Reklama

Reklama

Sprawa ministra Zembali. Doświadczenie na stanowisku: 4 dni. Zarzuty: cała lista

Kwestia wypowiedzi ministra Zembali ws. zwalniania strajkujących pielęgniarek wciąż budzi kontrowersje. Po wczorajszym liście Piotra Dudy do premier Kopacz, w którym przewodniczący "Solidarności" żądał natychmiastowej dymisji nowo wybranego szefa resoru zdrowia, dziś oświadczenie opublikowała przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia "Solidarności", Maria Ochman.

Maria Ochman w oficjalnym komunikacie pisze, że "pierwsze dni urzędowania nowego ministra zdrowia przyniosły wielkie rozczarowanie dla całego środowiska medycznego."

W piśmie zaznacza, że oczekiwania wobec Zembali, którego nazywa "luminarzem polskiej medycyny", były duże - po "ośmiu latach kierowania resortem przez polityków Platformy Obywatelskiej - Ewę Kopacz i Bartosza Arłukowicza" oczekiwano "powrotu do rzetelnego dialogu społecznego, który był istotnym elementem kierowania resortem przez śp. Zbigniewa Religę."

Reklama

W liście Maria Ochman akcentuje, że: "Nie można dzielić i konfliktować pracowników służby zdrowia!". O jakie podziały chodzi?

- Minister Zembala obiecał średnio 300 zł pielęgniarkom. A w szpitalu pracują też technicy, salowe, sanitariusze itd. - wyjaśnia w rozmowie z Interią Maria Ochman, przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Środowiska "S". - Upominamy się o wszystkich. Profesor, który od lat kieruje zespołem, powinien o tym wiedzieć - dodaje.

Piotr Duda z kolei we wczorajszym piśmie do szefowej Rady Ministrów przewodniczący "Solidarności" napisał, że prawo do strajku jest jednym z podstawowych praw obywatelskich, zapisanych w prawie unijnym i konwencjach Międzynarodowej Organizacji Pracy, które Polska ratyfikowała. 

"Szkoda, że w roku 35-lecia Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność" musimy to przypominać Pani rządowi i ugrupowaniu, które chwali się przynależnością do Europejskiej Partii Ludowej" - czytamy w liście, który kończy się żądaniem natychmiastowej dymisji ministra zdrowia Mariana Zembali i jednoznacznego odcięcia się od tej wypowiedzi.

- Nie dziwi mnie protest pielęgniarek i rozumiem ich desperację - mówi w rozmowie z Interią lekarz Krzysztof Łanda, prezes i założyciel fundacji Watch Health Care. - Mam wrażenie, że reakcja Solidarności jest nadmierna - dodaje i zaznacza, że minister Zembala w swojej wypowiedzi podkreślił, że istnieją różne metody strajku.

Łanda też jednak ma uwagi, co do pierwszych dni działalności prof. Zembali na stanowisku szefa resortu zdrowia. - Minister zdrowia, zamiast połajanki dla pielęgniarek, które i tak są już przyciśnięte do muru, powinien rozwiązać np. problem określenia ich liczby w systemie (więcej na ten temat TUTAJ - red.) - uznaje.

Skąd te kontrowersje?

- Pojawiły się dwie płaszczyzny. Jedna polityczna i ministerialna, a druga: lekarska i dyrektorska. Niekiedy to, co wypada powiedzieć dyrektorowi, nie wypada powiedzieć ministrowi, i odwrotnie - wyjaśnia nam politolog dr hab. Maciej Drzonek z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Dodaje też, że w państwach demokratycznych uznaje się, że jeśli ktoś zostaje nowym ministrem, przez pewien czas jest "chroniony". - Nie atakuje się go, pozwala się na wykazanie, jest się wyrozumiałym w przypadku ewentualnych lapsusów - wymienia ekspert. I dodaje, że specyfika tej sytuacji polega na tym, że niedługo w kraju odbędą się wybory.

- Przyjmuje się, że daje się nowemu ministrowi 100 dni "czasu ochronnego". Gdybyśmy zastosowali taki okres w tym przypadku, w ogóle nie moglibyśmy skrytykować nowych ministrów  - podkreśla.

Dlatego, zdaniem politologa, związki przeszły do aktywnej obrony swoich interesów. - Przed każdymi wyborami związki się uaktywniają i jest to jest zupełnie zrozumiałe. Tym razem zbiegło się to z rekonstrukcją rządu -wyjaśnia.

- Myślę, że gdyby Piotr Duda zamiast zażądania dymisji napisał pismo do Ewy Kopacz z prośbą o ustosunkowanie się do wypowiedzi ministra Zembali, to odniosłoby to podobny skutek, a szef związkowców nie byłby traktowany jako człowiek, który próbuje burzyć - podsumowuje dr hab. Drzonek.

Zembala: Przepraszam

Dziś rano na antenie Polskiego Radia minister Zembala tłumaczył, że "jego słowa wyrwano z kontekstu i nie zostały przekazane w całości, bo w tej samej wypowiedzi deklarował swoją gotowość do rozmów". Podobne stanowisko przedstawił wczoraj Interii rzecznik MZ, Krzysztof Bąk. 

- Przepraszam państwa za to, że nieprawdziwość informacji, jej niepełność, stała się podstawą nieprawidłowej tezy i ocen. Chory jest świętością, a ja jako minister zawsze będę po stronie chorych - powiedział minister zdrowia na antenie Polskiego Radia.

Minister Zembala zaznaczył też, że odnosi wrażenie, że są tacy, którzy nie widzą różnicy między strajkiem polegającym na zamknięciu bram i oflagowaniu placówki flagami NSZZ "Solidarność", a pozbawieniem chorych opieki.

- W sytuacji strajku, rozumianego w taki sposób, że jego głównym argumentem jest odejście od łóżka chorego, jestem absolutnie przy chorym - podkreślił minister zdrowia w rozmowie z Kamilą Terpiał. Dodał, że w takiej sytuacji chory jest bez szans. "Nie tylko z powodu choroby, ale także z powodu osamotnienia, bo traci nadzieję" - zaznaczył.

Marian Zembala podkreślił, że jako minister, będzie zawsze po stronie chorych, ale także po stronie prawa. - Jako minister zdrowia, jako lekarz, muszę działać zgodnie z obowiązującymi przepisami. Czynię to, czyniłem, jako dyrektor szpitala i czynić będę tym bardziej, jako minister - podkreślił na antenie Polskiego Radia, dodając, że są inne formy wyrażania protestu niż odejście od łóżka pacjenta, które nazywa "niemoralnym".

JT

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama