Węgierskie media prorządowe triumfują po wizycie Karola Nawrockiego
Węgierska prorządowa prasa przedstawia wizytę prezydenta RP w Budapeszcie jako wielki sukces dyplomatyczny Węgier. Bliska rządzącemu Fideszowi prasa z entuzjazmem podkreśla pełną zgodność obu liderów w kwestii unijnej polityki klimatycznej czy migracyjnej. Zbliżeni do rządu analitycy podkreślają, że "wizyta tego powszechnie znanego z antyrosyjskiego nastawienia polityka stanowi jednocześnie bardzo wyraźny gest sprzeciwu wobec zarzutów o rzekome rosyjskie wpływy w kampanii Fideszu".

Wizyta prezydenta RP na Węgrzech była krokiem w pełni spodziewanym. Po ubiegłorocznym dyplomatycznym zgrzycie, związanym z odwołanym w grudniu spotkaniem, obchody Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej stały się naturalną okazją do ocieplenia relacji.
Choć oficjalnie polska głowa państwa nie zaangażowała się w toczącą się nad Dunajem kampanię wyborczą, nie ulega wątpliwości, że sam fakt tej wizyty zostanie instrumentalnie wykorzystany przez obóz rządzący do promowania Fideszu
Do wyborów na Węgrzech pozostały nieco ponad dwa tygodnie. Choć w tym gorącym politycznie czasie kolejni zagraniczni przywódcy udzielają Viktorowi Orbánowi oficjalnego poparcia, jest wysoce wątpliwe, by tego typu gesty mogły odwrócić sondażowe trendy. Niezdecydowani wyborcy nie wahają się bowiem dlatego, że oczekują pochwał pod adresem swojego premiera ze strony zagranicznych gości.
Wybory na Węgrzech. Czego naprawdę potrzebuje Orbán
Poparcie udzielane przez kolejnych zagranicznych polityków ma zatem pełnić przede wszystkim funkcję symbolu. To sygnał podkreślający, że mimo niekorzystnych notowań sondażowych międzynarodowe środowisko prawicowo-konserwatywne wciąż nie postawiło na partii Viktora Orbána krzyżyka.
Temu właśnie służył tak liczny udział zagranicznych gości w budapeszteńskiej konferencji środowisk konserwatywnych CPAC, a także w zorganizowanym nazajutrz zjeździe powołanej z inicjatywy Orbána frakcji Patrioci dla Europy.
To nie koniec ofensywy. W kwietniu (prawdopodobnie 6 kwietnia) do Budapesztu przyjedzie wiceprezydent USA J.D. Vance. Węgierskiej dyplomacji nie udało się niestety zorganizować osobistej wizyty prezydenta Donalda Trumpa, na którą środowisko Fideszu niezwykle mocno liczyło.
Z uwagi na napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie w stolicy Węgier najpewniej nie pojawi się również premier Izraela Binjamin Netanjahu. Brak tych czołowych przywódców Fidesz starał się jednak rekompensować wizytami innych ważnych zagranicznych gości, których podjęto właśnie przy okazji wspomnianej konferencji CPAC.
Spotkanie Nawrocki-Orbán. Wybrzmiało to, co chciał Fidesz
A co ze spotkaniem z prezydentem Karolem Nawrockim? Warto spojrzeć na to wydarzenie przez pryzmat relacji węgierskich mediów - zarówno tych sympatyzujących z rządem, jak i opozycyjnych.
Media prorządowe przedstawiają uroczystości w Przemyślu jako dowód na nierozerwalny sojusz obu państw, chętnie cytując słowa Karola Nawrockiego o tym, że przyjaźń ta "nie może stać się przedmiotem wahań bieżącej polityki". W ten sposób przekaz ten zresztą potwierdza i legitymizuje tłumaczenia Viktora Orbána, który grudniowe odwołanie wizyty polskiej głowy państwa w Budapeszcie zrzucał na karb "wewnętrznych przyczyn polskiej polityki" (zupełnie pomijając rosyjski kontekst).
Gdy w Polsce szeroko cytowano dobitną wypowiedź prezydenta RP: "Polacy kochają Węgrów, ale nienawidzą Władimira Putina", węgierskie media rządowe nabrały wody w usta. Konsekwentne pomijanie antyrosyjskich deklaracji wygłaszanych przez Karola Nawrockiego podczas obchodów miało na celu uniknięcie jakiegokolwiek zgrzytu z narracją o niemal pełnej zgodzie między Warszawą a Budapesztem.
Zapewnienia o rzekomym "kochaniu Węgrów" przy jednoczesnym "nienawidzeniu Putina" zyskały rozgłos wyłącznie w Polsce, ale nie u "bratanków". Co prawda Kancelaria Prezydenta RP opublikowała oficjalne tłumaczenie tej części wypowiedzi na język angielski, jednak zabrakło jej w wersji węgierskojęzycznej. Prorządowe media nad Dunajem - jeśli w ogóle dotykają już w kontekście Polski tematu wojny i Rosji - preferują zdecydowane eksponowanie wątków związanych z ochłodzeniem relacji polsko-ukraińskich.
Z kolei sama węgierska wizyta prezydenta RP ukazywana jest tam jako wielki sukces dyplomatyczny, a prorządowe media masowo powielają wpis Viktora Orbána:
Bliska Fideszowi prasa z entuzjazmem podkreśla również pełną zgodność obu liderów w kwestii sprzeciwu wobec:
- unijnej polityki klimatyczno-migracyjnej,
- biurokratyzacji Unii Europejskiej
- oraz porozumienia handlowego z państwami Mercosur.
Obraz przedstawiany w mediach opozycyjnych jest jednak zgoła inny.
Bardzo szeroko przypominany i komentowany jest tam kontekst grudniowego odwołania spotkania. Komentatorzy wskazują wprost, że od tamtego czasu charakter relacji węgiersko-rosyjskich nie uległ najmniejszej zmianie. W związku z tym obecne ocieplenie na linii Budapeszt-Warszawa oraz wizyta z 23 marca wynikają wyłącznie z czystego pragmatyzmu politycznego. Według mediów niezależnych jej głównym, niewypowiedzianym celem jest zademonstrowanie przez Orbána międzynarodowego wsparcia na samym finiszu kampanii przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi.
Porozmawiajmy o Rosji
Na kontekst wyborczy zwracał zresztą uwagę analityk prorządowego instytutu Nézőpont. Biorąc pod uwagę znaczenie tego ośrodka i jego ścisłe powiązania z władzą, można uznać to stanowisko za niemal tożsame z linią samego rządu. W swojej opinii podkreślił on, że istnieje wiele punktów łączących strategię polityczną polskiego prezydenta oraz węgierskiej prawicy. Zaliczył do nich zarówno otwarcie na relacje z otoczeniem Donalda Trumpa, jak i odrzucenie koncepcji szybkiego przyjęcia Ukrainy do NATO.
Uwagę przykuwa jednak inny kluczowy fragment tej analizy - szczególnie w sytuacji, gdy bliskie rządowi węgierskie środowisko eksperckie do niedawna regularnie zarzucało Polsce "nieuzasadnioną rusofobię", która (zwłaszcza za prezydentury Andrzeja Dudy) rzekomo pchała Europę ku III wojnie światowej. Jak czytamy w tekście:
Innymi słowy, oficjalna obecność polskiej głowy państwa jest przez węgierską stronę otwarcie interpretowana jako swoista rękojmia, dowodząca rzekomego braku powiązań Budapesztu z Moskwą.
Jest to o tyle warte odnotowania, że jeszcze podczas grudniowego szczytu prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu Karol Nawrocki kilkukrotnie i w zdecydowany sposób kontrował prorosyjską narrację Budapesztu. Mówił wówczas m.in.:
Polska głowa państwa podkreślała wtedy również konieczność dywersyfikacji dostaw węglowodorów, wbijając dyplomatyczną szpilę gospodarzom:
Wspominam o tym nieprzypadkowo, bowiem w poniedziałek, dokładnie w Dniu Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, rozpoczęły się rozmowy dotyczące rezerwacji przepustowości nowo powstającego pływającego terminalu gazowego w Gdańsku (FSRU2). Wśród państw sondowanych w tej sprawie znajdują się m.in. Węgry.
Choć Kancelaria Prezydenta wielokrotnie udowadniała, że działania na rzecz ograniczania rosyjskich wpływów energetycznych w regionie stanowią jeden z jej priorytetów, brakuje jakichkolwiek informacji o tym, by podczas wizyty w Budapeszcie podniesiono wątek węgierskiego zainteresowania dostawami z Polski.
Tymczasem jest to kwestia o znaczeniu strategicznym, wykraczająca dalece poza horyzont trwających rządów Fideszu. Lider węgierskiej opozycji Péter Magyar otwarcie postuluje przecież zakończenie uzależnienia kraju od rosyjskich węglowodorów do 2035 r. W tym ujęciu rola Polski jako regionalnego gwaranta bezpieczeństwa energetycznego staje się kluczowa, a zarazem całkowicie niezależna od bieżącej, politycznej koniunktury nad Dunajem.
Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Za rok Nawrocki-Magyar?
Warto zauważyć, że nawet ewentualna zmiana władzy nad Dunajem nie wpłynie drastycznie na sam format obchodów Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Tradycyjnie jest to bowiem domena dyplomacji na szczeblu głów państw. Zatem w przypadku wyborczego zwycięstwa partii TISZA przyszłoroczne uroczystości na Węgrzech nie wydają się w żaden sposób zagrożone.
Otwartym pozostaje jedynie pytanie, czy przy tej okazji dojdzie również do kurtuazyjnego spotkania polskiego prezydenta z - być może urzędującym już wówczas w fotelu premiera - Péterem Magyarem.
Dominik Héjj















