Reklama

Reklama

Koronawirus. Dr Tomasz Dzieciątkowski: Powikłania nawet u 60 proc. chorych bezobjawowych

- Powikłania mogą występować u sporego odsetka osób, które przechodzą COVID-19 bezobjawowo. Nawet u 60 procent – mówi Interii dr Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Specjaliści zwracają uwagę, że dotyczy to szczególnie płuc i serca, choć badania na ten temat są jeszcze bardzo skąpe.

Te dane nie są jeszcze precyzyjne. Na tym etapie w żaden sposób nie mogą takie być. Upłynęło zbyt mało czasu, zbadano zbyt mało ludzi, a przede wszystkim - chodzi o pacjentów, którzy przechodzili chorobę bez widocznych symptomów. Ale wnioski, do których coraz częściej dochodzą specjaliści, mogą niepokoić.

Reklama

To, że nie ma objawów wcale nie oznacza, że po pewnym czasie - kilku miesiącach? - nie wystąpią różnego rodzaju powikłania. Jak mówi prof. Andrzej Fal, szef Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych szpitala MSWiA, chodzi o powikłania, będące "najprawdopodobniej przewlekłymi stanami, które mogą powoli prowadzić do inwalidyzacji osoby. Być może nie w ciągu roku, ale po trzech, pięciu latach".

- Może do tego dojść w dużym stopniu u osób, które przechodzą covid bezobjawowo albo te objawy są niewielkie. Chodzi przede wszystkim o zwłóknienie płuc czy mięśnia sercowego - mówi nam wprost dr Dzieciątkowski. Jak zaznacza, takich badań robi się coraz więcej, choć zwraca również uwagę, że trudno na razie o jednoznaczne wyniki i daleko idące wnioski.

- Normalnie u pacjenta, który przechodzi zakażenie bez objawów, również tego nie widać. Są jednak przypadki, że gdy zrobimy tomografię komputerową albo rentgena klatki piersiowej, można zauważyć wyraźne zmiany. Płuca mogą nawet wyglądać jak sieczkarnia - mówi lekarz.

"Jakie to będzie miało skutki w przyszłości - dowiedzą się ci, którzy chodzą dzisiaj bez maseczek"

Prof. Stanisław Bartuś, kierownik Oddziału Klinicznego Kardiologii i Interwencji Sercowo-Naczyniowych w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, też zwraca uwagę na prawdopodobne konsekwencje. - W tej chwili nie ma danych długofalowych na temat problemów związanych z sercem. Natomiast wiemy na pewno, że u osób, które przebyły chorobę bezobjawowo, serce jest w jakiś sposób uszkodzone - mówi w rozmowie z Interią i przypomina, że takie wnioski pojawiają się w dostępnych już publikacjach na świecie.

Zwraca jednak uwagę, że brakuje jeszcze naukowych danych, czy dla tych ludzi będzie to miało znaczenie kliniczne. - Można jedynie spekulować - na takiej samej zasadzie, jak z zawałami serca - że jakiekolwiek jego uszkodzenie pogarsza rokowania pacjenta - mówi prof. Bartuś.

Bardzo ostro wypowiada się za to o nieprzestrzeganiu zaleceń dotyczących zakrywania ust i nosa. - Możliwe uszkodzenie serca u bezobjawowych pacjentów z COVID-19? Jakie to będzie miało skutki w przyszłości - dowiedzą się ci, którzy chodzą dzisiaj bez maseczek - przestrzega i wyjaśnia: - Jeśli mamy styczność z osobą, która przechodzi chorobę bezobjawowo i obydwoje nosimy maseczkę, to zagrożenie, że nastąpi przekazanie zakażenia wynosi mniej niż 2 procent. Jeśli maseczki nie ma - prawie 100 proc.  

"Takich powikłań nie mają osoby, które nie przeszły COVID-19"

- Dzisiaj nie wiemy jeszcze jak temu zaradzić. Wiemy tylko, że takich powikłań nie mają osoby, które nie przeszły COVID-19 - mówi nam dr Dzieciątkowski.

A -na tym etapie wiedzy - w jakim stopniu płuca mogą być narażone? - Miałam jednego pacjenta, który miał bardzo delikatne objawy, natomiast po czterech miesiącach są zauważalne u niego poważne zmiany w płucach. Tak samo kobieta, która przechodziła COVID-19 na początku pandemii, w marcu, ma objawy pulmonologiczne - mówi Interii dr Anna Prokop-Staszecka, pulmonolog, wieloletnia dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Krakowie, pracująca obecnie na oddziale covidowym. - Trudno jednak wyciągać na takiej podstawie daleko idące wnioski. Na dodatek, nie chodzi o pacjentów zupełnie bezobjawowych - dodaje.

Jak przypomina, codziennie jest rejestrowanych na całym świecie ok. 700 badań na temat infekcji koronawirusa, znacznie więcej niż w kwietniu czy maju. - Dlatego za wcześnie na prognozowanie, że pacjenci, którzy przechodzą COVID-19 bezobjawowo są całkowicie bezpieczni i na pewno nic nie odezwie się w przyszłości. Z drugiej strony, nie należy straszyć konsekwencjami, bo na dzisiaj nie wiemy o nich jeszcze dostatecznie dużo.

Znacznie mocniejszych słów używa do tego, aby opisać obecną sytuację. - Śnią nam się Włochy i drugie Bergamo. Boimy się tego, ponieważ są braki w służbie zdrowia, o których była mowa już od kilku lat. Na moim oddziale pracuje ośmiu lekarzy specjalistów, w tych troje w wieku emerytalnym. Gdybyśmy wszystkich takich lekarzy wyłączyli, to służba zdrowia pada.

Jak przekonuje, nie jesteśmy na to przygotowani, a "ostatnie miesiące zostały zmarnowane".

Obecnie na intensywnej terapii leży na tym oddziale 18 pacjentów.

Ilu jest chorych bezobjawowych?

Jak dużo może być osób, które przechodzą chorobę bezobjawowo?

Jak mówi dr Tomasz Dzieciątkowski, to zależy od danych, które są obecnie dostępne, ale również od regionu. W praktyce waha się to od 60 do ponad 80 procent. Albo patrząc od drugiej strony, najnowsze ustalenia wskazują, że covid przebiega objawowo od 15 do ok. 40 procent.

Przypomnijmy, że robione jakiś czas temu badania tomografem komputerowym wykazały, iż ponad 50 z 76 bezobjawowych zakażonych osób, które były na statku wycieczkowym Diamond Princess na przełomie lutego i marca, miało potem zmiany w płucach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje