Reklama

Reklama

Rafał Ziemkiewicz w liście do brytyjskiej ambasador. "Piszę jako ofiara kampanii oszczerstw i pomówień"

"Zwracam się do Pani jako ofiara kampanii oszczerstw i pomówień, jaką rozpętano przeciwko mnie w Wielkiej Brytanii, z udziałem członków brytyjskiego parlamentu, mediów oraz instytucji państwa brytyjskiego" - pisze Rafał Ziemkiewicz w liście otwartym do ambasador Wielkiej Brytanii Anny Clunes. Publicysta domaga się wyjaśnień w sprawie sytuacji na lotnisku Heathrow, gdy został zatrzymany przez brytyjskie służby i niewpuszczony na teren kraju jako persona non grata.

Do zatrzymania Rafała Ziemkiewicza doszło na początku października na lotnisku Heathrow. Przyleciał do Anglii wraz z żoną i córką, która zaczyna studia na Oxfordzie, na wydziale biochemii. - Chciałem być na inauguracji roku akademickiego, jestem dumny z tego, że córka dostała się tu na studia. To najlepszy wydział w tym kierunku w Europie. Niestety, nie wyszło - powiedział Ziemkiewicz.

Dziennikarza, vlogera, publicystę i autora książek zatrzymano na lotnisku, na przejściu granicznym. Usłyszał, że "trzeba wyjaśnić pewne rzeczy". "Trafiłem do aresztu, w którym byli także inni mężczyźni. Z większością z nich nie dało się porozmawiać w żadnym europejskim języku. Byli z Afryki, jakichś krajów daleko i blisko-wschodnich. Był wśród nich obywatel Korei Południowej, z nim akurat mogłem się dogadać po angielsku. On został zatrzymany za to, że - zdaniem służb brytyjskich - miał przy sobie za dużo gotówki. To za dużo oznaczało dwa tysiące dolarów, a więc kwotę, którą bardziej zamożni ludzie przepuszczają w jeden wieczór" - relacjonował później Ziemkiewicz. 

Reklama

Ziemkiewicz: Przypisano mi skrajne poglądy i działalność przestępczą

Jak się okazało, Ziemkiewicz został umieszczony na liście osób niepożądanych na terenie Zjednoczonego Królestwa. W jego sprawie interweniował polski konsul w Londynie, polskie MSZ oraz resort sprawiedliwości.

"Jak mi zrelacjonowano, w odpowiedzi na te interwencje strona brytyjska przyjęła stanowisko, iż moja sprawa powinna być rozpatrywana w trybie indywidualnego zażalenia i zapewniła, że była ona procedowana w taki sam sposób, w jaki służby Zjednoczonego Królestwa prowadzą wszystkie sprawy imigracyjne. Mam szczerą nadzieję, że nie jest to prawdą" - pisze Ziemkiewicz w liście do brytyjskiej ambasador. 

"Oznaczałoby to bowiem, że standardową procedurą państwa brytyjskiego jest podejmowanie tak poważnych decyzji jak odebranie komuś prawa do posiadania własnych poglądów politycznych argumentem, jakoby poglądy te stanowiły zagrożenie dla porządku publicznego, wyłącznie na podstawie plotek i pomówień, bez najmniejszej próby ich zweryfikowania" - dodaje. 

Zdaniem publicysty "bezzasadnie i bezprawnie" przypisano mu skrajne poglądy i działalność przestępczą. Wskazuje, że nie podano mu drogi odwoławczej od decyzji dotyczącej umieszczenia do na liście osób niepożądanych. Stąd - jak pisze - list i pytania do Ambasady Zjednoczonego Królestwa w Warszawie.

"Zwracam się do Pani jako ofiara kampanii oszczerstw i pomówień, jaką rozpętano przeciwko mnie w Wielkiej Brytanii, z udziałem członków brytyjskiego parlamentu, mediów oraz instytucji państwa brytyjskiego" - pisze.

"Bez konkretów i dowodów"

Ziemkiewicz pyta, dlaczego brytyjskie władze swoją decyzję oparły na donosach i apelach poseł Labour Party Rupy Huq, które - jak uważa Ziemkiewicz - były powielane przez innych posłów i aktywistów i opisywane przez Hug na łamach "The Guardian". Publicysta zarzuta brytyjskim władzom, że nie zażądały "jakichkolwiek konkretów, nie mówiąc już o dowodach". 

"W szczególności, pragnę uzyskać wyjaśnienie, dlaczego służby brytyjskie zignorowały fakt, że zachowania, o które pomówiła mnie Rupa Huq i osoby przez nią inspirowane są w Polsce przestępstwem ściganym z urzędu i nie zwróciły się z pytaniem do odpowiednich władz polskich, czy kiedykolwiek byłem notowany, oskarżany lub karany w jakikolwiek sposób w związku z czynami ściganymi z urzędu, w szczególności za przestępstwa polegające na wzniecaniu nienawiści etnicznej, wzywaniu do politycznej przemocy lub jej pochwalaniu, negowanie holocaustu albo udział w zamieszkach lub aktach wandalizmu?" - pisze Ziemkiewicz w liście do Anny Clunes. 

Dalej zwraca uwagę na przypisywanie "poniżających stereotypów" Polakom, "zwłaszcza tym deklarującym katolicyzm i przywiązanie do tradycyjnych polskich wartości". Chodzi o - jak czytamy - "jakąś szczególną, naturalną skłonność do rasizmu, antysemityzmu, politycznej przemocy oraz nienawiści - wyrażające się m.in. fałszywym przedstawianiem naszych corocznych patriotycznych uroczystości Święta Niepodległości 11 listopada jako 'marszów faszystów'."

Ziemkiewicz pyta też o przepisy prawa, rozliczające media "z dochowywania wymogów elementarnej etyki dziennikarskiej, takich jak sprawdzanie podawanych informacji". 


Reklama

Reklama

Reklama