Reklama

Rosyjska przepowiednia nowego rozbioru Polski

Były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew postanowił podzielić się swoimi "przemyśleniami" na temat przyszłych losów świata. Wśród pomysłów Rosjanina znalazł się między innymi kolejny rozbiór Polski.

Można byłoby powiedzieć, że to są typowe dyrdymały z Twittera, może nawet pisane "pod wpływem". Można dodać, że zatem nawet zajmowane wcześniej stanowisko głowy państwa rosyjskiego nic tutaj nie zmienia. Wreszcie można dorzucić, że obecnie zajmowane przez niego stanowisko wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Rosji jest bez znaczenia, bo i tak o najważniejszych sprawach zadecyduje prezydent Putin. A jednak "mądrości" Miedwiediewa, choćby i pisane chwiejną ręką, mają pewne znaczenie dla nas. Otóż polityk rosyjski "przewiduje" między innymi, że Unia Europejska się rozleci, Francja z Niemcami rozpoczną wojnę, Stany Zjednoczone po raz drugi znajdą się w stanie wojny domowej, zaś Polska zostanie znów rozebrana. Czymże to odbiega od części putinowskich wektorów polityki rosyjskiej? Działań podejmowanych za pośrednictwem nowych i starych technologii na rzecz rozpadu UE czy wpływania na podziały w Ameryce? Niczym. Frywolny ton Miedwiediewa niczego tutaj nie zmienia. 

Reklama

Widownia krajowa

Jedna strona twitterowego medalu to kierowanie słów do rosyjskich odbiorców. Komunikowanie się z nimi za pośrednictwem siatki znanych im pojęć. To rosyjski "software" z przeszłości, który doprowadził do wybuchu wojny w lutym 2022 roku. Prezydent Putin chciał nie tylko powstrzymać rozszerzanie się NATO, ale również wskrzesić mętne wizje wielkości Rosji. Wypowiedzi na ten temat płynęły z samego Kremla. Opublikowano je w renomowanej zagranicznej prasie. Z wyobraźni miały się one przenieść na mapy świata i powrócić do zmęczonych, rosyjskich dusz. Zachęt do "powrotu do przeszłości"  dostarczyło choćby szybkie i stosunkowo łatwe zajęcie Krymu oraz wkroczenie na wschodnie obszary Ukrainy w 2014 roku. Sprzeciw Zachodu był mizerny. Nic dziwnego, że apetyt rósł w miarę jedzenia. Prezydent Putin oddawał się studiowaniu dawnych map i lekturom dawnych pochwał wielkości jego kraju.

Widownia zagraniczna

Druga strona twitterowego medalu to skierowanie słów do zagranicznych odbiorców. Przypomnienie, jak Rosjanin może myśleć lub jak może sobie pożartować, w założeniu nie tylko ma kruszyć stabilność wizji świata oponenta. Ona ma przypominać o rosyjskim widzeniu świata, w którym takie wydarzenia, jak kolejny rozbiór Polski są jak najbardziej do pomyślenia. A co najmniej pretekstem do pożartowania z naszych zbiorowych traum. Kto wie, wydaje się sugerować Miedwiediew, czy NATO będzie trwać wiecznie? Kto wie, czy Unia Europejska się nie rozpadnie? A wtedy znów nasz cień padnie na wasze terytorium, więc lepiej uważajcie, bo "Rosja jest wieczna".

Wreszcie ów twitt poświadcza jak powierzchowna była okcydentalizacja Rosji. Nie jest tak, że nie wpłynęła na jakąś część społeczeństwa. Jednak na pewno nie objęła ona całego narodu rosyjskiego. W jednym z reportaży o Kaliningradzie można było ostatnio zobaczyć przeciętnego Rosjanina, który przekonywał, że sama "Rosja nigdy nikogo nie najechała", "zawsze się tylko broniła".

Eleganckie ubrania, wspaniałe samochody, luksusowe sklepy i lokale - pod tym wszystkim trwał brak prawdziwego rozliczenia ze zbrodniami komunizmu w kraju i zagranicą, ze znaczeniem wydarzeń takich, jak pakt Stalina z Hitlerem, z wadami rozwiązań ustrojowych przyjętych po rozpadzie ZSRR, gdy w zasadzie służby przejęły państwo. Nie było to niczym innym niż kontynuacją wewnątrzrosyjskiej polityki, którą po agresji na Afganistan świetnie opisał Cornelius Castoriadis: de facto stopniowego przejmowania przez nacjonalistyczną armię rosyjskiego państwa. Sowiecki reżym się zmieniał zanim jeszcze ujrzano Gorbaczowa na horyzoncie.

Nacjonalizm w ZSRR poza armią okazywał się dla ludzi pustym pojęciem. Z przeszłości rosyjskiej mimo wszystko jednak zachowano "antropologiczne cechy indywidualizmu rosyjskiego, które dobrze się nadawały do nowego reżymu: służalczość wobec władzy i państwa, obojętność na sprawy publiczne, brak poszanowania dla litery prawa i praworządności w ogóle", pisał Castoriadis na długo przed 1989 rokiem. Czy nacjonalizm w Rosji Putina nie wypełnia się ostatecznie właśnie tymi treściami?

O "żartobliwym" wpisie Miedwiediewa szybko zapomnimy, ale stan umysłu części Rosjan, który zaprezentował publicznie, rzeczywiście trwa - i trwać będzie. My zaś mamy być wytrąceni z ram naszego świata czy po prostu bać się, choćby w tej chwili nic nam bezpośrednio nie groziło. Ostatecznie w tym wszystkim chodzi o to, aby dodawać sobie powagi i znaczenia kosztem innych - jeśli nie w rzeczywistości, to chociaż na Twitterze.

Dowiedz się więcej na temat: Dmitrij Miedwiediew | Jarosław Kuisz | Władimir Putin | Rosja | Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy