Reklama

Reklama

Prokuratura opublikowała zeznania wspólnika Falenty ws. afery taśmowej

Prokuratura Krajowa w środę po godz. 18 upubliczniła protokoły z zeznań wspólnika Marka Falenty - Marcina W. na temat afery taśmowej. W trakcie jednego z przesłuchań mówił on o łapówce w wysokości 600 tys. euro "dla rządzących", po którą miał zgłosić się Michał Tusk. - To bzdury - skomentował syn ówczesnego premiera.

W środę po godz. 18 Prokuratura Krajowa zamieściła pięć protokołów - z 23 września 2014 roku, 24 sierpnia 2015 roku, 20 listopada 2017 roku, 16 września 2019 roku i 11 czerwca 2021 roku. 

Materiały ze śledztwa dostępne są na stronie internetowej Prokuratury Krajowej.

Afera taśmowa. Marcin W. o "łapówce dla rządzących"

Marcin W. zeznał, że w czerwcu 2014 roku Marek Falenta poprosił go o przekazanie łapówki w wysokości 600 tys. euro za zgodę na zawarcie kontraktu między spółką Ciech a należącymi do biznesmenów firmami SkładyWęgla.pl i MM Group. Rozmowy na ten temat "miały trwać w latach 2013-2014". 

Reklama

Jak relacjonował mężczyzna, pieniądze włożone do reklamówki z popularnego dyskontu miał odebrać M.T. Według TVP Info M.T. to syn byłego premiera, Michał Tusk.

- F. wskazał mi, że to są pieniądze "partyjne", czyli dla rządzących, ale bez identyfikacji osoby. Teraz sobie przypominam, że F. powiedział mi: "Ty się tak tym nie interesuj. Ważne, żebyśmy byli bezpieczni i żeby interes był dopięty" - zeznał W. 

Powiedziałem, że włożę te pieniądze do foliowej reklamówki ze sklepu Biedronka i powiedziałem do F. cytuję "niech żul ma to w takiej torbie na jaką zasługuje". (...). Z Michałem T. skontaktował się Marek F. Dodaję, że ja wcześniej nie miałem kontaktu z Michałem T. Wszystkie kontakty z politykami utrzymywał Marek F.. (...) Tego dnia jak przywiozłem pieniądze do firmy przyjechał Michał T. W biurze F. były, moim zdaniem, widoczne dla każdego dwie kamery - relacjonował Marcin W. 

- Ja uznałem, że mogę do Michała T. mówić na "ty" skoro przekazuję mu 600 tys. euro. Ja siedziałem za biurkiem F. dlatego mnie na nagraniu nie widać, ale słychać. Marek F. siedział na jednym z foteli, a na ziemi, obok ławy postawiłem reklamówkę z kasą. Michał wszedł i powiedział "Witam panowie". F. powiedział: "To jest dla ciebie reklamówka". Michał rozchylił tę reklamówkę i spytał: "Kasa się zgadza?". Ja wtedy nie wytrzymałem. Zapytałem, "czy to są jakieś jaja, tak byś wziął reklamówkę i wyszedł. A co jak się kasa nie zgadza? On powiedział "Nie wie, czy oglądamy te same filmy, ale jak się je***łeś to ciebie od***ą". Ja mu odpowiedziałem: "Tak, oglądamy te same filmy, tez oglądałem 'Odwróconych', czy 'Świadka koronnego'. Odpowiedział "Cześć" i wyszedł z reklamówką. To zdarzenie jest nagrane przez F., który przesłał mi go od razu, 10 minut później na mój telefon - dodał. 

Michał Tusk: To bzdury

Syn byłego premiera odniósł się do treści opublikowanych przez Prokuraturę Krajową protokołów z zeznań wspólnika Marka Falenty. 

- To bzdury. Informacje o tych zeznaniach pojawiały się już w mediach. Prokuratura ma je od lat. Nigdy przez te wszystkie lata nie byłem nawet przesłuchiwany w tej sprawie - powiedział Michał Tusk w rozmowie z Onetem. 

"Parę groszy dla Nowaka"

Marcin W. zeznał również, że na prośbę Marka Falenty miał wręczyć "6000 lub 6500 złotych" politykowi Platformy Obywatelskiej Sławomirowi Nowakowi. 

- To było na wiosnę 2014 roku, dokładnej daty nie pamiętam. Zaczęło się od tego, że Marek F. powiedział, żebym podrzucił Sławkowi N. "parę groszy", bo zapomniał portfela. Mnie nie interesowało "za co" i "po co", jednakże pojechałem albo do hotelu S. albo H. Tam spotkałem się w lobby ze Sławomirem N. (...). Samo przekazanie pieniędzy wyglądało w taki sposób, ze powiedziałem do niego, że Marek kazał mi dać 6000 lub 6500 złotych. On powiedział, że "tak, tak, miałeś mi pożyczyć". Wtedy odpowiedziałem, że "ja nie pożyczam pieniędzy, Marek powiedział, że mam ci dać. Jeśli chcesz, żebym ci dał to ci dam, ale ci nie pożyczę On odpowiedział: "No dobra, to daj". Doszło do przekazania tych pieniędzy, gdy byliśmy sam na sam. To nie było zbytnie chowanie tego zebrania. Myślę, że jeżeli tam były kamery, to jest to zarejestrowane - powiedział w trakcie przesłuchania. 

Ziobro: Zarzuty Tuska "nieprawdziwe, kłamliwe i insynuacyjne"

- Działając w interesie publicznym podjąłem decyzję o upublicznieniu procesowych relacji pana Marcina W. dotyczących materii, o której mówił na dzisiejszej konferencji prasowej Donald Tusk. Zapoznanie się przez państwa z tymi materiałami w tej sytuacji, wobec tak daleko idących wniosków, jest ważne i doprowadzi państwa do wniosku, że prokuratura w tej sprawie nie działa z przyczyn politycznych, a wyjaśnia sprawy w sposób wolny od politycznych motywacji - mówił minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro podczas wtorkowego oświadczenia dla mediów. 

Wcześniej tego samego dnia lider Platformy Obywatelskiej skomentował niedawne doniesienia "Newsweeka" na temat nagrań rozmów polskich polityków w warszawskich restauracjach w 2014 roku. Według informacji tygodnika, zanim taśmy wstrząsnęły krajową sceną polityczną, trafiły w ręce rosyjskich służb specjalnych. 

Były premier podkreślił, że "prokuratura wszczyna śledztwo, ale wątek szpiegowski i rosyjski jest pomijany".

- Tylko komisja śledcza, niezależna od pana Ziobry i pana Kaczyńskiego, jest w stanie wyjaśnić, na czym polega wpływ rosyjskich służb na energetyczną politykę PiS - powiedział Donald Tusk. 

Kim jest Marcin W.?

Marcin W. to wspólnik Marka Falenty. W czerwcu 2021 roku złożył on zeznania w Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku. Mówił, że w 2014 roku był razem z Falentą w rosyjskim Kemerowie. Mężczyzna zeznał w prokuraturze, że jego wspólnik "leciał do Kemerowa z prezentem, tj. nagraniami polskich polityków dla Rosjan". 

Wcześniej Falenta miał prosić Marcina W., aby skontaktował się z Rosjanami i spytał, "czy są zainteresowani nagraniami różnych ważnych osób". Mężczyzna relacjonował, że podczas imprezy w saunie z udziałem prostytutek, Falenta został poproszony o wyjście z przedstawicielem służb, a później w hotelu powiedział Marcinowi W., że "dogadał się z Ruskimi". 

- Jak go spytałem, za ile i co im sprzedał, powiedział, że sprzedał wszystko, a za ile, to mi nie powie - zeznał. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy