Trump spotka się z Putinem na Alasce. "Rosja chce, by gonił króliczka"
Nadchodzi koniec wojny na Ukrainie? Jak na razie to wizja zdecydowanie zbyt wczesna, choć rozmowa Donalda Trumpa z Władimirem Putinem może nas do tego przybliżyć. - Ale nie musi. Nie spodziewam się niczego wielkiego po tym spotkaniu. To gra pozorów - mówi Interii prof. Daniel Boćkowski. - Realne jest jedynie pewnego rodzaju zawieszenie broni. Putin będzie chciał przekonać Trumpa do trzech rzeczy - uważa natomiast dr hab. Tomasz Pawłuszko. Sprawdzamy, co może wydarzyć się w piątek na Alasce.

Spotkanie Trumpa z Putinem określane jest jako przełomowe, które może doprowadzić do końca wojny w Ukrainie. Nie powinno się to jednak wydarzyć od razu, bo zarówno amerykańskie media, jak i przywódcy USA i Rosji zdają się wskazywać, że jest to pierwsze z serii spotkań.
Co wiemy o tym wydarzeniu? Prezydenci USA i Rosji spotkają się na Alasce, w mieście Anchorage w piątek o godz. 21:30 czasu polskiego. Będzie to pierwsze spotkanie liderów tych krajów od czterech lat, kiedy to Joe Biden spotkał się z Putinem w Szwajcarii. Od momentu rosyjskiej inwazji na Ukrainę Rosjanin spotykał się wyłącznie z sojusznikami i był izolowany przez Zachód.
- Samo zaproszenie Putina na Alaskę, na rozmowę jeden na jeden, to gest w kierunku rosyjskiego przywódcy. Putin będzie chciał pójść za ciosem. W 1906 roku prezydent Theodore Roosevelt dostał Pokojową Nagrodę Nobla za pogodzenie Rosji i Japonii. Myślę, że Putin użyje tego argumentu w kontekście Trumpa, który mógłby zyskać szansę na podobne wyróżnienie po blisko 120 latach, jeśli "pogodzi" Rosję z Ukrainą. A Trump taki argument może "kupić" - uważa dr hab. Tomasz Pawłuszko, który pracuje w Sieci Badawczej Łukasiewicz (instytut ITECH), zajmuje się rywalizacją technologiczną państw, wykłada również na Uniwersytecie Opolskim.
Spotkanie Trump-Putin. Symboliczne miejsce rozmów
Po raz pierwszy od 10 lat - Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku z 2015 roku - Putin stanie na amerykańskiej ziemi. I to na ziemi, która jest Rosjanom dobrze znana, bo jeszcze w drugiej połowie XIX wieku Alaska należała do tego państwa. Car Aleksander II sprzedał ją jednak Amerykanom w 1867 roku za 7,2 mln dolarów.
Alaska jest więc miejscem, które symbolizuje targowanie się, ubijanie interesu między USA a Rosją. Jest też miejscem, które kojarzy się z nie tak bardzo odległymi czasami - Alaska w czasach zimnowojennych była linią frontu między Wschodem a Zachodem.
Pytanie, jakie dziś zadają sobie na świecie wszyscy komentatorzy, brzmi: jaki interes ubiją Putin z Trumpem 15 sierpnia? Bo że będą negocjować, nikt nie ma wątpliwości. Pytanie drugie brzmi, jak ważna w całej tej historii jest Ukraina.
Ta będzie bowiem przedmiotem negocjacji między dwoma mocarstwami. Przedmiotem a nie podmiotem. Przy stole nie zasiądzie Wołodymyr Zełenski, a taką możliwość wykluczyli główni rozgrywający. Chciałby tego Trump, ale uważa, że najpierw on musi zbudować dobry grunt pod taką rozmowę. Putin powiedział natomiast, że zanim dojdzie do jego spotkania z prezydentem Ukrainy muszą zostać spełnione pewne warunki, a "do tego jeszcze daleka droga".
Rozmowa Putin-Trump będzie się odbywać w cieniu zintensyfikowanych rosyjskich ataków na Ukrainę. Raz jeszcze Rosjanie chcą pokazać, że siadają do stolika z pozycji siły, bo to że obecnie dominują na froncie ukraińskim nie ulega wątpliwości. Putin ma więc w rękach więcej kart niż choćby pół roku temu, kiedy amerykańscy negocjatorzy spotykali się z rosyjskimi na Bliskim Wschodzie.
Alaska. Rozmowy Trump-Putin i trzy kluczowe kwestie
- Putin od miesięcy stara się przekonać Trumpa przynajmniej do trzech rzeczy. Po pierwsze, przedstawia rosyjski punkt widzenia by "wymusić" swoje warunki w konflikcie z Ukrainą. Po drugie, Putin stara się wytłumaczyć Trumpowi, że wspieranie Ukrainy przez USA "niepotrzebnie" przedłuża wojnę. Zapewne do wycofania się z tego wsparcia będzie namawiał Trumpa. Po trzecie, będzie próbował pokłócić Stany Zjednoczone z Europą, aby USA wycofały się w bliskiej przyszłości z Europy - podkreśla dr hab. Pawłuszko.
