Ultimatum Trumpa to straszak czy gamechanger? "Sygnał dla Putina"
- Jeśli USA nałożyłyby sankcje wtórne na odbiorców rosyjskiej ropy, ograniczyłoby to znacznie dochody budżetowe Rosji i zmniejszyło możliwości finansowania wojny - uważa Elżbieta Kaca z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Donald Trump zagroził Rosji i jej partnerom wprowadzenie wysokich ceł, jeśli w ciągu 50 dni nie zostanie osiągnięte porozumienie w sprawie zakończenia wojny w Ukrainie.

W poniedziałek Donald Trump spotkał się z sekretarzem generalnym NATO Markiem Ruttem. Amerykański prezydent wyraził rozczarowanie dotychczasową postawą Rosji w w sprawie wojny w Ukrainie.
Trump postawił warunek: - Jeśli w ciągu 50 dni nie dojdziemy do porozumienia z Rosją, nałożymy na nią surowe cła.
Jak stwierdził, rosyjski przywódca "oszukał wielu ludzi, ale nie mnie". - On wie, jaki jest uczciwy układ - nie ma tu zwycięzcy - dodał.
Jak przekazał agencji Reutera przedstawiciel Białego Domu, Trump miałby nałożyć 100-procentowe cła na Rosję i sankcje wtórne na kraje, które kupują ropę z Rosji.
Kluczowe tutaj będą właśnie sankcje wtórne.
Trump zagroził Rosji sankcjami. Ekspertka o wpływie na gospodarkę
- Zapowiadane sankcje - jeśli rzeczywiście miałyby zostać wprowadzone - mogłyby bardzo negatywnie wpłynąć na stan rosyjskiej gospodarki - uważa Elżbieta Kaca z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM).
Zyski ze sprzedaży ropy i gazu stanowiły ok. 30 proc. dochodów rosyjskiego budżetu w latach 2023-2024, przy czym kluczowe znaczenie ma sprzedaż ropy. - Jeśli USA nałożyłyby sankcje wtórne na odbiorców rosyjskiej ropy, ograniczyłoby to znacznie dochody budżetowe Rosji i zmniejszyło tym samym jej możliwości finansowania wojny - podkreśla ekspertka.
Wojna w Ukrainie. Trump o rozmowach z Putinem
Wiele zależy oczywiście od tego, czy groźby Donalda Trumpa przełożą się na czyny. Narracja amerykańskiego prezydenta w stosunku do Władimira Putina od tygodni staje się coraz bardziej krytyczna.
Pod koniec marca Trump w jednym z wywiadów stwierdził, że był "wkurzony" po słowach Putina podważających wiarygodność przywództwa ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. - Jeśli Rosja i ja nie będziemy w stanie dojść do porozumienia w sprawie powstrzymania rozlewu krwi w Ukrainie, a ja będę uważał, że to wina Rosji - co może nie być prawdą - ale jeśli będę uważał, że to wina Rosji, nałożę cła wtórne na całą ropę pochodzącą z Rosji - stwierdził, już wtedy sygnalizując możliwość wprowadzenia sankcji.
Sankcje a Chiny, Indie i Turcja
- Jeśli Trump faktycznie przyspieszy procedowanie projektu ustawy Grahama, zakładającej zaostrzenie amerykańskich sankcji, będzie to sygnał dla Putina, że amerykańska administracja nie blefuje - uważa Elżbieta Kaca, która w PISM kieruje projektem "Sankcje Międzynarodowe". W jej opinii siła ewentualnych sankcji będzie też zależeć od ich ostatecznego zakresu i skali przyjętych wyjątków.
Wspomniany projekt ustawy Grahama (od nazwiska jednego z autorów, senatora Partii Republikańskiej Lindseya Grahama) zakłada nałożenie przez amerykańską administrację sankcji na rosyjski sektor energetyczny i bankowy oraz cła w wysokości 500 proc. na towary z krajów kupujących rosyjską ropę.
Graham przekazał niedawno w mediach społecznościowych, że Senat wkrótce rozpocznie prace nad projektem.
Jeśli zatem sankcje, którymi grozi Donald Trump, zostaną wprowadzone, dotknęłyby najbardziej największych odbiorców rosyjskiej ropy i produktów ropochodnych, czyli Chiny, Indie i Turcję.
- Straciłyby możliwość kupowania tych surowców po niższej cenie - w rezultacie unijnego embarga na ropę i nałożenia pułapu cenowego Rosja sprzedawała im ropę ze znaczną zniżką. Mimo tego te państwa mogłyby uzupełnić import ropy z innych kierunków geograficznych - wyjaśnia Elżbieta Kaca. Dodaje, że potencjalny wpływ amerykańskich sankcji na kalkulacje polityczne chińskich władz pozostawałby więc ograniczony.
USA. Trump zapowiada pomoc militarną Ukrainie
Donald Trump w poniedziałek zapowiedział także, że Stany Zjednoczone będą sprzedawać sojusznikom z NATO uzbrojenie, które zostanie następnie wysłane do Ukrainy. Proces będzie koordynowany przez szefa Sojuszu. Mark Rutte poinformował, że wśród kupujących uzbrojenie znajdą się Niemcy, Finlandia, Norwegia, Szwecja, Wielka Brytania, Dania oraz - spoza Europy - Kanada.
Według amerykańskiego prezydenta dostarczony sprzęt ma mieć wartość "miliardów dolarów", a wśród dostaw mają być rakiety i baterie Patriot.
To duża zmiana, bo do tej pory broń z USA do Ukrainy trafiała w ramach amerykańskiego wsparcia. - Dni, w których USA wysyłały nieograniczone dolary podatników, by bronić Ukrainę, się skończyły - tak decyzję Trumpa skomentował dla Fox News ambasador USA przy NATO Matthew Whitaker. - Produkujemy najlepszą broń na świecie i wszyscy chcą ją (kupić). I będziemy priorytetowo traktować broń dla Ukrainy - dodał.
- Szczegóły porozumienia będą jeszcze dopracowywane. Finansowanie na wsparcie wojskowe dla Ukrainy będzie zapewne pochodziło ze środków krajowych zainteresowanych państw europejskich - wyjaśnia Elżbieta Kaca, pytana o możliwości finansowania sprzętu dla Ukrainy przez kraje europejskie.
Podczas niedawnego szczytu NATO w Hadze przywódcy krajów Sojuszu zobowiązali się, że do 2035 r. będą przeznaczać pięć procent PKB na obronność.
- Biorąc pod uwagę trend zwiększania wydatków na uzbrojenie w tych państwach, znalezienie odpowiednich środków jest możliwe - komentuje ekspertka z PISM.
Według danych Stockholm International Peace Research Institute w 2024 r. łączne wydatki na obronę wszystkich państw Unii Europejskiej wyniosły 371 mld dolarów.
Anna Nicz
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: anna.nicz@firma.interia.pl












