Reklama

Czarna prognoza na rok 2050. Co trzeci Polak emerytem i głodowe świadczenia

Co piąty Polak ma dziś powyżej 60 lat. Seniorów szybko przybędzie. W 2050 roku już co trzeci mieszkaniec naszego kraju przekroczy 65 lat. Czy emeryci będą mieli za co żyć? - Z prognoz wynika, że w 2050-60 roku około 80 proc. z nich otrzyma najniższą emeryturę. I to nie będzie świadczenie w okolicach 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia, ale raczej 20 proc. – zapowiada dr Antoni Kolek z Instytutu Emerytalnego.

W ubiegłym roku opublikowano wynik Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań (wykonywanego co dziesięć lat). Dane są jednoznaczne - polskie społeczeństwo starzeje się w szybkim tempie. Co piąty mieszkaniec naszego kraju ma obecnie ponad 60 lat.

Na przełomie dekady odsetek osób w wieku produkcyjnym czyli zdolnych do pracy zmalał z 64,4 proc. do 59,3 proc., zaś w wieku poprodukcyjnym wzrósł z 16,9 proc. do 22,3 proc.

W 2011 r. odsetek osób w wieku 65 lat i więcej był wyższy niż 20 proc. w zaledwie 51. gminach. 10 lat później liczba gmin z udziałem osób starszych przekraczającym 20 proc. wzrosła dziesięciokrotnie, stanowiły one już ponad 1/5 wszystkich gmin w Polsce.

Reklama

Prognoza na rok 2050. Liczba Polaków zmniejszy się do 33,1 mln

Aktualne dane niepokoją demografów, a i prognozy nie są łaskawe. Ludności w Polsce będzie ubywać, przy jednoczesnym procesie starzenia się. W 2050 roku już co trzeci Polak ma mieć więcej niż 65 lat.  

"Bazując na danych Głównego Urzędu Statystycznego warto w szczególności wskazać, że do 2050 roku liczba ludności Polski wyniesie 33,1 mln osób, obniżając się względem 2016 roku o 5,4 mln osób. W przypadku osób w wieku produkcyjnym prognozowany jest spadek liczby Polaków o 8,0 mln osób. Z kolei w najstarszej części populacji nastąpi wzrost z 7,5 mln osób do 11,9 mln osób" - zapowiadają autorzy raportu "Zarządzanie zasobami ludzkimi Polski. Wyzwania demograficzne do 2030, 2050 i 2080 roku".

Czy jako państwo udźwigniemy te zmiany i czy nasz system emerytalny wytrzyma?

"80 proc. Polaków będzie dostawać najniższe emerytury"

- System emerytalny wytrzyma, czyli będzie wypłacalny - mówi Interii dr Antoni Kolek prezes Instytutu Emerytalnego i jeden z autorów raportu dotyczącego wzywań na kolejne dziesięciolecia.

Nie oznacza to jednak, że Polacy mogą patrzeć w świetlaną emerytalną przyszłość. Jak słyszymy, choć załamania nie będzie, to Polaków czekają wręcz głodowe emerytury. Składka emerytalna wynosząca obecnie 19,52 proc. wynagrodzenia przełoży się na bardzo niskie świadczenia.

- Emeryci nie będą w stanie się z nich utrzymać, dlatego konieczne okaże się wprowadzenie na stałe dodatkowych świadczeń ze środków publicznych w postaci "trzynastek", "czternastek", "piętnastek" itd. - uważa prezes Instytutu Emerytalnego.

- Można powiedzieć, że system emerytalny już dzisiaj zbankrutował. Skoro państwo jasno przyznało, że system zdefiniowanej składki emerytalnej nie wystarcza, wprowadzając powszechną 13. emeryturę, a potem dodatkową 14. emeryturę. Już dziś świadczenia są na tyle niskie, że wymagają dodatkowego zasilenia z podatków - dodaje dr Antoni Kolek.

Kulminacji "najniższych świadczeń emerytalnych" specjalista spodziewają się w latach 2050-2060. - Z prognoz wynika, że 80 proc. emerytów otrzyma wówczas najniższą emeryturę. I to nie będzie świadczenie w okolicach 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia, ale raczej 20 proc. - mówi.

Czytaj: Ile emeryt może dorobić w 2023 roku? Kwoty 

Czarny scenariusz emerytalny i cztery rozwiązania

Jak powstrzymać spełnienie się czarnego emerytalnego scenariusza? Według prezesa Instytutu Emerytalnego są cztery możliwości. Pierwsza to przedłużanie aktywności zawodowej Polaków, czyli wydłużenie wieku emerytalnego.

- Zakładam jednak, że żadna partia polityczna nie zrobi tego w najbliższym czasie. Podniesienie wieku emerytalnego, którego dokonał rząd Donalda Tuska, było tak negatywnie odbierane, że pewnie musi minąć sporo czasu, by społeczeństwo dojrzało do tak niepopularnej reformy - słyszymy.

- Druga opcja to podniesienie wysokości składek. Choć podejrzewam, że i to nie byłoby popularne, bo przełożyłoby się na niższe wynagrodzenia netto - mówi dr Kolek.

Trzecia kwestia sprowadza się do słowa "oszczędności". Specjalista nie ma wątpliwości, że aby zabezpieczyć swoją przyszłość na emeryturze, trzeba oszczędzać także poza systemem ubezpieczeń społecznych. 

- Każdy powinien mieć finansową poduszkę bezpieczeństwa na tzw. czarną godzinę czyli na wypadek chorób, czy innych sytuacji kryzysowych. Mądre powiedzenie mówi, że "oszczędnością i pracą ludzie się bogacą". Kolejna rzecz to oszczędzanie długoterminowe. Można to robić np. poprzez PPK, jeśli tylko osoba zatrudniona czuje, że ją na to stać. Oczywiście nie będzie to świadczenie bardzo wysokie, ani dożywotnie, ale zawsze to dodatkowe parę złotych do emerytury. Osoby skłonne do ryzyka mogą inwestować w akcje na giełdzie, a ci, którzy go nie lubią, mają do wyboru bezpieczniejsze formy inwestycji, jak zakup obligacji Skarbu Państwa - wylicza.

Czwarty scenariusz to gerontokracja czyli rządy starców. - Oznacza to, że wyborcy będą głosowali na te partie, które dadzą im kolejne "trzynastki" i "czternastki" itd. Wszelkie postulaty polityczne dotyczące dodatkowych świadczeń będą padały na bardzo podatny grunt, bo będzie wielu emerytów, którzy tych środków będą potrzebować - uważa dr Kolek.

Mniej pediatrów, więcej gerontologów

Wyzwaniem stanie się nie tylko system emerytalny, ale wiele innych, w tym na szczególną uwagę zasługuje ochrona zdrowia. Problem starzenia się lekarzy i pielęgniarek znany jest od lat. Co czwarty lekarz uprawniony do wykonywania zawodu w 2020 r. miał 65 lat i więcejW 2021 roku średnia wieku w zawodzie pielęgniarki wyniosła 53 lata. Gdyby już dziś od łóżek pacjentów odeszły pielęgniarki i położne, które pracują, choć posiadają uprawnienia emerytalne, 272 szpitale pozostałyby bez kadry - wynika z raportu Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych. 

Niedobory w przyszłości będą się pogłębiać, a schorowanych seniorów przybędzie. Dr Antoni Kolek zwraca uwagę także na konieczność zmian w strukturze służby zdrowia.

- Będziemy potrzebowali mniej pediatrów, czy neonatologów, a więcej specjalistów zajmujących się chorobami wieku starczego - podkreśla.

Migranci receptą?

Stan rzeczy mogliby poprawić także migranci. Zmiany sytuacji ekonomicznej Polski w ostatnich dwóch dekadach sprawiły, że z kraju emigracyjnego stała się państwem o równym saldzie migracji międzynarodowych. Jak wskazują analitycy, problem polega jednak na tym, że znaczna część Polaków zamierza osiedlać się i pozostawać w krajach, do których emigrowali na dłuższy czas. Zjawisko to nie występuje tak często w przypadku cudzoziemców przyjeżdżających do Polski.

- Państwo powinno myśleć o tym, żeby posiadać w kraju jak najlepszych pracowników i czerpać z innych krajów. W przypadku Polski nie chodzi tu tylko o obywateli Ukrainy, Białorusi, czy innych państw regionu, powinniśmy stworzyć ofertę także dla obywateli innych państw UE, by opłacało się im w Polsce mieszkać - podsumowuje dr Antoni Kolek. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama