Rozproszony bastion Fideszu. Węgierska opozycja wchodzi do jaskini lwa
Węgierska opozycja rusza tam, gdzie Fidesz jest najsilniejszy - po głosy Węgrów mieszkających poza granicami kraju. Węgierska diaspora do tej pory niemal jednogłośnie wspierała rządzących, w ramach swego rodzaju dowodu wdzięczności.

W skrócie
- Rola węgierskiej diaspory stała się kluczowa dla polityki Fideszu, gdyż głosy z zagranicy decydują o utrzymaniu większości konstytucyjnej tej partii.
- Fidesz przeprowadził masową akcję przyznawania obywatelstwa oraz praw wyborczych Węgrom poza krajem, co wzmacnia poparcie wyborcze na rzecz partii Orbána.
- Opozycja stara się walczyć o głosy diaspory, lecz przewaga Fideszu w tej grupie wydaje się nie do przełamania.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
"Jestem premierem 15 milionów Węgrów" - te słowa pierwszego demokratycznego premiera, Józsefa Antalla, były pierwszym po latach komunistycznego zniewolenia odniesieniem do pamięci o Węgrach, którzy po 1920 roku, na mocy traktatu z Trianon, pozostali poza granicami nowych Węgier. Na ziemiach utraconych, o łącznej powierzchni 232 578 km², mieszkało 13,2 miliona Węgrów. Bezsprzecznie nikt nie zrobił tyle dla węgierskiej diaspory, co Fidesz - partia, która niemal codziennie wspomina o tej społeczności. Pamięć o rodakach zamieszkałych poza granicami Węgier zawsze była kwestią polityczną, naturalnie wpisującą się w ideowe ramy prawicy.
W maju tego roku z Budapesztu do rumuńskiej Oradei (dawniej Nagyvárad) wyruszył lider opozycji i największy rywal Viktora Orbána, Péter Magyar, aby odbyć 300-kilometrową podróż. W całej tej narracji nie chodzi jedynie o pamięć o korzeniach, ale także o polityczne kalkulacje. Rola diaspory w wyborach pozostaje niezwykle istotna i niepowtarzalna.
W 2014 r. Fidesz-KDNP otrzymał 95,2 proc. głosów korespondencyjnych z zagranicy, a cztery lata później 96,2 proc. W 2022 r. było to 93,5 proc.
Wśród Węgrów istnieją różne rodzaje diaspory. Są emigranci rozsiani po całym świecie, o których państwo pamięta jedynie okazjonalnie oraz grupa wyjątkowa - mieszkańcy dawnych ziem Królestwa Węgier, a szerzej regionu Basenu Karpackiego. Ta grupa ma nawet specjalną nazwę - határon túli magyarok, czyli Węgrzy żyjący poza granicami kraju.
"Węgry, mając na uwadze spoistość jednolitego Narodu węgierskiego, ponoszą odpowiedzialność za los Węgrów żyjących poza granicami kraju, wspomagają przetrwanie i rozwój ich wspólnot, popierają ich dążenia do zachowania węgierskiej tożsamości, realizację ich praw indywidualnych i wspólnotowych, ich pomyślność na rodzimej ziemi, a także stymulują ich współpracę wzajemną oraz ich współpracę z rodakami w kraju" - brzmi artykuł D konstytucji.
We wszystkich sporach z Ukrainą dotyczących mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu Viktor Orbán konsekwentnie odwołuje się do przywołanego artykułu D Konstytucji Węgier.
Zapewne uczyni to także w tym tygodniu. We wtorek rozpoczyna się najważniejsze wydarzenie organizowane przez Fidesz poświęcone węgierskiej diasporze.
Formalnie przedstawiciele partii są jedynie gośćmi letniego uniwersytetu w rumuńskim Băile Tușnad (węg. Tusnádfürdő). Mimo to uczestnicy, w tym sam Orbán, który pojawi się na scenie w sobotę, traktują teren festiwalu niemal jak węgierską własność eksterytorialną.
Przez tych kilka dni dużo będzie mowy o tożsamości, o historycznej pamięci i o tym, że diaspora nie jest pozostawiona sama sobie. Nie jest to twierdzenie gołosłowne. Na rozmaite programy dotacyjne dla diaspory państwo węgierskie przeznacza prawie 1,1 mld zł (dane szacunkowe za 2024 r.). Sam proces wydatkowania jest niezbyt transparentny. Większością funduszy zarządza państwowa fundacja im. Gábora Bethlena, która dysponuje środkami na lokalne organizacje.
Państwo węgierskie dopłaca do zakładania firm poza granicami, wypłaca świadczenia emerytalne oraz socjalne, wreszcie - a to najważniejsze, po 2010 r. przeprowadzono masową akcję przyznawania węgierskich obywatelstw. Do marca 2024 r. przyznano ich 1,75 mln. Obywatelstwa nie tylko umożliwiają otrzymanie wsparcia od państwa, są także przepustką do strefy Schengen (dla obywateli Ukrainy czy Serbii). W tym pierwszym przypadku dzięki węgierskiemu obywatelstwu wielu mężczyzn w wieku poborowym mogło opuścić Ukrainę po 24 lutego 2022 r. i przedostać się na Węgry. Liczby takich osób nie ujawniono, oficjalnie z obawy przed działaniami państwa ukraińskiego.
Co państwo węgierskie otrzymuje w zamian? Nie tylko nowych obywateli, których Węgry potrzebują z uwagi na problemy demograficzne (acz gros nowo-Węgrów wybiera pracę w państwach UE, a nie na Węgrzech), ale także lojalnych wyborców. Tych od razu zagospodarował Fidesz, bo to on te prawa przyznał.
Walka o większość konstytucyjną
W 2011 r., kilkanaście miesięcy po wyborach parlamentarnych, którymi Fidesz rozpoczął nieprzerwanych 15 lat rządzenia, uchwalono nową ordynację, w której przyznano po raz pierwszy prawa do głosowania zza granicy. Zasady, na których miało się to odbywać, opisano w 2013 r. w przyjętym wówczas kodeksie wyborczym.
W myśl nowych przepisów głosowanie za granicą przeprowadza się na dwa sposoby - w zagranicznych obwodach wyborczych oraz korespondencyjnie. W tym drugim przypadku prawo przyznano tym, którzy nie posiadają węgierskiego adresu zameldowania - w praktyce tylko mieszkającym w Siedmiogrodzie (Rumunii), na Zakarpaciu (Ukrainie) i w Wojwodynie (Serbii).
Osoby głosujące w zagranicznych obwodach wyborczych mają prawa tożsame z tymi, którymi dysponują wyborcy głosujący na Węgrzech.
W 2014 r. Fidesz-KDNP otrzymał 95,2 proc. głosów korespondencyjnych z zagranicy, a cztery lata później 96,2 proc. W 2022 r. było to 93,5 proc.
Na co faktycznie przekładają się te liczby? W 2014 r. głosy oddane przez przedstawicieli mniejszości węgierskiej dały Fideszowi jeden mandat (nr 133), który gwarantował temu ugrupowaniu większość konstytucyjną.
W 2018 r. znaczenie tej społeczności wzrosło, zostało także wzmocnione przez zmiany w ordynacji wyborczej. Łącznie dało to Fideszowi aż dwa mandaty - nr 132 i 133, a więc ponownie zagwarantowało większość konstytucyjną. Z kolei w 2022 r. uzyskanie dodatkowych 250 tys. głosów przełożyło się na jeden mandat dodatkowy. Jednakże w tym przypadku większość konstytucyjną Fidesz uzyskał bez pomocy głosów zza granicy. Jakie to ma przełożenie praktyczne?
Gdyby Fidesz nie uzyskał większości konstytucyjnej już w 2014 r., Węgry byłyby absolutnie innym krajem niż dzisiaj. Nie chodzi tu tylko o kolejne zmiany konstytucji (od 2014 r. łącznie 10), ale także szeregu ustaw, do których nowelizacji potrzebna jest większość 2/3 głosów. Nie byłoby także nowelizacji ordynacji wyborczej, która miała każdorazowo gwarantować utrzymanie zwycięstwa przez rządzącą koalicję. Siła głosu z zagranicy jest tu nie do przecenienia.
Na kilka miesięcy przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi Fidesz rozważa kolejną nowelizację ordynacji poprzez utworzenie okręgów jednomandatowych dla diaspory, co przez skomplikowanie systemu wyborczego stanowiłoby ogromną siłę głosów, a tym samym przekładało się nawet na 6-8 dodatkowych mandatów.
Co na to wszystko lider opozycji?
Z sytuacji tej zdaje sobie sprawę także Péter Magyar. Stąd też jego wyprawa do Siedmiogrodu. Wszystko pod hasłem "miliona kroków na rzecz narodowego zjednoczenia". Sam program lidera TISZY pozostaje wielką niewiadomą. Nieustająco w tym obozie politycznym dominuje przekonanie, że nadrzędnym celem jest pokonanie Fideszu. Aby to uczynić, trzeba zjednać wyborców o różnych poglądach, w związku z tym konieczne jest prowadzenie polityki, która nikogo nie urazi.
Magyar przekazał więc, że nie zamierza odbierać diasporze (nie emigrantom) szczególnych praw wyborczych. Tymczasem jest to postulat większości zwolenników ugrupowań centrowych i lewicowych.
Według badań sprzed lat (niestety ostatnich dostępnych) zdecydowana większość Węgrów była przeciwna prawom wyborczym dla diaspory, nie chciała także, by otrzymywali oni świadczenia od państwa.
Magyar stwierdził, że nie uważa decyzji Orbána o przyznaniu obywatelstw diasporze za błędną, ale w jego opinii polityka rządu doprowadziła do "wykopania rowu między Węgrami mieszkającymi za granicą a Węgrami mieszkającymi na Węgrzech". Stwierdził też, że chciałby zrównania praw do głosowania korespondencyjnego dla wszystkich głosujących za granicą (przyjmuje się, że klasyczna emigracja nie wspiera Fideszu).
W tamtym czasie, w maju, Magyar uderzył także w poparcie przez Orbána kandydata w wyborach prezydenckich - George'a Simiona, który uznany został nawet za profideszowską partię Rumuńskich Węgrów (RMDSZ) za antywęgierskiego. Przemówieniu Magyara w Siedmiogrodzie towarzyszył protest małej grupy osób, jednakże, co ujawniły potem media, jego organizatorzy zostali ściągnięci do Rumunii z Węgier przez bliskie otoczenie Fideszu.
Fidesz i TISZA stoczą walkę o Węgrów żyjących poza granicami. Jej rezultat jest niemal pewny. Zwycięstwo odniesie Fidesz. TISZA będzie próbowała mobilizować dotychczas pasywny elektorat wśród mniejszości.
W 2022 r. uprawnionych do głosowania korespondencyjnego było 456 129 osób. Z prawa do głosowania skorzystało blisko 70 proc. Naturalnym rezerwuarem będą także dotychczasowi zwolennicy opozycji, acz w 2022 r. było to zaledwie niespełna 23 tys. głosów.
Magyar musi starać się zmuszać Fidesz do rywalizacji politycznej na wszystkich możliwych polach. Rzecz w tym, że przez wszystkie wybory od 2010 r. Orbán nie miał z kim przegrać do tego stopnia, że kampania w zasadzie w ogóle nie istniała. Jego kolejne inicjatywy (obecnie podróżuje w 80 dni dookoła Węgier) zmuszają Fidesz do wyjścia do ludzi, także poza granicami. Być może po raz pierwszy liderzy tej partii usłyszą o problemach, których, jak twierdzą, nie ma: o biedzie, o kondycji edukacji i służby zdrowia. Magyar chce wygrać autentycznością i bezpośrednim kontaktem.
Dominik Héjj











