Reklama

Reklama

Zbierali ubrania, mają problem. Tony tekstyliów zalegają w magazynach

11 ton - tyle odpadu tekstylnego wyselekcjonował startup Ubrania do Oddania po organizacji zbiórki dla uchodźców przy ul. Bokserskiej w Warszawie. - 80 proc. przynoszonych rzeczy to były tekstylia nienadające się do użytku - mówi Interii Zosia Zochniak, współzałożycielka inicjatywy. Codziennie dostaje pytania od organizatorów zbiórek z całej Polski, co z takim odpadem sami mają zrobić. Jaka jest, a jaka powinna być jego droga?

Magazyn przy ul. Bokserskiej 64 w Warszawie, miejsce działania startupu Ubrania do Oddania, w pierwszych dniach inwazji Rosji na Ukrainę stał się punktem zbiórki darów dla uchodźców. Mieszkańcy stolicy przepełnili go do granic możliwości. Akcja ta stała się jedną z najgłośniejszych w sieci.

Niestety tylko część tego, co trafiało do magazynu, mogło zostać przekazane potrzebującym. - Aż 80 proc. rzeczy, które przynosili mieszkańcy, to były tekstylia nienadające się do użytku - mówi Interii Zosia Zochniak, współzałożycielka Ubrań do Oddania. Inicjatorzy zbiórki nie przymykali oka na lekko przybrudzone pod pachami koszulki, dziury po usuwanych metkach, urwane guziki w spodniach, podziurawione kieszenie, czy też wybrudzone buty. - To, co dało się odratować, odratowaliśmy. Nadal jednak uzyskaliśmy 11 ton odpadu tekstylnego - przyznaje nasza rozmówczyni.

Reklama

To nie jest jedyna organizacja, która po zbiórkach dla uchodźców wyselekcjonowała duże ilości odpadu tekstylnego. - Zapewniam, on nie pojawia się sporadycznie. Codziennie odzywają się do mnie organizatorzy zbiórek i pytają, co mają zrobić z tymi ubraniami, które do niczego się nie nadają. I to jest problem - komentuje Zosia Zochniak.

Zmieszane lub PSZOK

Ministerstwo Klimatu i Środowiska spytane przez nas, co z taką odzieżą ma zrobić organizator zbiórki, odpowiedziało: "Jeżeli część przekazywanych rzeczy, szczególnie takich jak używana odzież, tekstylia, uznana zostanie przez organizatora zbiórki jako odpady, to należy je przekazać do zagospodarowania podmiotowi, który posiada odpowiednie zezwolenia w tym zakresie". Z tym samym pytaniem skierowaliśmy się do urzędów kilku miast. W końcu to gminy odpowiadają za gospodarkę odpadami komunalnymi.

Warszawa: "Organizatorzy zbiórek powinni w tym przypadku postępować tak samo, jak mieszkańcy Warszawy. W sytuacji, gdy do punktu trafi odzież nienadająca się do użytku, taki odpad tekstylny powinien zostać przekazany przez organizatorów zbiórki do PSZOK-ów lub wyrzucony do kontenera z odpadami zmieszanymi".

Wrocław: "O tym, co stanie się z ubraniami nienadającymi się do użytku, trafiającymi na różne zbiórki dla uchodźców, decyduje organizacja/osoby, które je zbierają. Nasz wrocławski regulamin utrzymania czystości i porządku nie zakazuje wrzucania niepotrzebnej odzieży i innych tekstyliów do pojemników przeznaczonych na odpady zmieszane. Oczywiście mogą też być dostarczone do Punktów Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych. Punkty te nie pobierają opłaty za odpady przekazywane przez mieszkańców".

Kraków: "Takie odpady powinny trafić do czarnego pojemnika na odpady zmieszane. Jeśli jest ich dużo, można je przywieźć do Lamusowni (krakowski PSZOK - przyp. red.)".

- Niestety, w Polsce nie mamy selektywnej zbiórki tej grupy odpadów. Na ten moment są to rzeczy, które faktycznie zgodnie z ustawą wrzuca się do odpadów zmieszanych lub oddaje do PSZOKów, czyli Punktów Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych - komentuje Zosia Zochniak. Zauważa też, że PSZOK nie ma obowiązku przyjęcia odpadu tekstylnego. - Może, ale nie musi. Coraz częściej też słyszę, że te punkty nie chcą przyjmować tekstyliów od organizatorów zbiórek za darmo, traktując ich jak działalność gospodarczą. Każą płacić ludziom, którzy poświęcają swój czas na pomoc uchodźcom - podkreśla.

Modelowe postępowanie

Mimo wszystko kontakt z gminą w kwestii odbioru większej ilości odpadu tekstylnego po zbiórkach zdaje się być drogą najlepszą. Mówi nam o tym Monika Michalska, znana w sieci jako "Pani od Odpadów", edukatorka a także praktyczka - pracuje w firmie zajmującej się utylizacją odpadów.

- Gminy współpracują z firmami odpadowymi, często mają udziały w spółkach komunalnych. Wiedzą, kto mógłby zająć się tym odpadem najlepiej. Gmina jest więc pierwszym adresem, z jakim powinniśmy się kontaktować. Warto przedstawić im sytuację i poprosić o pomoc. Oczywiście można również szukać firmy zajmującej się odpadami na własną rękę, trzeba jednak wtedy pamiętać o tym, że koszty zagospodarowania będą wyższe - może to być nawet 600 zł za tonę tekstyliów - wyjaśnia Monika Michalska.

Kiedy już uda nam się przekazać odpad tekstylny odbiorcy, jego droga może mieć kilka kierunków. - Jeżeli trafi do firmy, która specjalizuje się w utylizacji i ma do tego sortownię oraz możliwości, by z tego odpadu wybrać przykładowo bawełnę, która może być używana do produkcji czyściwa, to część odpadu zostanie na to przeznaczona. Druga część, czyli ubrania zniszczone, takie jak poliester, obuwie, torebki, najczęściej przeznaczane są do produkcji paliwa alternatywnego. W Polsce działają dwie duże firmy wyspecjalizowane tylko w przetwarzaniu odpadów tekstylnych na paliwa oraz kilkanaście mniejszych w każdym województwie, dla których tekstylia to częściowy strumień odpadów do przetworzenia - tłumaczy nasza rozmówczyni.

Paliwa alternatywne to, jak wyjaśnia ekspertka, rozdrobniona mieszanina odpadów, która zastępuje węgiel w procesach produkcyjnych wymagających uzyskiwania wysokich temperatur. - Są używane głównie przez zakłady produkujące cement oraz niektóre elektrociepłownie. Przemysł cementowy jest na etapie, w którym w 70 procentach korzysta z paliw alternatywnych. Odpad tekstylny to tylko wycinek, podstawą tego paliwa jest tak zwany żółty worek, czyli to, co zostaje z sortowania z tworzyw sztucznych, a nie nadaje się do recyklingu - dodaje.

To właśnie firma, w której pracuje Monika Michalska, odebrała od Zosi Zochniak 11 ton odpadu tekstylnego ze zbiórek. Został on przetworzony na wspomniane wyżej paliwo alternatywne.

Dywany ze swetrów, papier z dżinsu

Taką działalność prowadzi także Wtórpol. To do nich trafiają ubrania wrzucane m.in. do pojemników PCK. - Każda część odzieży to surowiec, który powinien być odzyskany, tak jak aluminiowa puszka, albo butelka plastikowa. Firma Wtórpol recyklingowi poddaje 65 milionów kilogramów tekstyliów rocznie. Ubrania dobre są sprzedawane, złe również znajdują swoje dalsze zastosowanie. Wełniane swetry trafiają do Indii - powstają z nich dywany, z dżinsu robi się papier, z bawełny produkujemy czyściwo, pozostałe elementy są przerabiane na paliwo alternatywne. Odzyskujemy nawet drobne, metalowe elementy z odzieży - wymienia Mateusz Bolechowski z Wtórpolu.

Przyznaje, że firma odbiera masę telefonów z całej Polski od organizacji, fundacji i instytucji organizujących pomoc uchodźcom z Ukrainy. - Pytają, czy odbierzemy od nich ubrania, które są zniszczone i nie nadają się do użytku. Ilość trudno dziś oszacować, ale z pewnością będzie ogromna i stanie się problemem. Jeśli ktoś się do nas zwraca, w miarę możliwości pomagamy. Ale jedna firma, nawet tak duża jak nasza, może nie być w stanie odebrać wszystkiego w krótkim czasie - podkreśla Bolechowski.

Do tej pory Wtórpol odebrał 20 ton odpadu tekstylnego od jednej z organizacji prowadzącej zbiórkę na rzecz uchodźców.

Składowiska śmieci i dzikie wysypiska

- Oczywiście powyższe procesy to modelowe postępowanie z odpadem tekstylnym - wskazuje Monika Michalska. I dodaje: - Są też jednak firmy, które nie sortują odpadu tekstylnego i nie mają infrastruktury do produkcji paliw alternatywnych. Wówczas ten odpad z dużym prawdopodobieństwem trafi na składowiska odpadów.

Tak samo dzieje się z odpadami wyrzucanymi do pojemników na zmieszane. Dlatego zarówno firmy, jak i eksperci apelują o to, by do czarnych kontenerów ubrań nie wyrzucać.

- W Polsce zmieszane odpady komunalne są wstępnie sortowane, ale zanieczyszczone i zawilgocone tekstylia nie nadają się do żadnego przetworzenia - wskazuje "Pani od Odpadów". W większości są one składowane lub spalane w Instalacjach Termicznego Przekształcania Odpadów Komunalnych. Obecnie mamy ich w Polsce osiem.

Składowisko natomiast ma określony czas eksploatacji, kiedy to można deponować na nim odpady. - Po tym czasie, lub jeżeli składowisko zapełni się wcześniej, jest ono zamykane i poddawane rekultywacji. Polega ona na jego zabezpieczeniu tak, aby nie miało negatywnego wpływu na środowisko poprzez pokrycie materiałami nieprzepuszczalnymi, pokrycie warstwą gleby i zrobienie nasadzeń. Odpady jednak nadal w nim są, nie znikają - mówi ekspertka.

Jest jeszcze ryzyko, że jeśli ktoś nie zmieści odpadu tekstylnego w kontenerze na zmieszane, nie odda w PSZOK-u ani nie dogada się z gminą, czy też sam nie znajdzie firmy zajmującej się utylizacją odpadów - tekstylia te mogą zostać wyrzucone w opuszczonym magazynie albo zostawione w lesie. - To cały czas niestety się zdarza, rzadko bo rzadko, ale trzeba mieć świadomość, że tak ten odpad może też skończyć - podkreśla Michalska.

"Przetwarzać, nie składować"

- W roku 2020 składowaliśmy aż 40 proc. odpadów komunalnych. To bardzo dużo. Powinniśmy dążyć do tego aby odpadów na składowiska trafiało jak najmniej. Nie możemy iść po linii najmniejszego oporu i nawet w sytuacjach kryzysowych jak obecnie, kiedy te odpady powstają przy okazji zbiórek, powinniśmy szukać takich rozwiązań aby odpady przetwarzać, a nie składować. Wyrzucenie tekstyliów do odpadów zmieszanych to najgorsze z możliwych wyjść, wówczas cała praca włożona w edukację idzie na marne, a to co po nas zostaje to hałdy odpadów jako prezent dla przyszłych pokoleń - wskazuje Monika Michalska.

Aby jak najwięcej zmagazynowanych ubrań wykorzystać dalej i by jak najmniej z nich trafiło na składowiska śmieci, znów z pomocą ruszyła Zosia Zochniak i jej startup. - Wyszliśmy naprzeciw problemowi i potraktowaliśmy go bardzo szeroko. Zachęcamy organizatorów zbiórek, by wszelkie zalegające tekstylia przesyłali do naszego magazynu na Bokserską w Warszawie. Jeśli są to duże partie, prosimy o wcześniejsze zgłaszanie tych transportów drogą mailową.

- Wiemy, że ilość tekstyliów przerosła wiele osób i przeszkadza w dalszym prowadzeniu zbiórek. W różnych punktach wolontariusze muszą przerzucać dziesiątki ton tekstyliów, żeby wyłuskać dosłownie kilka potrzebnych na dany moment rzeczy. My się na tym znamy, mamy do tego ludzi, oferujemy naszą pomoc. Wyselekcjonujemy i posegregujemy to, co u innych zalega i się marnuje. I przekażemy oczywiście dalej - punkty wydające rzeczy uchodźcom cały czas mogą zgłaszać się do nas i odbierać konkretne ilości poszczególnych ubrań, których akurat poszukują - opowiada Zosia.

Zajmą się również tym, co z tej selekcji zostanie przez nich uznane za odpad tekstylny. - W tym pomaga nam wiceburmistrzyni Pragi Południe Iza Szostak-Smith. To jest jedyna osoba z samorządu, która zdecydowała się działać, a nie zasłaniać ustawą o odpadach. Dzięki niej udało nam się zaangażować firmę Lekaro, która od nas ten odpad tekstylny odbiera i przerabia na paliwo alternatywne. Pan Leszek z Lekaro powiedział mi: - Jeżeli to może być moja forma pomocy, to podstawiam kontener, biorę na siebie koszty i działamy. Przykre jest to, że w Warszawie jest znacznie więcej takich firm, a tylko jedna zgodziła się pomóc - komentuje Zosia Zochniak.

Pomagać mądrze

- Teraz, kiedy wiemy, jak duży problem może spowodować zbieranie "wszystkiego i niczego", i ile odpadu z którym nie wiemy co zrobić to generuje, musimy działać mądrze - mówi na koniec Zosia Zochniak. I apeluje: - Organizatorzy zbiórek - określajcie konkretną listę asortymentów, które zbieracie. Im krótsza, tym lepsza. Odeszłabym też już od zbierania tekstyliów, używanych ubrań i butów. Tego jest wystarczająco dużo. Skupmy się na artykułach spożywczych, higienicznych, szkolnych, torbach podróżnych i dużych plecakach do relokacji. To są rzeczy, które teraz są potrzebne. Dzięki takim działaniom każdy z organizatorów wygeneruje mniej odpadów, a wolontariusze będą mogli skupić się na realnej pomocy, a nie przerzucaniu i sortowaniu ton tekstyliów.

Ma też rozwiązanie dla tych, którzy jeszcze mają niepotrzebne ubrania i chcą realnie wspomóc organizacje pomagające uchodźcom. - Proszę spakujcie je w karton, wejdźcie na naszą stronę Ubrania do Oddania, kliknijcie w kampanię Fundacji Ocalenie, zamówcie darmowego kuriera. Każdy kilogram tych ubrań to złotówka przekazana fundacji - informuje nasza rozmówczyni. Do tej pory w tej kampanii zebrali 5 tys. zł.

- Musimy zacząć centralizować kompetencje i umiejętności, a nie pomagać na siłę. Wojna nie skończy się, gdy usiądziemy przy wielkanocnym śniadaniu. Wierzę, że poruszenie tego problemu zbuduje świadomość ludzi i sprawi, że zastanowią się, zanim wsadzą w karton na rzecz uchodźców kolejne znoszone sandały na obcasie - podsumowuje Zosia Zochniak.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy