu z galanterią, w którym był subiektem.
Prawdziwe zaś pieniądze zrobił na spekulacji zbożem przy okazji tzw. wojny bułgarskiej między Rosją a Turcją jako pomagier rosyjskiego kupca Suzina.
Jak mówi sam Wokulski, dla pieniędzy ryzykował głową, jako że spekulacja karana była karą śmierci. Nietrudno się domyślić, że Suzin dawał mu zarobić jako twarzy biznesu, by w razie czego wymigać się od kary. Potwierdza to fakt, że Wokulski pełnił też funkcję przedstawiciela handlowego Suzina w Paryżu, więc ich relacja była jasna - Wokulski zarabiał dla Suzina niekoniecznie legalnie krocie, a sam za ryzyko dostawał obfity procent, który w zapyziałym i celowo niszczonym zakątku imperium pozwalał mu odgrywać rolę bogacza, do którego przymilali się zbankrutowani arystokraci.
Jednakże zarobionych pieniędzy Wokulski nie pożytkował dla poprawienia losu współobywateli. Nie zakładał fabryk, nie szkolił nowej kadry, korzystał z pieniędzy, by zarobić jeszcze większe, osłabiając polski przemysł.
Jego Towarzystwo Akcyjne, do którego zapraszał arystokratów, w których łaski zamierzał się wkupić, miało zalać Królestwo Polskie tanimi towarami z głębi Rosji. Apologeci Prusa zwracają uwagę, że fabryki na terenie Polski były w niewielkim stopniu w polskich rękach, lecz wygodnie zapominają, że w tych fabrykach pracowali polscy inżynierowie, menedżerowie i robotnicy, a żywność dla nich dostarczali polscy chłopi.
Inicjatywa Wokulskiego osłabiała więc potencjał gospodarczy Polski i podporządkowywała jeszcze mocniej Królestwo Polskie rosyjskiemu imperium, które po uzależnieniu gospodarki od rosyjskich produkcji uzyskiwało dodatkową formę szantażu w postaci zakręcania kurka z dobrami niezbędnymi dla przeżycia.
Jeśli ktoś myśli, że broń ekonomiczna pojawiła się wraz z dostawami gazu i ropy - wielce się myli. Oprócz represji i cenzury, to stałe narzędzia imperialnej dominacji, a jak pokazuje historia, nic tak nie wymusza posłuszeństwa jak dobrze zaplanowany głód.
Szlachta bandą głupków?
Obrzydliwy jest także portret szlachty jako nieudaczników i próżniaków. Prus pomija, że szlachta gwałtownie zbiedniała w efekcie świadomej polityki okupanta, który słusznie uważał, że obok rodzącej się inteligencji jest to warstwa społeczna najbardziej zaangażowana w starania o odzyskanie niepodległości.
Jestem jak najdalszy od usprawiedliwiania szlachty i arystokracji, ale robienie z nich samych głupków, dewiantów i alkoholików jak to ma miejsce w głośnym, acz głupim "Kosie" Pawła Maślony, który teraz reżyserował będzie jedną z nowych "Lalek", jest równie kłamliwe jak twierdzenia, że szlachta była bezgrzeszna. Jak w każdej warstwie byli i zdrajcy, i konformiści, i ostrożni patrioci, reformatorzy i rewolucjoniści. U Prusa w "Lalce" są tylko nieudacznicy jak stary Łęcki, kolaboranci jak Wokulski i pożyteczni idioci.
Do tych ostatnich zalicza się Ignacy Rzecki będący w powieści portretem patrioty. Jest to jednak patriota idiota, bo jak inaczej połączyć patriotyzm z uwielbieniem dla Napoleona w 80 lat po tym, jak cesarz Francuzów wspierających go Polaków oszukał, tworząc rachityczne Księstwo Warszawskie zamiast obiecywanego niepodległego państwa, następnie wygubił większość polskiego wojska w trakcie odwrotu spod Moskwy, ustawiając je w ariergardzie, by nie tracić swoich Francuzów, a niedobitki Legionów wysłał na San Domingo z haniebną misją stłumienia wolnościowych ambicji tamtejszej ludności.
Przekaz jest prosty - za wolną Polską tęsknią tylko stetryczałe ramole nierozumiejące ani zasad geopolityki, ani realnego interesu narodowego. A ten tkwi w integracji z Rosją, która zdolnym Polakom pomoże w awansie w strukturach imperium. Im zaś wyższa pozycja w strukturach imperium, tym większa szansa na łaskę cara skutkującą bogactwem i wpływami.
Ochocki mówi Bergiem?
Po powstaniu styczniowym krwawy namiestnik Królestwa Polskiego Fiodor Berg zamówił u historyka i tłumacza Nikołaja Berga (zbieżność nazwisk przypadkowa) pracę analityczną dotyczącą przyczyn i przebiegu powstania.
Jako człowiek najwyższego zaufania Berg otrzymał dostęp do najtajniejszych dokumentów, w tym do protokołów przesłuchań zakatowanych polskich patriotów. Powstałe w wyniku tej pracy na rzecz rosyjskich organów przemocy "Zapiski o polskich spiskach i powstaniach…" zasadniczo są oceniane przez polskich historyków dość pozytywnie. Mając dostęp do dokumentów, Berg szczegółowo i rzeczowo omawia wiele istotnych, a mało znanych epizodów powstania, co czyni "Zapiski" ważnym źródłem historycznym. Wskazuje też na ciężkie błędy rosyjskiej administracji na polskich terenach: butę, korupcję i nieuzasadnioną przemoc.
Ale nie można Berga nazwać rzecznikiem polskiej sprawy. Przeciwnie, wiele tu kąśliwych uwag a temat niereformowalnego i awanturniczego charakteru Polaków. Berg jest bowiem zwolennikiem innej polityki wobec Polaków i ziem polskich tylko dlatego, że wydaje mu się ona skuteczniejsza w celu asymilacji Polaków, jako wiernych carowi obywateli imperium. Poglądy Berga na Polskę i Polaków najlepiej odzwierciedlają wypowiedzi Ochockiego, bliskiego współpracownika Wokulskiego. Część tych cytatów wygląda na wprost przeniesione z pracy Berga.
Stanisław Wokulski: Bohater idealny. Dla Rosji
Stanisław Wokulski jest "ideałem" obywatela Rosji polskiego pochodzenia: wyleczonego ze złudzeń o niepodległości, zainteresowanego kasą i układami gospodarczymi w głębi Rosji, pracującego na rzecz integracji Polski z imperium carskim.
Marny to bohater na nowe czasy i dla Polaków, którzy doczekali się wreszcie niepodległości. Marną bohaterką jest też Izabela Łęcka, która stara się tak sprzedać swoje ciało, by żyć na poziomie, do którego jest przyzwyczajona, jednocześnie pogardzając dorobkiewiczem Wokulskim i romansując z mierzwą ludzką, jaką jest Starski, którego jedyną zaletą jest urodzenie.
Jest też charakterystyczne, że jak pisze Polkowski, Prus "słowa Polska na tysiącu stronic użył tylko raz, w scenie obleśnego flirtu Izabeli ze Starskim". Polska w jego powieści, to znany nam dobrze z PRL-u "ten kraj". Literatura niepodległościowa, Mickiewicz czy Słowacki, to zatruwanie umysłów, a zatruty nimi Wokulski: "odetchnął dopiero na Syberii".
W całej polskiej literaturze z "Lalką" Prusa najbardziej kojarzy mi się powieść Romana Bratnego "Kolumbowie rocznik 20", w którym autor, były AK-owiec, a potem gorliwy członek PZPR, opisuje stracone pokolenie warszawskich powstańców zatrute niepodległościowymi miazmatami, które nie pozwalają im po wojnie normalnie żyć i odbudowywać Polski Ludowej.
Jerzy, najważniejsza postać powieści, zostaje zamordowany przez dawnych kolegów, którzy trafili do antykomunistycznego podziemia, za to, że stara się być współczesnym Wokulskim - zaakceptować realia i pracować na rzecz ludowej ojczyzny. Bratny to pisarz o mniejszym talencie, więc polityczne szwy i uzależnienie losów bohaterów od propagandowej linii partii widać wyraźniej. Ale gatunek literatury jest ten sam - w możliwie żywy i niezauważalny dla czytelnika sposób przemycić stanowisko władzy i przekonać czytelnika, że buntowanie się przeciw hegemonowi jest przejawem głupoty, zaś przejawem patriotyzmu jest działanie na rzecz imperium i okupanta.
Czy w nowych adaptacjach "Lalki" znajdziemy krytyczne spojrzenie na materię polityczną powieści i wierniejsze opisanie realiów okupowanej Warszawy? Obawiam się, że wątpię. Będzie nam musiała wystarczyć rehabilitacja panny Łęckiej.
Maciej Strzembosz













