Reklama

Reklama

Jerzy Buzek: Wiarygodność ekipy PiS jest zerowa

- Ta władza lekką ręką pozwoliła obciąć o ponad połowę budżet Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla Polski oraz już blisko miliard złotych kar zapłaciła z pieniędzy podatników za niewykonywanie wyroków unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Zatem wiarygodność tej ekipy, gdy mówi na Polskę stać, a na co nie stać, jest zerowa - podkreśla w rozmowie z Interią były premier i przewodniczący PE, europoseł Jerzy Buzek.

Jowita Kiwnik Pargana: - Jak polityka unijna, dotycząca walki z ociepleniem klimatu, wpływa na przemysł górniczy w Polsce?

Jerzy Buzek: - Może panią zaskoczę, ale - wbrew pozorom - realny wpływ tej polityki jest, jak dotąd, raczej skromny. Spójrzmy na liczby: ponad 15 lat po ogłoszeniu pierwszego pakietu klimatycznego 3x20 - zresztą w czasach rządów w Polsce tego samego obozu politycznego, co dzisiaj - udział węgla w wytwarzaniu prądu to u nas wciąż około 75 proc. To zdecydowanie najwięcej w Europie. I naprawdę trudno tu mówić o rewolucji - choć tak właśnie próbują to przedstawiać Polkom i Polakom rządzący.

Reklama

Skąd w takim razie taka narracja?

- Nie mam pojęcia. Czy 15 lat to dużo? Dokładnie tyle trwała cała nasza droga do Unii Europejskiej po upadku systemu komunistycznego i gospodarki centralnie planowanej w 1989 r.; i przypomnijmy sobie jakiego ogromnego skoku potrafiliśmy - w ramach przygotowań przedakcesyjnych - w tym czasie dokonać.

Ale unijna polityka klimatyczna zakłada odejście UE od węgla. Polskie górnictwo w końcu to jednak odczuje?

- Działania na rzecz ochrony klimatu przyśpieszyły w ostatnich latach - w skali świata. To efekt Porozumienia Paryskiego z grudnia 2015 r., na które zgodziło się 196 krajów, również Polska. Na poziomie Unii jest ono obecnie wdrażane pod szyldem Europejskiego Zielonego Ładu. To będzie miało, oczywiście, wpływ na przemysł górniczy - zwłaszcza węgla brunatnego i kamiennego. Węgiel koksowy - nadal niezbędny m.in. przy produkcji stali - ma w Unii status surowca strategicznego, o co sam zabiegałem. Co jednak istotne: ambitnym celom towarzyszą kompleksowe programy wsparcia i ogromne środki pomocowe dla państw członkowskich - także dla naszego kraju.

Jakie możliwości daje w tym kontekście Polsce Fundusz Sprawiedliwej Transformacji?

- Mamy być jego największym beneficjentem - tylko w najbliższych paru latach to dodatkowe co najmniej 16 mld zł dla Śląska, Zagłębia, Wałbrzycha czy Konina. To z myślą o takich regionach górniczych i ich mieszkańcach zaproponowałem w 2018 r. ten Fundusz. I bardzo się cieszę, że ten pomysł "zaskoczył’ - znalazł nie tylko zrozumienie, ale i mocne polityczne poparcie.

Jakie konkretne korzyści z Funduszu odniosą te regiony?

- Z FST można będzie pozyskać pieniądze na walkę z ubóstwem energetycznym i smogiem, na odnawialne źródła energii i miejskie sieci ciepłownicze, poprawę efektywności energetycznej, rekultywację miast górniczych i zdegradowanych terenów pokopalnianych, na rozwój małych i średnich firm oraz mikroprzedsiębiorstw, ekologiczny transport miejski, infrastrukturę społeczną dla seniorów i młodzieży czy projekty edukacyjne, a przede wszystkim - na miejsca pracy i projekty socjalne tam, gdzie górnicy zmieniają zatrudnienie. Warto w tym miejscu podkreślić, że na tym Funduszu wsparcie UE się nie kończy.

Jakiego jeszcze wsparcia możemy w takim razie oczekiwać?

- W sumie, na szeroko rozumianą transformację energetyczną i tylko do 2027 r., Polska ma szansę otrzymać blisko 200 mld zł. A do tego dochodzą setki miliardów z systemu ETS - handlu uprawnieniami do emisji CO2 - które trafiają przecież do polskiego budżetu. Szacuje się, że będzie to kolejne ponad 350 mld zł do 2030 r. Problemem nie jest więc brak środków, ale - kwestia pomysłów i woli politycznej, by je mądrze zainwestować.

Jak zatem powinna być realizowana transformacja energetyczna w Polsce?

- W sposób, który zdefiniowałbym jako 3P: przemyślany - przejrzysty - pilny. Nic dodać, nic ująć. Tylko wtedy ta transformacja faktycznie się wydarzy - w sposób efektywny kosztowo i sprawiedliwy, z uwzględnieniem potrzeb regionalnych, lokalnych i najbardziej wrażliwych grup społecznych oraz przynosząc oczekiwane rezultaty. W przeciwnym razie w 2037 r. ze zdumieniem odkryjemy tylko, że znowu zmarnowaliśmy 15 lat - a Europa i świat uciekły nam jeszcze mocniej.

Czy polskie cele można pogodzić z celami polityki klimatyczno-energetycznej w UE?

- Polityka klimatyczno-energetyczna Unii to przecież też nasza polityka, którą obecne władze współtworzą i akceptują od siedmiu lat. Możemy się - jak każde państwo członkowskie - nieco różnić w sposobie i pewnym tempie jej realizacji, ale cele mamy wszyscy te same. To zresztą od lat nie przestaje mnie zadziwiać: gdyby ktoś zaczął na przykład nagle kwestionować sens spójności doktryny obronnej Polski ze strategią NATO, napotkałby - zupełnie słusznie - na głosy oburzenia i wręcz zarzuty o zdradę polskiej racji stanu. To nie przeszkadza jednak wielu tolerować, że - czasem najbardziej prominentni - przedstawiciele aktualnego obozu władzy snują dywagacje o tym, jak to polityka UE jest rzekomo niezgodna z naszymi celami energetyczno-klimatycznymi. A jak już wspomniałem, to obecny rząd zgadzał się na kluczowe założenia tej unijnej polityki - i to on uczestniczy teraz w Brukseli w tworzeniu kolejnych rozwiązań prawnych w tym zakresie.

Warto i zawsze należy zabiegać o jak najkorzystniejsze dla Polski rozwiązania. Ale do tego trzeba mieć konstruktywne propozycje i potrafić budować dla nich zrozumienie i poparcie w instytucjach unijnych - a nie podważać sens całej polityki energetyczno-klimatycznej Unii.

Jakie efekty może przynieść - także Polsce - zaproponowana przez pana poprawka ws. wykluczenia instytucji finansowych z systemu ETS, czyli tzw. Lex Buzek?

- Można było postąpić jak obecna władza: obkleić Polskę, za miliardy ze spółek skarbu państwa, a więc tak naprawdę z pieniędzy publicznych, absurdalnymi bilbordami wmawiającymi, że za skandalicznie skądinąd wysokie rachunki za prąd, odpowiada głównie system ETS - co jest dowiedzionym kłamstwem i nie rozwiązuje żadnego problemu.

Ja jednak obrałem inną drogę: uznałem, że rynek handlu uprawnieniami do emisji CO2 trzeba spróbować - w ramach trwających prac nad jego reformą - zmienić. Zaproponowałem więc w PE, w swojej komisji Przemysłu, Badań i Energii (ITRE) poprawkę, ograniczającą udział instytucji finansowych - banków, funduszy inwestycyjnych czy emerytalnych - w tym systemie.

Co da wyeliminowanie instytucji finansowych z rynku handlu emisjami?

- Chodzi o to, by zasadniczo uczestniczyć w nim mogli tylko ci, którym potrzebne jest to do prowadzenia działalności: przemysł energochłonny, elektrownie, miejskie ciepłownie. W ten sposób ukrócimy spekulacje na rynku ETS, rzutujące negatywnie na ceny uprawnień. A to powinno pozytywnie przełożyć się na portfele Polek i Polaków.

Wojna w Ukrainie silnie wpłynęła na konieczność przyspieszenia transformacji energetycznej w Europie?

- Do wielu dotarła brutalna prawda: istnieje - niestety - bezpośredni związek między czołgami i rakietami, którymi wojska Putina zbrodniczo ostrzeliwują bezbronnych cywilów, szpitale i domy dziecka w Ukrainie, a pieniędzmi, które od lat płacimy Rosji za gaz, węgiel albo ropę. UE kupowała od niej dotąd ok. 40 proc. węgla i gazu oraz ok. 25 proc. ropy - a środki za to zasilały rosyjski budżet, zwłaszcza militarny. Jedyna zatem - sensowna i moralna zarazem - reakcja na wydarzenia ostatnich ponad 4 miesięcy, to bardziej zdecydowane odchodzenie od paliw kopalnych. W tym sensie cele Unii 45 proc. na odnawialne źródła energii w 2030 r. lub zakaz nowych samochodów spalinowych w przyszłości to sposób na walkę z globalnym ociepleniem, ale i - na odcięcie reżimu Putina od finansowania z UE. Zielona transformacja energetyczna Europy to najskuteczniejsza sankcja wobec Rosji.

Polski rząd twierdzi, że Polski nie stać na realizację ambitnego pakietu Fit for 55, czyli m.in. na zmiany w systemie ETS i podwyższenie celu OZE. Pojawiają się głosy o odejściu od ETS czy uzyskaniu zgody na uznanie węgla za paliwo przejściowe. Jaka jest pana opinia na ten temat?

- Mówiłem już, co sądzę o podważaniu spójności między unijną i polską polityką energetyczno-klimatyczną; o haniebnym atakowaniu ETS wyłącznie z powodu doraźnych potrzeb krajowej polityki i o braku jasnego - przemyślanego, przejrzystego i pilnego - planu transformacji energetycznej państwa. I nie mam tu za wiele do dodania. Zwróciłbym uwagę może tylko na dwie sprawy. Po pierwsze - w ciągu ostatnich siedmiu lat drugi raz pracujemy w UE nad zmianami w ETS. I znowu z Warszawy - zamiast konkretnych propozycji - płyną głównie abstrakcyjne postulaty, które nie mają większych szans na poparcie kogokolwiek, a tym bardziej - większości.

Jaka jest tego przyczyna?

- Nie może być inaczej, skoro - o ile wiadomo - rząd nadal nie przyjął stanowiska odnośnie reformy ETS, bo nie ma na to zgody w koalicji. I po drugie - ta władza lekką ręką pozwoliła obciąć o ponad połowę budżet Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla Polski (z ok. 38 do 16 mld zł); już blisko miliard zł kar zapłaciła z pieniędzy podatników za niewykonywanie wyroków unijnego Trybunału Sprawiedliwości; a niektórzy jej przedstawiciele sugerowali, że nie potrzebujemy środków z Funduszu Odbudowy - przypomnę, że chodzi w sumie o ok. 160 mld zł. Wiarygodność tej ekipy, gdy mówi na co stać, a na co jakoby Polski nie stać, jest więc - niestety - zerowa.

Rozmawiała Jowita Kiwnik Pargana

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy