Reklama

Politycy i duchowni nie dostaną wezwania do wojska

W całej Polsce rezerwiści otrzymują listy z wezwaniem do wojska. Wśród adresatów mogą być m.in. informatycy, lekarze, weterynarze, kucharze, spawacze i inni. Wezwań nie dostaną natomiast dwie grupy zawodowe - politycy i duchowni. Takie zapisy znalazły się bowiem w ustawie o obronie ojczyzny.

Wojsko w 2023 roku chce przeszkolić do 200 tys. rezerwistów z tzw. pasywnej rezerwy. To temat, który interesuje nie tylko pasjonatów wojskowości, bo w pasywnej rezerwie jest każdy dorosły mężczyzna, który przyszedł na wojskową komisję lekarską i otrzymał kategorię wojskową.

W Interii pisaliśmy już, na czym dokładnie polega pasywna rezerwa i kto może spodziewać się listu z wezwaniem do wojska. Przede wszystkim będą to ci, którzy w przeszłości byli już w wojsku, ale nie tylko. Wezwanie do wojska może też otrzymać osoba, która ma szczególnie pożądane kwalifikacje, to m.in. lekarze, ratownicy medyczni, spawacze, kierowcy, kucharze czy informatycy.

Reklama

Szef Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji płk Mirosław Bryś doprecyzował, że "bez przeszkolenia wojskowego może być powołanych ok. 3 tys. osób, które odbędą dwudniowe szkolenia weekendowe w wybranej jednostce wojskowej".

Pobór do wojska. Politycy i duchowni zwolnieni z ćwiczeń

Tyle teorii, bo zgodnie z nową ustawą o obronie ojczyzny, wezwania na ćwiczenia wojskowe może spodziewać się w zasadzie każdy. Jeśli nie teraz, to być może w przeszłości. Nie ma tam bowiem żadnych zapisów, które mówiłyby wprost, że priorytetem do przeszkolenia są ci, którzy mają pożądane kwalifikacje. Widnieją tam jednak inne zapisy - zgodnie z ustawą tylko dwie grupy zawodowe w Polsce mogą liczyć na zwolnienie z ćwiczeń. To politycy i duchowni.

Kluczowy jest tu art. 248, ustęp 5. ustawy o obronie ojczyzny. Czytamy w nim, że "na ćwiczenia wojskowe żołnierzy PR (pasywnej rezerwy - red.) nie powołuje się osób, które są wyłączone od obowiązku pełnienia służby wojskowej w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny lub: 1) prowadzą własną kampanię wyborczą w przypadku kandydowania do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, Parlamentu Europejskiego lub organów samorządu terytorialnego - w czasie jej trwania; 2) zostały wybrane na posła, w tym do Parlamentu Europejskiego, albo senatora - w czasie trwania kadencji; 3) pełnią funkcję organów jednostek samorządu terytorialnego albo sprawują mandat radnego; 4) zajmują kierownicze stanowiska w urzędach administracji rządowej; 5) zostały przeznaczone do odbycia służby zastępczej lub odbyły tę służbę".

Słowem: wezwania na ćwiczenia wojskowe nie otrzymają nie tylko posłowie i senatorowie, ale też inni politycy - samorządowcy, nawet radni czy urzędnicy wyższego szczebla, a także kandydaci w wyborach. Jeśli spojrzymy na kalendarz wyborczy, to wniosek nasuwa się sam - żaden polityk w kraju nie dostanie wezwania na ćwiczenie wojskowe przynajmniej do połowy 2024 roku. Do tego czasu odbędą się bowiem wybory parlamentarne, samorządowe i do Parlamentu Europejskiego.

Zaznaczamy, że mowa o ćwiczeniach wojskowych, czyli krótkim przeszkoleniu niejako wprowadzającym do wojska. W ustawie jest wyraźnie podkreślone, że poza tymi przypadkami przede wszystkim "nie powołuje się osób, które są wyłączone od obowiązku pełnienia służby wojskowej w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny". Mowa tu o całkowitym wyłączeniu z pełnienia służby wojskowej, czyli nie tylko ćwiczeń. Takiego wyłączenia dokonuje szef wojskowego centrum rekrutacji, a w przypadku żołnierzy pełniących czynną służbę wojskową dowódca jednostki wojskowej. 

Duchowni specjalnie potraktowani w ustawie

Co ciekawe, w zupełnie innym miejscu ustawy pojawia się inna grupa zawodowa, która również nie musi obawiać się wezwania na ćwiczenia. To duchowni, którzy zostali oddzielnie potraktowani w art. 253 ustawy o obronie ojczyzny. 

Czytamy w nim, że "Duchowni, z wyjątkiem wybieranych na określoną kadencję, oraz członkowie zakonów mogą być powoływani do odbywania ćwiczeń wojskowych tylko w celu przeszkolenia do pełnienia funkcji kapelana wojskowego, za zgodą właściwego przełożonego kościelnego". Krótko mówiąc, duchowny może zostać powołany na ćwiczenia, ale tylko po to, by przyuczyć się do funkcji kapelana. Co więcej, zgodę musi na to wydać przełożony, co w praktyce oznacza, że nie są to takie same ćwiczenia jak w przypadku cywili.

Sytuacja wygląda więc następująco - w zakresie ćwiczeń wojskowych w Polsce istnieją dwie uprzywilejowane grupy zawodowe, którymi są politycy i duchowni. Z ustawy wynika, że tylko te dwie grupy nie powinny dostać wezwania na ćwiczenia wojskowe.

Politycy wszystkich opcji za ustawą o obronie ojczyzny

Tymczasem w sejmowym głosowaniu nad ustawą o obronie ojczyzny niemal wszyscy parlamentarzyści zagłosowali za jej uchwaleniem. Wstrzymało się od głosu tylko pięciu posłów. Czy w takim razie politycy stworzyli i zatwierdzili prawo, które daje im szczególne przywileje?

Co ciekawe, ta sprawa wyraźnie połączyła całą polską scenę polityczną. W trakcie prac w sejmowej komisji obrony narodowej parlamentarzyści wszystkich formacji zaproponowali łącznie ponad 60 poprawek, które dotyczyły różnych zapisów ustawy. Art. 248 w żaden sposób nie budził jednak zastrzeżeń polityków - wszyscy zgodnie uznali, że zapis ten jest jak najbardziej potrzebny.

O komentarz do sprawy poprosiliśmy dwóch posłów z sejmowej komisji obrony narodowej - Piotra Kaletę z PiS i Pawła Krutula z Lewicy. Zapytaliśmy, czy politycy i duchowni to uprzywilejowane grupy, które rzeczywiście powinny być wyłączone z ćwiczeń wojskowych, a jeśli nie, to dlaczego niemal wszyscy politycy w polskim Sejmie zagłosowali za zapisami, które znalazły się w ustawie o obronie ojczyzny.

Paweł Krutul, Lewica:

- To nie jest ok. Uważam, że założenie prezesa Kaczyńskiego o 300 tys. armii jest błędne. Miną lata, zanim dojdziemy do tej liczby. Armię powinniśmy oprzeć na tych, którzy chcą do niej wstąpić. Zachęcać ich wynagrodzeniem, ulgami, możliwością zdobycia kwalifikacji. Żeby to wszystko nie skończyło się tak, że młodzi ludzie uciekają z kraju.

- Głosowaliśmy za całą ustawą, bo czas naglił. 24 lutego wybuchła wojna, a gros zapisów w tej ustawie było potrzebnych. Wychodzą teraz kwiatki, które nie powinny się tam znaleźć. Należy posypać głowę popiołem, że w odpowiednim czasie nie zareagowaliśmy, ale nawet gdyby tak było, to PiS i tak pewnie by tę poprawkę odrzuciło. Składaliśmy wiele poprawek, a 99 proc. z nich zostało odrzuconych. Taki zapis nie powinien mieć miejsca. Jako Lewica po prostu się na to nie zgadzamy. Powtórzę, że powinniśmy postawić na kierunek promowania, a nie zmuszania.

- Opinia publiczna może tak pomyśleć (że politycy i duchowni są uprzywilejowani - red.) i będzie miała rację. To nie powinno mieć miejsca, te zapisy nie powinny znaleźć się w ustawie. Nie powinno być równych i równiejszych wobec bezpieczeństwa, czy to duchowny, czy polityk.

Piotr Kaleta, PiS:

- W dzisiejszych czasach wszyscy musimy być w pełnej gotowości. W moim przekonaniu w momencie działań wojennych to już nie ma o czym mówić, bo wtedy wszyscy łapiemy za broń. Co do przeszkolenia - myślę, że sytuacja może być na tyle rozwojowa, by każdy mógł z tego skorzystać (uczestnictwa w ćwiczeniach wojskowych - red.). Dla mnie to coś absolutnie oczywistego. Również politycy. Istotny element to natomiast ciągłość władzy, która musi być zachowana w trudnej sytuacji i trzeba o tym pamiętać.

- Ochrona granic jest obowiązkiem nas wszystkich. Nie wyobrażam sobie, by w czasie działań wojennych, choćby od strony posługi - co jest istotne i potrzebne - taka sytuacja nie miała miejsca. Jest też ordynariat polowy, gdzie również księża w swoim zakresie uczestniczą w polskiej armii.

Skontaktuj się z autorem na lukasz.szpyrka@firma.interia.pl 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: wezwanie do wojska | pobór wojskowy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy