Reklama

Reklama

Wyższe raty kredytów duszą (również) polskich posłów

Kredytobiorcy "płaczą i płacą" wyższe raty kredytów. Wśród nich są posłowie, którzy, podobnie jak wielu Polaków, mają zaciągnięte duże zobowiązania. Niektórzy mówią Interii, że już "dobijają do ściany", inni chcą negocjować z bankami, a jeszcze inni rozważają sprzedaż nieruchomości. Sprawdziliśmy, jak prywatnie mają się polscy politycy po podwyżkach stóp procentowych.

Z 460 polskich posłów ponad połowa ma zaciągnięty kredyt - hipoteczny, inwestycyjny lub inny. Rosnące stopy procentowe sprawiają, że również oni płacą wyższe raty i muszą przygotować się na zaciskanie pasa.

Wtorek, 10 maja. Premier Mateusz Morawiecki prezentuje założenia dotyczące wsparcia dla kredytobiorców, którzy wobec rosnących stóp procentowych i szalejącej inflacji znaleźli się pod kreską. Wśród nich są też posłowie. Jak wynikało z analizy serwisu Business Insider z 2019 roku, kwota zadłużenia reprezentantów izby niższej przekraczała łącznie 110 mln zł.

Reklama

Minęły ponad dwa lata, ale sytuacja nieznacznie uległa zmianie. Niektórzy zdążyli spłacić swoje wcześniejsze zobowiązania, ale później zadłużali się na nowo. Zdecydowana większość posłów ma kredyt hipoteczny na zakup mieszkania albo budowę domu. Część ma też kredyty inwestycyjne na rozwój własnych przedsiębiorstw. Jeszcze inni dużym kredytem finansują np. zakup luksusowego samochodu. Ci najbardziej odważni - łączą wszystkie te przypadki.

Rozmawialiśmy z kilkoma zadłużonymi parlamentarzystami różnych opcji. W każdej wypowiedzi pojawia się jedno słowo: "przerażenie". Przed niepewną przyszłością. Mimo że zarobki parlamentarzystów niedawno znacznie wzrosły, to i oni zastanawiają się, co dalej przy nieustannie rosnących stopach procentowych. Posłowie informacje dotyczące swojego zadłużenia wpisują do oświadczeń majątkowych. Te z kolei są dostępne publicznie na stronach sejmowych. Rzadko się zdarza, by rubryka pt. "zobowiązania powyżej 10 tys. zł" pozostawała pusta.

Złoty, euro i frank szwajcarski

Właśnie ta rubryka niezwykle barwnie wygląda np. u Magdaleny Sroki z Porozumienia. Posłanka ma zaciągnięte kredyty w trzech walutach - złotych, euro i frankach szwajcarskich. Łącznie do spłaty ma ponad milion złotych w czterech zobowiązaniach długoterminowych.

- Nie jest lekko, ale nie będę się użalać nad sobą. Sytuacja uderza bardziej w ludzi bliżej średniej krajowej. Podwyżka jest już blisko 80-procentowa. Oczywiście wolałabym płacić niższe raty - takie, jak w momencie zaciągnięcia kredytu, ale liczyłam się z tym, że sytuacja może się zmienić - mówi nam Sroka.

- Do tej pory jedną ratę płaciłam 1400, a teraz 2200 zł. Ostatnia podwyżka stóp jeszcze nie została zaktualizowana. Słysząc kolejne zapowiedzi prezesa Glapińskiego spodziewamy się, że ten kredyt będzie większy przynajmniej o 100 proc. - nie ma wątpliwości.

Przenieść koszt na kogoś innego

Wysokość raty skoczyła też Pawłowi Poncyljuszowi z Koalicji Obywatelskiej. Jest on w nieco innej sytuacji, bo zaciągnął kredyt na budowę pensjonatu, w którym sam mieszka. Nie jest to jego trzecia czy piąta nieruchomość, ale centralne miejsce w jego życiu - dom i główne źródło dochodu.

Jak polityk radzi sobie z wyższymi ratami? Tak, jak przewidywali eksperci ekonomiczni - by wyjść na swoje wzrosną ceny usług w jego pensjonacie.

- Płacz i płać. Za dużo ruchu nie mam. Jeden mój kredyt jest związany z prowadzeniem pensjonatu, więc będzie się to musiało przełożyć na nieco wyższe ceny, żeby obsłużyć ten kredyt - nie ukrywa.

- Co ja mogę zrobić? Mogę jedynie nieco odjąć sobie od ust, by pokrywać dalej raty kredytu. Nic więcej nie zrobię. Mniej wydam na siebie i rodzinę, będę żyć bardziej oszczędnie, a raty będę spłacał - nie ma wątpliwości Poncyljusz.

Najgorszą opcją sprzedaż nieruchomości

O "płaczu" mówi nam też Wojciech Kossakowski z Prawa i Sprawiedliwości, który swego czasu postawił wszystko na jedną kartę. Wybudował duży, perspektywiczny dom, którego wartość w oświadczeniu majątkowym określił na kwotę 1,7 mln zł. Sęk w tym, że do spłaty pozostało mu blisko milion złotych zobowiązań.

- W pandemii miałem ratę powyżej 3 tys. zł, teraz przekroczyła już 5 tys. zł miesięcznie. Nie mam jeszcze wyceny po ostatnich podwyżkach stóp, więc może będzie to powyżej 6 tys. zł. Kredyt jest duży, na 35 lat, ale cieszę się z zapowiedzi premiera o wakacjach kredytowych - podkreśla w rozmowie z Interią Kossakowski. Jak mówi, jeszcze nie wie, czy z wakacji kredytowych skorzysta, ale bierze to pod uwagę.

W najgorszym scenariuszu rozważa też radykalny krok - sprzedaż nieruchomości. To jednocześnie rozwiązanie, które chodzi po głowie tym, którzy już dziś mają kłopot ze spłatą zobowiązań.

- Mam obawy, co dalej. W najgorszym razie jest opcja sprzedaży nieruchomości. Jeśli nie będzie mnie stać i nie będę mógł liczyć na pomoc rodziców, to być może zastanowię się nad sprzedażą - nie ukrywa.

- Jak każdy Polak odczuwam spłatę. To boli. Dostałem kredyt, kiedy stopy były na poziomie 1,75 proc. Później spadły, więc bardzo się cieszyłem. A dzisiaj płaczemy, jest ciężko w domu. Nie jest tak, że parlamentarzyści mają za dużo pieniędzy - rozkłada ręce Kossakowski.

Inwestycje, mieszkanie i samochód

Na nadmiar pieniędzy nie narzeka chyba nikt, również Radosław Lubczyk, który prowadzi dobrze prosperującą działalność stomatologiczną. Również i on jest poważnie zadłużony, a gros jego zobowiązań to kredyty inwestycyjne na rozwój działalności. Lubczyk, jak sam mówi, "dozbrajał" swoją firmę, ale teraz z tego zrezygnuje.

- Do tej pory pracowałem pięć dni w tygodniu po sześć-siedem godzin. Teraz pracuję po 10 godzin, bo nie jestem w stanie tych zobowiązań spłacać. Jestem dociśnięty mocno do ściany. Wierzyłem prezesowi NBP w zeszłym roku, gdy mówił, że stopy nie będą rosnąć. Zainwestowałem i czuję się oszukany - mówi poseł Koalicji Polskiej-Nowoczesne Centrum.

Jak podkreśla, powinien sobie poradzić, bo po prostu może więcej pracować. - Mam taką możliwość, ale większość ludzi jej nie ma, bo pracuje na etacie - dodaje.

- Rok temu ratę za mieszkanie płaciłem w wysokości 980 zł, a teraz płacę 1600 zł miesięcznie. Tylko spłacam już 10 lat - zaznacza.

Lubczyk swego czasu zasłynął z zamiłowania do szybkich samochodów. Z jego oświadczenia majątkowego można wyczytać, że jest posiadaczem porsche, które również finansuje z kredytu w wysokości 250 tys. zł. Pytamy więc, czy niektóre zobowiązania nie są wynikiem nieprzemyślanych decyzji.

- W 2021 roku chciałem oddać leasing, ale nikt go nie chciał przejąć, więc walczę z tym tematem. Nie jest to Porsche 911, ale macan, najtańsze z porsche. Np. Skoda Superb jest w podobnej cenie. Sama marka może mylić - tłumaczy Lubczyk.

Chlewnia za 2 mln zł - do spłaty

A właśnie taką Skodę Superb spłacił niedawno Leszek Galemba z PiS. Nie znaczy to jednak, że jest wolny od zobowiązań, bo do tej pory regularnie inwestował w rozwój gospodarstwa rolno-hodowlanego - ma 250 ha ziemi, a majątek wycenił na 10 mln zł. Galemba niedawno wziął duży kredyt na budowę chlewni, która kosztowała go ponad 2 mln zł. To jego największe zobowiązanie.

- Jestem takim samym kredytobiorcą, jak inni, nie ma świętych. Kredyt brałem kilka lat temu, więc mogłem spokojnie żyć. Rozumiem jednak, co się stało - to skutek pandemii i wojny. Ale jak wszyscy kredytobiorcy, narzekam - nie ukrywa poseł PiS.

- W domu jest ciężko. Boimy się tak samo, bo dochody z rolnictwa nie są kolosalne, jedynie równoważy się wydatki. Staramy się rzetelnie spłacać zobowiązania, ale teraz przerażające jest to oprocentowanie. Jeżeli mieliśmy do spłaty 150 tys. zł odsetek, to teraz jest prawie 300 tys. rocznie. To dużo - podkreśla.

Galemba wierzy w propozycje premiera Mateusza Morawieckiego i nie ukrywa, że rozważa skorzystanie z wakacji kredytowych. Zamierza też indywidualnie porozmawiać z bankiem.

- Spróbujemy, bo od 30 lat jesteśmy wiarygodnymi kredytobiorcami, nigdy nie było kłopotów, więc może bank weźmie to pod uwagę - mówi Interii i podobnie jak Lubczyk wstrzymuje się z większymi inwestycjami. - Ceny zboża, ceny paszy są bardzo wysokie. Wstrzymujemy zakupy inwestycyjne, nie będzie nowych maszyn, bo na to w tym momencie nie możemy sobie pozwolić - dodaje.

Młodzi wstrzymują się z budową domu

Jeszcze większe zobowiązania ma Urszula Nowogórska z PSL-Koalicji Polskiej, która jest zadłużona na ponad 4 mln złotych. A w zasadzie nie ona, ale jej mąż - posłanka jest jedynie poręczycielem kredytów męża, choć dla banku nie ma to żadnego znaczenia. Formalnie Nowogórska jest jednym z najbardziej zadłużonych polityków w Polsce.

- Wiadomo, jakiś niepokój jest - mówi nam Nowogórska. - Liczę, że wejdą jakieś rozwiązania, które ułatwią ludziom życie. To rzeczywiście trudny okres, szczególnie jeśli ktoś żyje z jednej pensji, ma małe dziecko. To ciężki czas - nie ukrywa.

Nowogórska podkreśla, że o ile politycy sobie radzą, to zdecydowanie trudniej mają ci, którzy zgłaszają się z tym problemem do jej biur poselskich.

- Przychodzi mnóstwo młodych ludzi. Wszyscy mówią, że mieli plany - kupna mieszkania lub budowy domu. Wstrzymują się, bo sytuacja jest trudna i nieprzewidywalna. Ceny materiałów znacznie poszły w górę. To wszystko spędza ludziom sen z powiek. Mam nadzieję, że ta niepewność się skończy, a inflacja wróci do normalnego poziomu - mówi Interii.

Wszystkie dane pochodzą z oświadczeń majątkowych posłów składanych w 2021 roku. Oznacza to, że podane kwoty i liczby odnoszą się do stanu z 31 grudnia 2020 roku.

Łukasz Szpyrka 

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy