Reklama

Reklama

Prasa o podróży kanclerza Niemiec na Półwysep Arabski: Mniejsze zło niż Putin

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz zakończył wizytę na Półwyspie Arabskim. Celem było zdobycie nowych dostawców energii nad Zatoką Perską. Jedna z niemieckich gazet zauważa, że w podróżach Scholza widoczne są podwójne standardy, a kanclerz "ma ciężkie zadanie przygotowywania Niemiec na zimę".

W niedzielę wieczorem, 25 września, kanclerz Olaf Scholz zakończył dwudniową wizytę na Półwyspie Arabskim. Wizyta Scholza w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz w Katarze ma miejsce w czasie, gdy Niemcy szukają nowych dostawców źródeł energii z powodu konfliktu z Rosją. 

W Abu Dhabi Scholz uczestniczył w podpisaniu porozumienia między Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i dwoma niemieckimi koncernami ws. dostaw płynnego gazu oraz oleju napędowego do Niemiec. Pierwsza niewielka dostawa przewidziana jest na grudzień bieżącego roku.

Reklama

W komentarzach prasowych czytamy, że "rosyjska agresja na Ukrainę zmieniła równowagę w świecie - na niekorzyść Niemiec" - ocenia "Rhein-Zeitung". Kanclerz nie podróżuje już tylko jako przedstawiciel silnej gospodarki, ale także jako petent. 

Realne jest zagrożenie załamania gospodarczego w Niemczech. A gdyby Niemcy mieli handlować tylko z narodami wyznającymi te same wartości, dobrobyt nad Szprewą i Renem byłby w kiepskim stanie. "Polityka zagraniczna oparta na wartościach ustąpiła miejsca namacalnemu pragmatyzmowi. Należy tego żałować. Jednak w tej chwili nie można tego zmienić". 

"Kanclerz ma ciężkie zadanie przygotowania Niemiec na zimę"

Choć według gazet grupy "OM-Media" trzeba zakończyć interesy "z watażką pokroju Putina", to "właśnie w tym momencie należy również postawić pytanie, czy lepiej czerpać energię od reżimów, które są równie brutalne i też nie przejmują się prawami człowieka".

Kanclerz ma ciężkie zadanie przygotowania Niemiec na zimę, ale widoczne są w jego podróży podwójne standardy. "Zadaniem tego i przyszłych rządów musi pozostać ciągłe podnoszenie kwestii łamania praw człowieka i odwaga przedkładania życia ludzkiego ponad interesy gospodarcze. Wszystko inne byłoby niczym innym jak zdradą własnych wartości" - uważa komentator.

Inaczej podróż ocenia autor "Stuttgarter Nachrichten": "Przy całej wszelkiej uzasadnionej krytyce zalotów wobec autorytarnych monarchów nie można zapominać o tym, że rząd ma obowiązek utrzymywania stabilnych dostaw energii". Jednak dostawy z Holandii, Norwegii czy USA nie pokrywają potrzeb Niemiec. 

"W przeciwieństwie do rosyjskiego prezydenta żaden władca Zatoki nie zaatakował jeszcze frontalnie pokoju i porządku prawnego w Europie". Gazeta ocenia, że nie stanowią oni fundamentalnego zagrożenia dla bezpieczeństwa Niemiec i ich sojuszników, a Putin tak. "Wyraźnie widać więc, kto z nich jest mniejszym złem" - konstatuje dziennik. 

Podróż kanclerza na Półwysep Arabski przypomina drogę do Canossy - komentuje "Volksstimme" z Magdeburga. Póki płynął tani rosyjski gaz, nie trzeba było stukać w drzwi emirów nad Zatoką Perską. "To może krępujące, ale jaka byłaby alternatywa? Nic nie robić i wpaść w katastrofalny niedobór gazu?" - pyta dziennik. Póki nie jest jasne, czy rurociągi z Rosji kiedykolwiek będą znowu działać, trzeba szukać innych źródeł, a dostawcy nie stoją w kolejce i rzadko odpowiadają niemieckim wizjom praw człowieka. "A gdyby tak stawiać sprawę, to Niemcy nie mogłyby handlować także z Chinami" - kończy "Volksstimme".

Grzegorz Szymanowski, Polska Agencja Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy