Tajemnicza choroba w Krakowie. Zaraza nie oszczędziła króla Jana Olbrachta
Jan Olbracht zaplanował wyprawę wojenną, która miała zapewnić kontrolę nad portami Morza Czarnego. Co nietypowe, Polacy do walki ruszyli wtedy ramię w ramię z Krzyżakami. Mocarstwowe plany zakończyły się klęską polityczną i osobistą władcy. Rozgoryczony porażką, zaczął wieść hulaszcze życie. W tym samym czasie dotarła do Krakowa nieznana u nas wcześniej, śmiertelna niegdyś choroba.

Za króla Olbrachta wyginęła szlachta - przysłowie zrobiło historyczną karierę i do dziś rzutuje na ocenę władcy z dynastii Jagiellonów. Odnosi się do bitwy pod Koźminem w 1497 roku.
"Wydaje się rzeczą nie do wiary, że jedna niefortunna kampania, stoczona w dodatku na obcej ziemi, mogła aż do tego stopnia wstrząsnąć państwem" - pisał w "Polsce Jagiellonów" historyk Paweł Jasienica.
Tragiczna w skutkach batalia miała konsekwencje nie tyle wojskowe, co polityczne. Była początkiem ciągu zdarzeń, który nie tylko osłabiły Polskę, ale były też powodem osobistej tragedii króla. To historia o polityce, znoszeniu porażek oraz hucznych zabawach, które pośrednio miały doprowadzić do śmierci Jana Olbrachta.
Trzech braci i mocarstwowe ambicje
W 1492 roku zmarł Kazimierz Jagiellończyk. Zdobywca krzyżackiego Malborka pozostawił po sobie liczne potomstwo, w tym trzech synów, którzy kolejny wstępowali na tron w Krakowie. Pierwszym z nich był właśnie Jan Olbracht.
Podczas koronacji nowy król nie miał jeszcze skończonych 33 lat. Co wiemy z kronik, początkowo zrobił dobre wrażenie na poddanych wizerunkiem zupełnie odmiennym od jego ojca i dziadka - Władysława Jagiełły. Nosił się w stylu zachodnim, krótko, bez długich szat. Mówił po polsku, niemiecku i po łacinie. Jednym z jego nauczycieli był kronikarz Jan Długosz.
Król dał się poznać również jako sprawny polityk. W zamian za przywileje zapewnił sobie poparcie miast. Podczas sejmu w 1496 roku podjęto decyzje ze szkodą dla chłopów. Odtąd tylko jeden gospodarz w roku mógł opuścić wieś. W rodzinie chłopskiej tylko jeden syn mógł wybrać zawód albo przeprowadzić się do miasta. Z takich przepisów korzystała szlachta. Dla Olbrachta sytuacja była korzystna, bo lepiej urodzeni odwdzięczyli się władcy wyższymi podatkami.
"Młody, od czterech lat rządzący król szedł dotychczas od sukcesu do sukcesu. Załagodził ojcowski spór z biskupem warmińskim (...), uporządkował stosunki w Prusach, które odwiedził, wszędzie przyjmując hołdy. (...) Wcielił do Korony (Królestwa Polskiego - red.) Płock, będący kościelną stolicą Mazowsza" - wymienia Jasienica.
Wcześniej, w 1493 roku Olbracht podpisał rozejm z Turkami na trzy lata. Imperium Osmańskie proponowało traktat na 10 lat, ale król się nie zgodził. Miał swój plan i mocarstwowe ambicje. Jak to ujmuje Jasienica, Olbracht wierzył w swoją "misję dziejową".
Krzyżacy u boku polskiego króla
Na złączonej unią z Koroną Litwie rządził wtedy brat Jana - Aleksander. Dzięki jego małżeństwu z córką księcia moskiewskiego wschodnia granica obu państw była chwilowo bezpieczna. Jednak Litwie zagrażali Tatarzy z Krymu, którzy w latach 90. XV wieku bez większych przeszkód napadali pozostające pod kontrolą Wilna miasta. W swoich rajdach doszli na Wołyń.
Bracia - Jan i Aleksander przyjęli więc strategię uderzenia w kierunku ujść Dniestru i Dunaju, tak by zyskać dostęp do Morza Czarnego i rozerwać lądowe połączenie Krymu z przyjaznym Tatarom Imperium Osmańskim.
Założenia nowej wojny bracia opracowali w 1496 roku podczas spotkania w Parczewie. Plany były jednak owiane tajemnicą i do dziś nie wiemy, co dokładnie ustalono. Natomiast wiadomo, że rok później wyprawa polsko-litewska ruszyła na Mołdawię, w której rządził hospodar Stefan III Wielki.
Polacy szybko zostali sami na placu boju. Litwini rozbili obozy w okolicach Winnicy, ale kiedy Moskwa wsparła Stefana i zagroziła interwencją, Aleksander nie chciał ryzykować wojny na wschodzie. Mimo to, wojska polskie były nadal silne. 40 tysięcy żołnierzy najemnych i pospolitego ruszenia, do tego nowoczesna artyleria.
Taka siła stanęła do oblężenia Suczawy - wtedy stolicy Mołdawii, dziś to rumuńskie miasto. Stefana wsparli jednak Tatarzy i Turcy. Po stronie Polaków stanęli... Krzyżacy. Ich państwo było po wojnach Kazimierza Jagiellończyka lennem Królestwa Polskiego, a kolejni mistrzowie zakonu składali hołdy polskim władcom.
Zasadzka na polskie wojska
Jednak podczas wyprawy w 1497 roku wielki mistrz Jan von Tieffen nie dotarł na pole bitwy. Zorganizował wojska, ale sam zmarł we Lwowie, w drodze na wezwanie Olbrachta.
Po takiej serii niefortunnych wydarzeń trudno sobie wyobrazić, żeby oblężenie Suczawy zakończyło się inaczej niż klęską. I nie był to koniec porażek. Król nakazał swojej armii odwrót, ale pod koniec października doszło do wspomnianej bitwy pod Koźminem. Dziś to ukraińska wieś w obwodzie czerniowieckim.

Polaków zaatakowali wtedy Mołdawianie ze wszystkimi swoimi sojusznikami. Przygotowali zasadzkę, w której szczególnie ucierpiało zaciężne wojsko polskie i krzyżackie posiłki. Olbracht stracił wtedy około pięciu tysięcy żołnierzy. Sytuację udało się jednak opanować i królewska armia nadal się wycofywała, ale długie tabory musiały pokonać stepy, które były nieustannie podpalane przez przeciwników.
Coraz dłuższa lista wrogów
Ostatecznie klęska w Mołdawii - oprócz oczywistej porażki pod Suczawą, nie miała druzgocących konsekwencji wojskowych. Osłabiła jednak królewską armię i uruchomiła serię niepomyślnych dla Polski zdarzeń politycznych.
Wrogowie wyczuli chwilową słabość Korony. W 1498 Moskwa uderzyła na granicę z Litwą. Tatarzy i Turcy zaatakowali z południa i doszli do Sanoka i Przemyśla. Krzyżacy obrali nowego mistrza, który po porażce w Mołdawii odmówił hołdu Olbrachtowi. Klęska w Mołdawii i jej konsekwencje wywołały strach tak duży, że polskie miasta zaczęły przygotowania do obrony. Właśnie wtedy powstał istniejący do dziś, słynny krakowski Barbakan.
Walki w tych wojnach trwały do 1503 roku. W międzyczasie nowy wielki mistrz, wspierany przez Habsburgów, dążył do odzyskania ziem zajętych wcześniej przez Kazimierza Jagiellończyka. Zanosiło się na wojnę. Świadomy tego Olbracht rozpoczął koncentrację wojsk w Toruniu.
Krakowskie bachanalia i tragiczny finał
Król dotarł do miasta w 1501 roku, ale ciężko chory. Zmarł 17 czerwca, zanim wojsko zdołało ruszyć na Krzyżaków. Nie jest jasne, na jaką dokładnie chorobę, choć jak wskazuje Jasienica, nie można wykluczyć zarazy, która w tamtym czasie niosła śmiertelne żniwo Europie.
Historyk opowiada, jak zaraz po porażce w Mołdawii król "nie załamał się, ale ciężko odczuł nieszczęście. Rozhulał się, pił na umór, szalał w tłumie kobiet".
Jasienica wspomina, że Olbracht lubił przebywać wśród poddanych. Według jednej z relacji nasz bohater miał pewnego razu bawić się w Krakowie w stanie wyraźnie wskazującym. Trafił wówczas na grupę równie zmęczonych wieczorem osób. Z zabawy nie zrezygnował, postanowił wtopić się tłum i tańczyć z ludem. Wtedy ktoś zranił Olbrachta. Nie jest znany szczegółowy opis zajścia, ale wiadomo, że król "długo chorował".
Ówczesna ruska kronika wspomina też przypadek pewnej kobiety, która mniej więcej w tym samym czasie wróciła do Krakowa z pielgrzymki do Rzymu. Kronikarz przypisuje jej przyniesienie do miasta "francy". Tym słowem określano wtedy nową dla Europejczyków chorobę zakaźną - kiłę. Jak to ujmuje Jasienica, Olbracht w tamtym okresie "szedł na spotkanie grozy przez krakowskie bachanalie, niczego nie przeczuwając".
Jan nie pozostawił po sobie potomka. Na tronie zastąpił go Aleksander, który dożył roku 1506. Konflikt z Krzyżakami udało się zakończyć dopiero za panowania trzeciego z braci. Zygmunt Stary w 1525 roku przyjął najsłynniejszy z hołdów pruskich, co przekształciło Prusy Zakonne w podległe Polsce Prusy Książęce.
Jakub Krzywiecki











