Reklama

Reklama

Mateusz Morawiecki: Tak wielu kryzysów jednocześnie nie było w III RP

"Sytuacja jest bardzo trudna, bo tak wielu kryzysów - przede wszystkim zewnętrznych wobec nas, ale występujących jednocześnie - nie było od początku III RP" - ocenił w rozmowie z tygodnikiem "Sieci" premier Mateusz Morawiecki. Mówił także o napięciu wokół Ukrainy i zapowiedział, że rząd rozpocznie projekty zapisane w KPO, nie czekając na pieniądze z Brukseli. Premier żałował też, że tak wielu Polaków nie skorzystało z możliwości zaszczepienia przeciw COVID-19 i tak wielu niezaszczepionych zmarło. "To mnie niesamowicie boli" - stwierdził. Oznajmi również, że wejście do strefy euro "nie jest celem" Polski.

"W całej Europie mamy duże problemy z inflacją. Gospodarczo Polska radzi sobie całkiem dobrze, nie mamy np. problemów z bezrobociem, ale ludzie patrzą przede wszystkim na wzrost cen, co zresztą doskonale rozumiem. Musimy w związku z tym reagować, pokazując naszą sprawczość w tych elementach, które Polaków najbardziej niepokoją. Stąd dwie tarcze antyinflacyjne, znacząca obniżka ceny paliwa oraz działania na rzecz redukcji kosztów produkcji rolne" - wskazał Mateusz Morawiecki.

"Do tego pewne wątpliwości związane z wdrażaniem wielkich zmian w systemie podatkowym, napięcia w relacjach z Unią Europejską, pandemia. Wszystko to razem tworzy duże ciśnienie polityczne, a w ślad za tym pewną nadzieję po stronie opozycji, że za chwilę się przewrócimy. Ale mylą się. Nie przewrócimy się, wyjdziemy z tych trudności i znowu wygramy" - stwierdził szef rządu w rozmowie z "Sieciami".

Reklama

"Chcesz pokoju - szykuj się do wojny"

Premier wypowiedział się na temat napięcia wokół Ukrainy związanego z groźbą rosyjskiej inwazji.

"Wszyscy mamy nadzieję na rozwiązania pokojowe, ale wiemy, że chcąc pokoju, trzeba się szykować na wojnę. Im lepiej Polska i wschodnia flanka NATO, ale też Ukraina, będą uzbrojone, tym mniejszy będzie apetyt Kremla" - ocenił Morawiecki.

"Przekazujemy Ukrainie broń defensywną, by nasz sąsiad mógł się bronić przed agresją rosyjską" - podkreślił.

Szef rządu mówił też o przygotowaniach do przyjęcia fali uchodźców z Ukrainy.

"Przygotowujemy logistykę, by ewentualne tego typu ruchy migracyjne były jak najlepiej zaabsorbowane przez Polskę. Ale też posłaliśmy cały konwój na Ukrainę, bo w takich sytuacjach pierwszym etapem są migracje wewnętrzne, gdzie potrzeba też kontenerów, łóżek, artykułów pierwszej potrzeby, by ludzie wygnani z domów lub uciekający przed wojną mogli znaleźć schronienie" - zaznaczył.

"Trudny dialog z Komisją Europejską"

Szef rządu był pytany m.in. o to, dlaczego Komisja Europejska nadal nie zatwierdziła polskiego Krajowego Planu Odbudowy - w związku z czym nie wypłacono nam zaliczek.

"Jesteśmy z Komisją Europejską w trudnym dialogu, bo niestety czasami posuwa się ona do żądań, które oznaczałyby bezprawny transfer suwerenności na rzecz instytucji centralnych. Żaden z polityków Zjednoczonej Prawicy niczego takiego nie zaakceptuje, dlatego pojawiają się z naszej strony próby wypracowania rozwiązań kompromisowych" - stwierdził premier.

"Nie będziemy jednak czekali na ich zatwierdzenie, tylko w wielu obszarach, w których KPO powinien w tej chwili ruszać, akumulujemy środki, by działania zapisane w tym programie mogły jak najszybciej wystartować, niezależnie od przekazania środków unijnych" - dodał.

Morawiecki zapowiedział "sto kilkadziesiąt ważnych społecznie i gospodarczo programów, które uruchomimy sami, nie oglądając się na razie na decyzje Komisji Europejskiej".

"Nikt nas pistoletem przystawionym do głowy nie będzie przymuszał do zmian, ale jesteśmy stale gotowi do kompromisu. Jeśli się uda go osiągnąć, będziemy szczęśliwi. Ale nie czekając na finał, już ruszamy sami z projektami zapisanymi w KPO, będziemy je na razie finansowali ze środków krajowych" - dodał. 

"Myślimy o znoszeniu ograniczeń covidowych"

Szef rządu mówił również na ten aktualnej sytuacji epidemicznej w kraju.

"Wiem, jak ciężkie te covidowe lata były dla wielu z nas, z jak wieloma wyrzeczeniami i ograniczeniami były związane. Dla rządu to też zawsze były trudne wybory, każda decyzja lub jej zaniechanie wiązały się z jakąś ceną. Na szczęście widzimy, że wariant Omikron okazuje się mniej groźny, okres hospitalizacji po zachorowaniu jest znacząco krótszy, obłożenie łóżek szpitalnych mniejsze niż przy poprzednich falach" - wskazał szef rządu.

"Obserwujemy wszystkie dane i wskaźniki bardzo skrupulatnie. Wykonujemy pierwszy krok i zmieniamy zasady kwarantanny i izolacji. Myślimy o znoszeniu kolejnych ograniczeń, ale na razie jeszcze takie decyzje nie zapadły" - poinformował.

Ładowanie...

Na pytanie, czy można powiedzieć, że epidemia się kończy, Morawiecki zaznaczył, że musi być szczególnie ostrożny ze względu na to, co już kiedyś powiedział, gdy liczba zakażeń spadała. "Od tamtej pory z jeszcze większą pokorą przyjmuję nieprzewidywalność tej pandemii, ale też uważnie ją obserwuję, by konieczne ograniczenia nie trwały ani dnia dłużej niż to niezbędne" - zaznaczył.

"To mnie ogromnie boli"

Premier uznał polski program szczepień za sukces:

"Stworzyliśmy bardzo wydajny i dostępny system szczepień. Przyjęliśmy jednak wolnościowe założenie, podobnie jak większość krajów w Europie, że stwarzamy warunki do szczepień, ale jeśli ktoś nie chce, to na siłę do tego nie doprowadzamy" - powiedział.

"Mam jednak w sobie żal, że tak wielu moich rodaków z tej najlepszej możliwości zmniejszenia ryzyka nie skorzystało. Wiemy, że 80-90 proc. z tych, którzy umarli na COVID-19 w ostatnich miesiącach, to osoby niezaszczepione, a spośród zaszczepionych wielu miało dodatkowe ciężkie choroby. To mnie niesamowicie boli" - dodał.

Pytany, czy można było zrobić więcej, szef rządu stwierdził: "Zawsze po fakcie jesteśmy mądrzejsi, ale całościowo patrząc - nie sądzę".

"Gdyby nie wysoka inflacja..."

Mateusz Morawiecki był także pytany o obecną sytuację gospodarczą w naszym kraju.

"Gdyby nie wysoka inflacja, zaimportowana do Polski z zewnątrz, to mógłbym powiedzieć tu kilka dobrych i pozytywnych zdań. Bezrobocie wynosi zaledwie 2,9 proc., co przy takich światowych turbulencjach jest dla mojego rządu ogromnym powodem do dumy. To samo się nie zrobiło - na obronę miejsc pracy wydaliśmy ponad 200 mld zł. Ale to były dobrze wydane pieniądze. Co może być ważniejszego niż praca? Polacy pamiętają, jak wielkim nieszczęściem, tragedią dla rodzin, dla całych regionów jest bezrobocie" - powiedział premier.

Morawiecki odniósł się też do spotkań Donalda Tuska z przedsiębiorcami.

"Mogliby powiedzieć, że skorzystali z pomocy państwa, podać sumy, czas reakcji rządu, warunki udzielonej pomocy. Mogliby też zapytać pana Tuska: 'Panie Donaldzie, czy za pana rządów, gdy zdarzył się wielokrotnie mniejszy, ale też bolesny kryzys, była jakaś pomoc? Jakaś tarcza antykryzysowa?'. To oczywiście retoryczne pytania, bo wszyscy pamiętamy, że nic takiego nie było" - powiedział.

"Główny ideolog tamtej ekipy pan Janusz Lewandowski szczycił się tym, że byli odporni na wezwania przedsiębiorców do ratowania polskich firm w obliczu kryzysu finansowego. A Donald Tusk jako premier nie skonstruował żadnej realnie działającej tarczy. My to zrobiliśmy" - kontynuował premier.

"Wejście do strefy euro nie jest celem"

Szef rządu był pytany, w jakiej perspektywie powinniśmy pozostać przy złotym.

"Nie traktuję wejścia do strefy euro jako celu. Dla mnie liczy się przede wszystkim rozwój Polski. Powinniśmy zostać przy złotym tak długo, aż poziom dochodu Polaków i struktura polskiej gospodarki nie będą bardzo podobne do wysoko rozwiniętych gospodarek Zachodu" - powiedział.

Zaznaczył, że nie jest pewien, "czy do tego czasu wspólna waluta będzie jeszcze istniała".

"Jest to swego rodzaju eksperyment, który dla krajów o podobnym poziomie rozwoju ma swoje zalety, takie jak niskie koszty transakcyjne, brak ryzyka kursowego, ale dla państw o innym poziomie rozwoju niesie ze sobą sporo zagrożeń i ryzyk" - dodał

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy