Reklama

Reklama

Po tekście Interii PIP interweniuje w sprawie Lisa

Jeszcze w ubiegłym tygodniu główna inspektor pracy Katarzyna Łażewska-Hrycko deklarowała, że nie będzie kontroli w redakcji "Newsweeka" w związku z nieprawidłowościami, których miał się dopuszczać były szef tygodnika, Tomasz Lis. Jak ustaliliśmy, po naszym tekście i naciskach posłów PiS, kierownictwo Państwowej Inspekcji Pracy zmieniło zdanie. - Najwidoczniej to było potrzebne, żeby Katarzyna Łażewska-Hrycko bohatersko pokonała opór, który sama stworzyła - nie kryje ironii jeden z posłów Zjednoczonej Prawicy.

Jak nieoficjalnie ustaliła "Rzeczpospolita", jeszcze w środę kierownictwo tygodnika uzyskało informację o kontroli z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie. - Państwowa Inspekcja Pracy zdecydowała się na kontrolę po tym, jak w mediach pojawiły się publikacje zawierające opisy konkretnych zachowań, mogących mieć charakter niezgodny ze standardami wynikającymi z prawa pracy i przewidzianą w nim ochroną przed mobbingiem - powiedziała dziennikarzom Katarzyna Łażewska-Hrycko.

Szefowa PIP miała na myśli publikacje Wirtualnej Polski, ale jeszcze w ubiegłym tygodniu twierdziła, że na jej podstawie nie może podjąć interwencji. Kiedy o sprawę dopytywał Piotr Sak z Solidarnej Polski, Łażewska-Hrycko nie była skora do działania: - Zjawisko mobbingu, molestowania, to kwestie wymagające współdziałania z osobami, które ich doświadczyły. W pana piśmie nie zostały one wskazane, nie zostały też przedstawione pełnomocnictwa do działania w imieniu tych osób - pouczała podczas posiedzenia Komisji do Spraw Kontroli Państwowej.

Reklama

Narada po tekście Interii

W ostatni piątek w Interii napisaliśmy, że część działaczy partii Jarosława Kaczyńskiego była oburzona zachowaniem głównej inspektor pracy. Trudną do zignorowania okazała się również była minister pracy i szefowa PIP: - Po informacji o podejrzeniach, że w jakimś zakładzie pracy są działania mobbingowe czy molestowanie, inspekcja może sprawdzić chociażby jakie procedury zastosował zakład - powiedziała Bożena Borys-Szopa z PiS.

Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, tuż po naszej piątkowej publikacji kierownictwo inspekcji zebrało się na naradzie. - Rzecznik Juliusz Głuski i dyrektor Departamentu Prawnego Wojciech Gonciarz otrzymali reprymendę. Główna wezwała też do siebie Andrzeja Cegłę, nowego szef Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie - zdradza jeden z naszych informatorów. - Już wtedy należało się spodziewać, że kontrola w "Newsweeku" się odbędzie. I, że ma ją przeprowadzić ktoś doświadczony - dodaje.

Skąd nagła zmiana decyzji? Czy politycy interweniowali w PIP? Oficjalnie słyszymy, że nie. - Myślę, że nie były potrzebne interwencje z boku. Kiedy sprawa staje się coraz bardziej medialna, a głos zabierają tacy ludzie jak była główna inspektor pracy to trzeba to brać pod uwagę - uważa Wojciech Szarama, przewodniczący Komisji do Spraw Kontroli Państwowej. - Jest wiele sytuacji, w których PIP podejmuje kontrolę nie na skutek formalnego zawiadomienia, a opinii osób z zewnątrz różnych instytucji - dodaje.

Janusz Śniadek, szef Rady Ochrony Pracy z PiS: - Wystąpienie Bożeny Borys-Szopy sprowadzało się do tego, że inspekcja może, w każdym zakładzie, podjąć kontrolę prewencyjną. Niekoniecznie w temacie mobbingu. Pewnie taki charakter ma ta kontrola - powiedział, ale zaznaczył, że nikt się z nim w tej sprawie nie konsultował. - Faktem jest, że inspekcja może badać kwestie mobbingu, tylko jeśli wystąpi poszkodowany. Wiem, że ta sprawa była mocno przećwiczona, kiedy Interia opisała podobny przypadek w Kancelarii Senatu. W mediach stało się głośno, a PIP nie mógł podjąć sprawy do czasu zgłoszenia konkretnego pracownika - stwierdził.

"Nie ma co wpadać w zachwyt"

W rozmowie z Interią Piotr Sak nie kryje swojego zadowolenia. - Początkowo stanowisko PIP było błędne. Pojawiły się pewne przypuszczenia, a taki organ ma na zasadzie oficjalności podejmować działania. Sprawa nabrzmiewała, poznaliśmy nowe okoliczności - zauważa poseł Solidarnej Polski, który w trybie interwencji poselskiej zwrócił się do PIP w sprawie ewentualnego mobbingu w redakcji "Newsweeka".

Jak mówi nam polityk należący do klubu PiS, on sam zna wielu inspektorów pracy, a co do zasady urząd jest bardzo profesjonalny. Niemniej, nie spodziewał się takiego zachowania szefostwa PIP w tej konkretnej sprawie. - Lepiej późno niż wcale. To dobrze, że kierownictwu udało się odnaleźć swoje uprawnienia i podjąć obowiązki. Nie ma co wpadać w zachwyt, ale autorefleksja cieszy - mówi Interii Sak. - Miejmy nadzieję, że inspektorzy sprawdzą czy w redakcji dochowano wszelkich procedur w zakresie przeciwdziałania mobbingowi czy dyskryminacji - dodaje.

Wiceszefowa Rady Ochrony Pracy, Izabela Katarzyna Mrzygłocka z PO podnosi jednak, że PIP podchodzi wybiórczo do swoich kontroli. - Podjęli interwencję w redakcji "Newsweeka" na podstawie donosów prasowych. Sęk w tym, że kiedy pytałam się o inne sprawy opisane w mediach twierdzili, że nie będą się nimi zajmować - nie ukrywa parlamentarzystka. - Nie może być tak, że sprawa dotyczy ludzi związanych z PiS, a oni nie muszą się niczego obawiać - dodała.

Kiedy zapytaliśmy ją o sprawę Tomasza Lisa, wiceszefowa ROP powiedziała nam, że "warto badać wszelkie nieprawidłowości".

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy