Reklama

Reklama

Krzysztof Gadowski o problemie węgla: Szukamy gorszego zamiennika

- Rosyjski węgiel był kalorycznie lepszy, przygotowany bezpośrednio dla gospodarstw domowych i ciepłowni. Teraz szukamy gorszego zamiennika, ale lepiej go mieć niż nie (...). Jakieś 10-20 proc. węgla energetycznego będzie nadawać się dla odbiorcy indywidualnego - uważa poseł PO ze Śląska Krzysztof Gadowski. Jak dodaje, żeby spełnić założenia premiera Mateusza Morawieckiego, "do końca października do polskich portów powinny wpływać trzy statki tygodniowo".

Łukasz Szpyrka, Interia: PGE zapewnia, że do Polski płynie 11 statków z węglem. To załatwi problem?

Krzysztof Gadowski, PO: - Te kilkanaście statków na pewno nie rozwiąże nam problemów z brakiem węgla. Powiem mocniej, skandaliczne jest to, w jaki sposób rząd podszedł do tego problemu. Stracił już ponad pół roku, bo o planowanej agresji Rosji na Ukrainę, jak wskazał premier, wiedział już wcześniej. Wszyscy też słyszeliśmy, że po jej rozpoczęciu minister klimatu Anna Moskwa i wicepremier Jacek Sasin informowali premiera, że będzie problem z węglem. I to spory.  Nie było wtedy reakcji rządu. Dopiero w lipcu premier polecił dwóm spółkom Skarbu Państwa - Węglokoksowi oraz PGE Paliwa zakup 4,5 mln ton węgla. Chaos i bałagan w działaniach rządu. Karuzela stanowisk na stołkach prezesów spółek węglowych, ciągłe zmiany ministrów odpowiedzialnych za górnictwo, przepychanki pomiędzy poszczególnymi resortami - wszystko to wpływa na niestabilną sytuację, nad którą ciężko zapanować. Jeśli premier nie słucha własnych ministrów, to niech chociaż posłucha tych, którzy się na tym znają.  

Reklama

Czyli pewnie was.

-  Nie wierzę, że rząd posłucha głosu rozsądku i skorzysta z rad opozycji. W wielu przypadkach po czasie okazuje się, że nasze uwagi i propozycje były słuszne. Izba Gospodarcza Sprzedawców Polskiego Węgla oraz Stowarzyszenie Federacji Autoryzowanych Sprzedawców PGG wypowiadali się na ten temat kilkukrotnie. Pisali do premiera i poszczególnych ministrów. Zwracali uwagę, ile dokładnie węgla zabraknie i kto będzie miał problemy z jego zakupem. Zgłaszali konkretne rozwiązania. Ich stanowisko zostało pominięte w działaniach rządu. Nikt z otoczenia premiera nie zauważył, że nie da się kupić węgla za 1000 zł z importu z maksymalną dopłatą w wysokości kolejnego tysiąca złotych. Ci sami sprzedawcy węgla od samego początku zwracali uwagę na ten fakt. Oni przecież nie od dziś pracują w tej branży. Wiedzą doskonale skąd importować węgiel, jaki, jaka jest jego cena, ile czasu to potrwa. Ale nikt ich nie słuchał.  Dziś wyraźnie widać, że mieli rację.

Zakup 4,5 mln ton węgla jest w ogóle realny?

- Oczywiście, zakup węgla jest możliwy, w końcu tego surowca na świecie nie brakuje. Problem jest inny.

Jaki?

- Dotyczy logistyki i jakości tego surowca. To nie jest węgiel tej samej jakości, jaki mieliśmy z Rosji. Rosyjski węgiel był kalorycznie lepszy, przygotowany bezpośrednio dla gospodarstw domowych i ciepłowni. Teraz szukamy gorszego zamiennika, ale lepiej go mieć niż nie. Pytanie, czy poradzą sobie z tym porty? Przecież trzeba to rozładować, a węgiel dla gospodarstw domowych przesiać i rozwieźć po Polsce. Jakieś 10-20 proc. tego węgla energetycznego będzie nadawać się dla odbiorcy indywidualnego. Pamiętajmy również o tym, jak mówią eksperci, że potrzeba jakieś 30 dni, żeby ten węgiel mógł dopłynąć do Polski z odległych krajów. Wielu z nich podkreślało, że spełnienie oczekiwań premiera wiąże się z dostarczeniem ok. 43 tys. ton węgla dziennie do naszych portów. Średnio sporej wielkości statek transportowy przewozi około 80 tys. ton. Oznacza to, że do końca października do polskich portów powinny wpłynąć trzy statki tygodniowo. Import węgla na potrzeby gospodarstw domowych i ciepłowni to nie koniec problemów. Pojawiają się już dodatkowe niepokojące oznaki związane z brakiem węgla dla polskich elektrowni.

Jakie?

- Obserwujemy coraz częstsze nieplanowe wyłączenia bloków węglowych w elektrowniach. Jak słyszymy, z powodu braku węgla z polskich kopalń. Może dojść do tego, że będziemy musieli ściągać dodatkowe miliony ton węgla, żeby uzupełnić te braki. Wtedy na pewno nie sprostamy tym wszystkim potrzebom. Nowy Blok Elektrowni Jaworzno III o mocy 910 MW miał być przykładem wzorcowego działania. Jego budowa kosztowała około 6,5 mld zł, miał działać od lutego 2020 r. Kiedy udało się go uruchomić w listopadzie 2020 r. nastąpiła awaria, która opóźniła jego eksploatację o ponad rok. Dopiero 14 kwietnia tego roku zaczął działać w polskim systemie energetycznym. Niestety, ponownie pojawił się szereg problemów w jego funkcjonowaniu. O tych problemach na bieżąco informuje firma Rafako, czyli jeden z wykonawców bloku, która ostatnio potwierdza, że blok pracuje na niedoborach węgla, a jego parametry są złe. Dziwię się, że rząd nie monitoruje tego procesu. Czy będziemy musieli szukać węgla z zagranicy dla polskich elektrowni? Dziś wyraźnie widać jak przez siedem lat rząd PiS uzależnił nas od rosyjskiego węgla, importując do Polski rocznie od 8 do 13 mln ton tego surowca.

Obawia się pan blackoutu?

- Tak, jak wielu Polaków. Tego boją się przedsiębiorcy i osoby prywatne. Jak widać ich obawy są w pełni uzasadnione. Agregaty prądotwórcze znikają z półek sklepowych. Owszem, z podobnymi sytuacjami mieliśmy do czynienia wcześniej. Dziś niestety mamy sytuację szczególną, bo jej skala wymknęła się spod kontroli rządu. W obecnej sytuacji trudno będzie o pozyskanie jakichkolwiek rezerw mocy. Rząd zmarnował już mnóstwo czasu, nie zauważył, że przyszłością jest energetyka rozproszona, nie inwestował w OZE, w 2016 zablokował budowę wiatraków na lądzie. Choć uruchomił program "Mój Prąd", to i tak z czasem ograniczył wsparcie dla fotowoltaiki. Początkowo dotacja wynosiła 5 tys. zł, potem już tylko 3 tys. zł, a ostatnio zmieniono sposób rozliczania dla prosumentów. Nie wiem, jak rząd mógł być tak nieodpowiedzialny, że nie zauważył potrzeby modernizacji sieci. Budowane przez Polaków instalacje fotowoltaiczne są blokowane, ze względu na niewydolność sieci. Polacy, nie wierząc rządowi, chcieli mieć swój tani prąd. Dlatego dziś rząd jest zdziwiony skalą tego zjawiska, która mocno przekroczyła prognozy zawarte w Polityce Energetycznej Polski do 2040 r. Mimo tylu zagrożeń i znaków ostrzegawczych, rząd w dalszym ciągu blokuje projekty ustaw zmierzające do rozwoju energetyki rozproszonej.

Pana partyjni koledzy podnosili, że niepotrzebnie węgiel też eksportujemy.

- I mieli rację. Część z tego węgla to węgiel koksujący, ale ok. 50 proc. tego węgla to ten energetyczny potrzebny naszym elektrowniom. Eksportowanie węgla w momencie, kiedy nasze składy świecą pustkami to ogromne zaniedbanie. To świadczy o chaosie i bałaganie, o którym wcześniej mówiłem.

Pojawił się też temat dotyczący elektrowni atomowych w Niemczech, które są wygaszane. Co ciekawe, Solidarna Polska mówi tu jednym głosem z Razem, by wydzierżawić te elektrownie.

- Każdy pomysł jest dobry, by nie zostawić Polaków bez energii, ale bardzo wątpię, by był to dziś najlepszy sposób na rozwiązanie problemów elektroenergetycznych w Polsce. Gdyby Niemcy mieli sprawne elektrownie atomowe, nie prosiliby o zmiany limitowania gazu, nie szukaliby węgla. Taka jest prawda. Oczywiście, najstabilniejszym źródłem energii są elektrownie atomowe, ale te niemieckie mają już swoje lata, właśnie z tego powodu są wygaszane. Chociaż w obecnej sytuacji, kiedy mają problem ze zbilansowaniem źródeł energii, coraz częściej słychać o powrocie Niemiec do atomu.

Sejm po raz kolejny odrzucił wnioski opozycji dotyczące wsparcia finansowego użytkowników ciepła systemowego oraz korzystających z innych źródeł energii niż węgiel, ale zapowiada przygotowanie dla nich osobnej ustawy.

- Okazuje się, że presja ma sens. Od początku jako Koalicja Obywatelska uważaliśmy, że nie można po raz kolejny dzielić Polaków, że nie można sztucznie premiować tylko tych korzystających z węgla. Podwyżki źródeł energii dotkną wszystkich Polaków, nie licząc już szalejącej inflacji i związanej z tym drożyzny. Mocno, jako Koalicja Obywatelska, podkreślaliśmy to podczas debat w Sejmie, Senacie i mediach. Składaliśmy konkretne poprawki do rządowej ustawy. To nasz sukces, że rząd zmienił zdanie. Nie ukrywam, że mamy satysfakcję z tego powodu. Podczas pierwszej debaty nad projektem ustawy, kiedy jasno podkreślaliśmy ten problem, nikt z członków rządu nie zapowiadał objęcia pomocą pozostałych użytkowników różnych źródeł ciepła. Teraz zapowiadane są kolejne ustawy. Szkoda, że nie udało się już tego zapisać w tej ustawie. Niestety, Polacy będą musieli czekać na to wsparcie kolejne miesiące. Będziemy to uważnie monitorować i sprawdzać konkretne zapisy zapowiadanych projektów ustaw.

Pan boi się zimy? Mieszka pan w domu, mieszkaniu?

- Mieszkam w domu jednorodzinnym. Budowę domu rozpocząłem już na studiach i powiem szczerze, że dalej szukam sposobu na efektywne ogrzewanie. Najpierw korzystałem z ciepła systemowego, którego sieci sami wybudowaliśmy wspólnie z sąsiadami. Z biegiem czasu cena ciepła systemowego zaczęła tak rosnąć, że część mieszkańców zaczęła się z tego wycofywać. Zmodernizowałem zatem swoją instalację i uruchomiłem gaz. Byłem zadowolony do ostatniej zimy, kiedy otrzymywałem rachunki rzędu ok. 2 tys. zł. Przeprosiłem się więc z ciepłem systemowym. Zakręciłem gaz i odkręciłem ciepło płynące z elektrociepłowni. Rachunki okazały się prawie o połowę mniejsze.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy