Reklama

Reklama

​Kraj kamiennych serc

To co dzieje się na granicy polsko-białoruskiej to boli. Umierający ludzie, dzieci wywożone do lasu... Tego jest za dużo. To kompromituje państwo, i kompromituje nas samych.

I premier, i jego ministrowie teatralnie wołają - że oto Polska jest ofiarą wojny hybrydowej, którą prowadzi Łukaszenka. Że to jego agresja, a uchodźcy są tylko narzędziem, które cynicznie wykorzystuje. Sorry, ale to żadna nowina, każdy to wie. Podobnie jak i to, że jak wpuścimy stu, to za dwa tygodnie będzie na granicy parę tysięcy.

Więc inne pytanie jest ważniejsze: co z tą wiedzą rząd robi? Jeżeli to jest wojna i agresja, i skoro rząd sobie z tymi grupkami uchodźców nie radzi, i tę wojnę z Łukaszenką przegrywa, to może pora wezwać pomoc? Że oto granice państwa - członka NATO i UE, są atakowane?

Reklama

Zwłaszcza, że uchodźcy nie Polską są zainteresowani, oni jadą do Niemiec, do Francji, do Holandii... Tam, gdzie wcześniej zaczepili się ich krewni lub znajomi. Więc nielegalne próby przekroczenia granicy Polski z Białorusią, czy też raczej Unii Europejskiej z Białorusią, to sprawa całej wspólnoty.

Unia, NATO, są na tyle silne, że byłyby w stanie zmusić Łukaszenkę do umiaru. Jest na to wiele sposobów. I wojskowych, i dyplomatycznych, i politycznych...  To da się przeprowadzić, tylko trzeba wokół tego zrobić szum.

Tymczasem nie zauważyłem, by polski rząd energicznie działał, by zainteresować problemem naszej wschodniej granicy gremia UE czy NATO. Owszem, Polskę odwiedziła Ylva Johansson - unijna komisarz do spraw wewnętrznych. Spotkała się z Mariuszem Kamińskim, rozmawiała o możliwości przyjazdu do Polski żołnierzy państw Unii, w ramach Frontexu. Mówiła, że  Polska ma obowiązek chronić granicę zewnętrzną Unii. Ale jednocześnie musi to robić w zgodzie z prawem międzynarodowym i unijnym.

Słowa o prawie międzynarodowym, o przejrzystych procedurach, Kamińskiego ewidentnie zmroziły. Odnoszę wrażenie, że idzie to wszystko w złym kierunku. To znaczy w takim, że nic tu się nie zmieni. Że rząd woli, by z uchodźcami szarpała się nasza straż graniczna, żeby były obrazki silnej, stanowczej władzy i groźnych najeźdźców, i żeby Unia się nie wtrącała.

Czyli, nie chce rozwiązać problemu, chce z nim żyć.

Wiemy, dlaczego tak się dzieje - bo rosną PiS-owi sondaże. Znaczy się, ludziom ta walka z emigrantami się podoba. Widok zapłakanych dzieci ich nie rusza. Kamienne serca królują.

I to jest najważniejsze pytanie: skąd u nas te kamienne serca?

Zwłaszcza, że nie tak dawno, w latach 80., Polacy byli jedną z największych grup emigrantów, gnieździli się po obozach w Austrii, Niemczech czy Włoszech, prosili o łaskę, której teraz tak butnie odmawiają innym...

Jest kilka odpowiedzi na to pytanie.

Pierwsze, że Polacy się boją. Moi znajomi na ścianie wschodniej, opowiadają mi o tym strachu, że przyjdą, ukradną, pobiją... Ci obcy... Że teraz wszyscy zamykają na noc domy.

Inni tłumaczą to tak, że nas historia krzywdziła, więc teraz mamy prawo być twardzi. Ot, taki narodowy narcyzm.

A z kolei inteligenci z dużych miast lamentują, że oto odzywają się w Polakach tłumione wcześniej (albo i nie tłumione) pokłady ksenofobii, a nawet faszyzmu. Więc, gdy widzimy tych innych, innego koloru skóry, innej wiary, to jesteśmy przeciw. A jak minister Kamiński pokaże film, to już wierzymy, że to nie są normalni ludzie...

Pewnie każdy z tych powodów jest w jakimś stopniu prawdziwy, ale ja wskazałbym na jeszcze jeden.

Proponuję poczytać wpisy wrogów emigrantów. Cóż rzuca się w oczy? Dominuje w tych wpisach język lat 90. XX wieku. Ten język, którym tłumaczono reformy Balcerowicza, zamykanie zakładów, bezrobocie, zwalczanie związków zawodowych itd.

Bo jak mówią wrogowie uchodźców? Że oni chcą tu się przebić, żeby żyć z zasiłków, żeby wykorzystywać hojny europejski socjal. Jakbym czytał... Hmm, nie będę wymieniał tytułów, ale każdy, kto pamięta tamte czasy, to wie co mam na myśli. Socjal - to był wróg! A ludzie, którzy byli zwalniani z pracy, i nie mieli gdzie iść, bo innego zakładu w ich miasteczku nie było? Co im radzono? Mieli się przebranżowić. 

A dzieci tych bezrobotnych? Czy tamte media współczuły im choć w połowie, jak dziewczynkom znad granicy polsko-białoruskiej?

A gdy szalała reprywatyzacja, i wyrzucano lokatorów z ich mieszkań, to co mogliśmy w mediach przeczytać? Że ci lokatorzy, to nie wiadomo jak te mieszkania dostali... A właściciel (ten nowy właściciel, który nie wiadomo skąd się wziął) ma przecież prawo dysponować swoim majątkiem...

Tak jak tamte media pisały o Polakach, którzy dostawali w d.... od tzw. transformacji, tak dziś różni mądrale mówią o błąkających się po lasach uchodźcach.

Z obojętnością, z pogardą, bez cienia empatii. Tym przemądrzałym tonem darwinizmu społecznego.

Ziarno zostało zasiane.

Zawstydza mnie nieudolność rządu, który nie potrafi rozwiązać sprawy, i taki Łukaszenka skacze im po głowie jak chce.

Boli brak empatii dla uchodźców, zwłaszcza z państw, które sami żeśmy rozwalili.

Ale też irytują pohukiwania różnych dziennikarzy z dużych mediów, że Polacy to kamienne serca. Że co to za naród itd...

No, drodzy koledzy... samiście sobie takich Polaków wychowali. To macie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne