Reklama

Reklama

Straż Graniczna: Białoruskie służby strzelały w kierunku żołnierzy Wojska Polskiego

W czwartek patrol służb białoruskich oddał strzały w kierunku żołnierzy Wojska Polskiego - podała Straż Graniczna. Prawdopodobnie przy użyciu ślepej amunicji, nikomu nic się nie stało - przekazano. Charge d'affaires Ambasady Republiki Białorusi w Polsce Alaksandr Czasnouski został wezwany w piątek do polskiego MSZ. Dziennikarzom powiedział, że "informacje o strzałach nie są prawdziwe". - Zwróciliśmy się o dowody - dodał. Polski MSZ podkreślił z kolei, że "jeśli zaistnieje konieczność, dowody zostaną przekazane stronie białoruskiej, opinii publicznej, a także innym państwom".

- Patrol służb białoruskich oddał strzały w kierunku żołnierzy Wojska Polskiego, którzy razem z nami patrolują granicę. Prawdopodobnie było to przy użyciu ślepej amunicji. Nikomu nic się stało - powiedziała rzeczniczka Straży Granicznej ppor. Anna Michalska.

Granica z Białorusią. "Prowokacji jest coraz więcej"

Jak dodała, mogły być to strzały celowo chybione. - Tych prowokacji jest coraz więcej - zaznaczyła rzeczniczka Straży Granicznej.

Michalska podała także, że minionej doby doszło do 523 prób nielegalnego przekroczenia granicy. Zatrzymano 35 imigrantów, wszyscy to obywatele Iraku.

Reakcja premiera

Odnosząc się do informacji o sytuacji na granicy premier Mateusz Morawiecki napisał na Facebooku, że trwa "wojna hybrydowa przeciwko Polsce i UE". 

Reklama

"Są tylko dwie strony tego konfliktu - albo opowiemy się za twardą obroną polskiej suwerenności, granic UE, demokracji, praw człowieka - albo wpiszemy się w scenariusz wydarzeń wymyślony na Kremlu i w Mińsku" - stwierdził szef polskiego rządu.

"Jestem i zawsze będę stał twardo za naszymi żołnierzami i funkcjonariuszami Straży Granicznej. Cała moc państwa polskiego jest z Wami! Dziękuję naszym służbom za profesjonalne podejście i odpowiedzialną postawę" - dodał Morawiecki.

Migranci w polskich szpitalach

- Obecnie w szpitalach przebywa dokładnie 14 osób: ośmioro dzieci i sześć osób dorosłych - poinformowała Anna Michalska. 

- Wczoraj były dwa zdarzenia, w wyniku których wzywaliśmy karetkę pogotowia do dwójki dzieci - dodała.

Michalska przekazała w piątek, że "zatrzymano rodziny z dziećmi, czwórka dzieci trafiła do szpitali. Dwoje z tych dzieci ma porażenie mózgowe, jedno dziecko jest chore na covid. Cała czwórka ma zapalenie płuc, przebywają obecnie w szpitalu".

Podczas konferencji prasowej poinformowała też, że w czwartek zatrzymano również dziewięciu obywateli Turcji, w tym pięcioro dzieci.

- Jeden z chłopczyków ma cukrzycę, te dzieci też są obecnie w szpitalach - przekazała Michalska.

Czytaj też: Walenciak: Polska - kraj kamiennych serc

Charge d'affaires Ambasady Republiki Białorusi w Polsce Alaksandr Czasnouski w piątek po południu stwierdził, że informacja podawana przez polskie służby nie jest prawdziwa. - Bardzo poważnie podchodzimy do podobnych zarzutów. Już jest komentarz rzecznika prasowego Białoruskiego Komitetu Straży Granicznej, który powiedział bardzo wyraźnie, że broń nie była używana na żadnym odcinku białorusko-polskiej granicy w minionej dobie - powiedział. 

- Białoruska Straż Graniczna już się zwróciła do polskiej Straży Granicznej o to, żeby zostały przedstawione bardziej szczegółowe informacje, jakieś dowody, bo te informacje o strzałach nie są prawdziwe - dodał Alaksandr Czasnouski. Dyplomata nie odpowiedział na kolejne pytania dziennikarzy. - Na razie to wszystko - powiedział i odjechał sprzed MSZ.

MSZ: Mamy dowody

Po wypowiedzi Czasnouskiego głos zabrał rzecznik MSZ Łukasz Jasina.  - Mamy dowody na to, że te strzały zostały oddane, inaczej nie byłyby wydawane różnego rodzaju komunikaty - poinformował.

Jasina zadeklarował również, że "jeśli zaistnieje taka konieczność, zostaną te dowody przekazane stronie białoruskiej i nie tylko oczywiście stronie białoruskiej, ale i opinii publicznej, i innym państwom".

Rzecznik resortu dyplomacji zaznaczył również, że charge d'affaires Białorusi został przyjęty w MSZ na poziomie dyrektora Departamentu Wschodniego. - Warto pamiętać, że to jest urzędowy kontakt, który jest ważny, ale pamiętamy też o obniżeniu rangi polsko-białoruskich stosunków dyplomatycznych od dłuższego czasu, to nie jest wyłącznie przypadek ostatnich kilku tygodni - zaznaczył.

Jasina ocenił też, że sytuacja pomiędzy Polską a Białorusią "staje się z dnia na dzień coraz bardziej napięta". "Nic w tym momencie nie zapowiada uspokojenia tej sytuacji" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje