Reklama

Reklama

Holenderski poseł: Nie działamy przeciwko Polakom

- UE tak nie działa, że można łamać praworządność i prosić o unijne pieniądze - mówi Sjoerd Sjoerdsma z partii Democraten 66 (D66), autor uchwały wzywającej holenderski rząd do zablokowania środków unijnych dla Polski.

Deutsche Welle: Holenderski parlament we wtorek przyjął uchwałę wzywającą premiera Marka Ruttego do zablokowania wypłaty Polsce 36 mld euro w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Czy takie działania są faktycznie konieczne?

Sjoerd Sjoerdsma: - Są, bo polski rząd postanowił traktować Unię Europejską jak kartę dań, z której można wybrać to, co się lubi i pominąć to, czego się nie lubi. A Unia nie działa w taki sposób. Podważanie europejskich wartości jest nie tylko niebezpieczne dla obywateli polskich, ale także podkopuje solidarność w ramach Wspólnoty. Przyjęliśmy tę uchwałę, żeby spróbować zmienić kierunek działań polskich władz i chronić Polaków.

Reklama

A czy nie będzie to miało dokładnie odwrotnego skutku? Polskie władze mówią, że ewentualne zablokowanie funduszy unijnych uderzy głównie w polskie społeczeństwo.

- Nie działamy przeciwko Polakom, tylko przeciwko rządzącym. Uważamy, że zamrożenie funduszy pomoże wysuszyć zasoby finansowe obecnego rządu, który dzisiaj podważa wartości Unii Europejskiej, a jednocześnie korzysta z jej pieniędzy, żeby zadowolić swoich wyborców. Mam głębokie przekonanie - zwłaszcza patrząc na setki tysięcy ludzi, które wyszły na ulice po wyroku Trybunału Konstytucyjnego - że Polacy wiedzą, że chcemy wspierać ich walkę o praworządność. Pamiętajmy zresztą, że w Holandii jest duże poczucie solidarności z Polakami. Myślę, że każdy tu pamięta o gen. Maczku, który wyzwolił Bredę i który, gdy inne miasta były bombardowane i obracane w gruz, postanowił wyjść na ulice i walczyć z Niemcami, żeby odbić i uratować miasto. Za to zawsze będziemy Polakom wdzięczni.

Komisja Europejska wciąż analizuje wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Może reakcja holenderskiego parlamentu jest przedwczesna?

- Gdy praworządność i podstawowe wartości europejskie są w niebezpieczeństwie, nie ma niczego takiego jak zbyt szybka reakcja. Trzeba działać błyskawicznie, bo w przeciwnym wypadku - i widzieliśmy to zarówno w Polsce, jak i Węgrzech - łamanie praworządności, wolności mediów, swobód demokratycznych będzie tylko postępować. Trzeba jasno wyraźnie powiedzieć: nie można łamać praworządności i w tym samym czasie prosić o unijne pieniądze, żeby za ich pomocą jeszcze wspierać te działania. To proste.

Co teraz się stanie?

- W przyszłym tygodniu na szczycie UE premier Mark Rutte wezwie Komisję Europejską, żeby nie zatwierdzała polskiego planu odbudowy. To będzie pierwszy krok. Musimy poczekać i zobaczyć, co zrobi KE, która na pewno będzie potrzebowała solidnych podstaw prawnych, żeby nie odmrażać tych środków.

Jeśli KE da jednak zielone światło KPO, wypłatę funduszy będzie można jeszcze zablokować w Radzie. Ale do tego potrzebna będzie zgoda minimum 13 państw członkowskich. Holandii uda się zebrać takie poparcie?

- Myślę, że wiele państw członkowskich będzie miało opory, żeby uwolnić te pieniądze i niejako nagrodzić Polskę za łamanie prawa. Zobaczymy. Na pewno Holandia będzie blokować KPO, bo nie widzimy innego wyjścia. Mam nadzieję, że moi koledzy politycy też zauważą w tym konieczność do działania na rzecz społeczności europejskiej.

Pojawiają się już głosy, że uchwała holenderskiego parlamentu to "szantaż" i "walka polityczna", w której pieniądze z funduszu odbudowy traktuje się jako "zakładników".

- Nie jest to ani sprawa polityczna, ani żaden szantaż, ale walka o wartości europejskie, których - swoją drogą - przystępując do Wspólnoty wszyscy zobowiązaliśmy się przestrzegać.

Polskie władze mówią, że Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości UE nie mają kompetencji do tego, żeby ingerować w reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości, bo to suwerenna decyzja państwa. Czy instytucje faktycznie posuwają się za daleko?

- Nie, bo niszczenie polskiego systemu prawnego uderza nie tylko w Polaków, ale i w całą Unię Europejską. Jeśli polskie sądy są coraz bardziej kontrolowane przez partię rządzącą, staje się wątpliwe, czy zapewniają obywatelom taką samą ochronę prawną, jaką cieszą się oni w innych krajach członkowskich. Także przedsiębiorcy nie mogą być już pewni, że ich inwestycje są bezpieczne, a kontrakty i prawa np. własności będą faktycznie przestrzegane. Rozumiem, co polskie władze próbują zrobić, podkopując autorytet instytucji UE, ale niestety podważa to jedynie zaufanie Polaków wobec ich własnego rządu i zaufanie Europejczyków do Polski.

Pojawia się też zarzut, że Holandia zarzuca Polsce brak praworządności, a sama nie ma Trybunału Konstytucyjnego, który by kontrolował przestrzeganie prawa i zachowanie równowagi władz.

- To częściowo racja, nie mamy Trybunału Konstytucyjnego. Moja partia chciałaby, żebyśmy mieli, ale jeszcze nie mamy większości w rządzie. Na pewno jest kilka zarzutów, które można wysunąć odnośnie tego, jak holenderski rząd i społeczeństwo są zorganizowane i na pewno musimy odrobić własną pracę domową. Ja jestem otwarty na krytykę i mam nadzieję, że Polska również ją przyjmie i zrozumie, że działania jakie teraz podjęła poszły za daleko i są realnym zagrożeniem dla praworządności.

Mówi się o tym, że Holandia należy do tzw. grupy skąpców, czyli krajów które chcą ograniczyć unijny budżet. Może stąd ta chęć przycięcia polskich funduszy?

- Wiem, jaką mamy reputację i rozumiem, że to łatwy argument, żeby w nas uderzyć. Ale tu nie chodzi o bycie "skąpcem"; fundusze unijne są uzależnione od przestrzegania praworządności i dotyczy to wszystkich państw członkowskich. Nie ma tu wyjątków ani dla Polski, ani Węgier, ani dla Holandii.

Rozmawiała Jowita Kiwnik Pargana.


Reklama

Reklama

Reklama