Rosja woli, żeby Trump gonił króliczka niż od razu dostał to co chce. Zresztą Putin nie da mu tego, czego chce
- Stosunkowo najłatwiej będzie Rosjanom uzyskać warunki rozejmu, który byłby akceptowalny dla Amerykanów, Europejczyków, a w ostatniej kolejności dla Ukraińców. Jest to możliwe, bo jest to tanie. Zawieszenie broni to pierwszy etap, rozejm drugi, a rozmowy pokojowe trzeci. Pewnego rodzaju zawieszenie broni jest do osiągnięcia, a dopiero kolejne rozmowy dotyczyłyby ewentualnego rozejmu. Trudno też założyć, że takie porozumienia byłyby trwałe. Drugi rozejm miński "wytrzymał" siedem lat - przypomina rozmówca Interii.
Jest też jedno "ale", bo jak wskazuje dr hab. Pawłuszko, na ewentualne zawieszenie broni musi zgodzić się także Ukraina, która jak na razie powtarza: "nic o nas bez nas". - Putin będzie próbował rozegrać Trumpa tłumacząc, że Rosja chce pokoju, Ukraina go nie chce, a Europa "przedłuża wojnę" i próbuje pokłócić Rosję z USA. Trump może się na to złapać, bo nie jest uwrażliwiony historycznie na zmiany granic w Europie, które zdarzają się średnio co 40-50 lat. Dla Trumpa to odległy temat, więc Putin będzie miał ogromne pole do manipulacji - uważa amerykanista.
Rozmowa Putina z Trumpem. Szansa czy zagrożenie?
Obaj politycy nie ukrywają też w rozmowach z mediami, że siadają do wspólnego stołu, by dobić targu. Z jednej strony jest to pewna szansa, z drugiej zagrożenie. Bo tylko ci dwaj politycy wiedzą, czego oczekują od drugiej strony. I żeby była jasność - zależy im na dobrym interesie dla swojego państwa, żadnego innego.
- Niczego się nie spodziewajmy, a dzięki temu będziemy mniej rozsterowani. Nie sądzę, by cokolwiek sensownego tam ustalono. Każdy ma zupełnie inny interes. Rosja woli, żeby Trump gonił króliczka niż od razu dostał to co chce. Zresztą Putin nie da mu tego, czego chce. Nastawiam się na grę pozorów, gdzie każdy będzie mówił, że jest najlepszy, a tak naprawdę nic się nie zmieni - rozkłada ręce Daniel Boćkowski, prof. Uniwersytetu w Białymstoku, zajmujący się bezpieczeństwem międzynarodowym.
- Nie sądzę, by rozmawiali specjalnie o Ukrainie. Putin będzie na tyle sprytny, że w kwestii ukraińskiej bardzo jasno i klarownie powie, czego chce. Na tym się skończą wielkie szaleństwa Trumpa - dodaje.
Trump nie ukrywa, że rezultatem tych rozmów będzie "wymiana terytoriów", a słowa te w jego ostatnich wypowiedziach padły już kilka razy. "Będzie się to odbywać" - mówił, powołując się na informacje z Rosji. Dodawał też, że podczas tych rozmów zmienią się linie frontu. Niejednoznacznie też podkreślał, że będzie to trochę dobre dla Ukrainy, ale też trochę złe dla obu stron.
W innym miejscu Trump mówił z kolei, że "Rosja okupowała dużą część Ukrainy. Zajęła kluczowe terytorium. Postaramy się odzyskać część tego terytorium dla Ukrainy".
- Na stole jest na pewno cały wachlarz opcji zmian terytorialnych. Wydaje się, że Ukraińcy są na tyle realistyczni, że byliby w stanie zaakceptować utratę Krymu. W zamian Rosja musiałaby odstąpić jakieś okupowane ziemie np. w Donbasie czy na Zaporożu. Niestety, zajęcie sporej ilości ziem Ukrainy w 2022 roku pozwala dziś Rosji być w negocjacjach stroną silniejszą, która może wykorzystywać metodę faktów dokonanych - uważa dr hab. Pawłuszko.
Zawieszenie broni to pierwszy etap, rozejm drugi, a rozmowy pokojowe trzeci. Pewnego rodzaju zawieszenie broni jest do osiągnięcia, a dopiero kolejne rozmowy dotyczyłyby ewentualnego rozejmu
Trump podkreślał też, że piątkowa rozmowa na Alasce będzie raczej "spotkaniem zapoznawczym", co wskazywałoby, że podobnych wydarzeń będzie więcej. - Trump już spuścił z tonu, bo najwyraźniej dostał informację, że nic nie zrobi. Trump nie musi zapoznawać się z Putinem, widzieli się wiele razy, nazywał go swoim przyjacielem. Jeżeli jego administracja wysyła takie sygnały, to zero złudzeń. Najpierw Trump obiecał wszystko, potem nie wiedział czy Alaska to USA czy Rosja, a teraz już wie, jakie są szanse na uzysk - podkreśla prof. Boćkowski.
Spotkanie Putin-Trump. W kolejce Ukraina i Europa
Trump zdaje się wykazywać mniej obaw co do treści rozmów, zakresu negocjacji i ewentualnego dobicia targu, niż do nastawienia samego Putina. Podkreślał, że dwie minuty wystarczą mu, by przekonać się, czy Putin rzeczywiście chce rozmawiać.
Putin, owszem, chce rozmawiać, ale nie widzi żadnego powodu, by iść na ustępstwa. Samo spotkanie z Trumpem jest dla niego gigantyczną nobilitacją. Przez długie miesiące odosobniony na arenie międzynarodowej spotyka się z jednym z najpotężniejszych ludzi na świecie jak równy z równym. Sny Putina o traktowaniu Rosji jako mocarstwa, które wespół z innym mocarstwem rozwiązuje drobne problemy międzynarodowe - a takim w jego mniemaniu jest kwestia ukraińska - powoli się spełniają.
Putin też regularnie, konsekwentnie i dosadnie tłumaczy, czego żąda od Kijowa, by doszło do zawieszenia broni. Warunków jest jednak sporo, a wszystkie one są skrajnie niekorzystne dla Ukrainy, która już teraz ostrzega, że nie przyjmie ustaleń na linii USA-Rosja.
W zasadzie wykluczona z rozmów jest również Europa, która jest kością w gardle Putina, a dla Trumpa jest słabym, mało wartościowym partnerem. Nic więc dziwnego, że Europa jest pełna obaw, co do finału rozmów na Alasce. I to mimo tego, że w środę doszło do telekonferencji europejskich przywódców z Trumpem.
Czy w jakiś sposób Europejczycy wpłynęli na Trumpa? Już wcześniej prezydent USA informował, że po rozmowie z Putinem przekaże Europejczykom, co ustalono na Alasce, jeśli prezydent Rosji zaproponuje "uczciwą umowę". Wcześniej Trump, jak przekonuje, zadzwoni do Zełenskiego.
Dr hab. Tomasz Pawłuszko: - Europa zna Putina od początku i wie, do czego jest zdolny. Europejczycy chcą, aby ewentualne rozwiązanie konfliktu ukraińskiego nie zadziałało jak strategia appeasementu wobec Hitlera i nie skutkowało rozlaniem się konfliktów na kolejne państwa. Państwa europejskie obawiają się, że jeśli Rosja sprawnie rozegra rozmowy pokojowe, a USA zaczną się stopniowo wycofywać z Europy, to będzie zachęta dla Moskwy do dalszych agresywnych działań. Dobrze, że niemal cała Europa mówi jednym głosem i dobrze, że europejskim liderom udało się porozmawiać z Trumpem jeszcze przed szczytem na Alasce.
Prof. Daniel Boćkowski: - Europa nie przegrywa. Jedyną osobą, która na razie przegrywa, jest Trump. To najgorsza informacja, jaką możemy dostać. Wszelkie jego słabości, wpadki, problemy, przekładają się na nasze bezpieczeństwo. Jego błędy kosztują więcej nas niż jego.
Seria reakcji przed spotkaniem Trump-Putin
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas przyznała w rozmowie z BBC, że obawia się, że Putin postąpi zgodnie ze starą metodą - podzieli terytoria i strefy wpływów. Podkreśliła, że agresja nie może być nagradzana, a wszystkie okupowane terytoria należą do Ukrainy.
Więcej optymizmu do rozmów na linii Trump-Putin ma natomiast szef NATO Mark Rutte. Jego zdaniem Trump "chce się upewnić, że Putin mówi poważnie, a jeśli nie, to na tym się skończy (…). Jeśli mówi poważnie, to od piątku proces będzie kontynuowany. Ukraina się zaangażuje, Europejczycy się zaangażują" - dodał Rutte.
Tymczasem przed rozmową z Trumpem serię spotkań odbywa też Putin, który dyskutował w ostatnim tygodniu z Xi Jinpingiem z Chin, Narendrą Modim z Indii, Lulą z Brazylii, a także z przywódcami Republiki Południowej Afryki, Kazachstanu, Uzbekistanu, Białorusi i Kirgistanu.
Władimir Putin jest ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze m.in. za zbrodnie wojenne. Stany Zjednoczone nie są jednak członkiem MTK, więc nie będą miały obowiązku go aresztować. Po wizycie w USA i spotkaniu z Donaldem Trumpem Putin wróci do domu.
Łukasz Szpyrka













