Reklama

Naukowiec wzywa do ewakuacji. Sztab kryzysowy w związku z sytuacją w Trzebini

Wojewoda małopolski Łukasz Kmita zwołał posiedzenie zespołu zarządzania kryzysowego. Wcześniej naukowiec z AGH powiedział, że mieszkańcy najbardziej zagrożonych zapadnięciami ziemi obszarów Trzebini powinni zostać ewakuowani. - Dziś nie ma przesłanek do ewakuacji mieszkańców Trzebini, ale wyznaczone zostaną budynki potencjalnie zagrożone - poinformował prezes Spółki Restrukturyzacji Kopalń.

O zwołaniu sztabu kryzysowego poinformowało biuro wojewody. - W posiedzeniu oprócz przedstawicieli urzędu wojewódzkiego wzięli udział przedstawiciele samorządu Trzebini, Spółki Restrukturyzacji Kopalń, straży pożarnej, Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie - powiedziała rzeczniczka wojewody małopolskiego Joanna Paździo.

Biuro wojewody w komunikacie dla mediów podkreśliło, że "do tej pory Wojewodzie Małopolskiemu nie zostały przedstawione pełne wyniki badań gruntu w Trzebini. Informacje przedłożone przez Spółkę Restrukturyzacji Kopalń wskazują, że badania uzupełniające są w toku, a ich wyniki będą znane najpewniej w lutym".

Reklama

Jak zaznaczyło biuro wojewody, "żaden sygnał o potrzebie ewentualnej ewakuacji mieszkańców, czy przesłankach do takich kroków, nie został zgłoszony do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego".

"Nie ma takich przesłanek, by ewakuować mieszkańców"

- Dotychczas nie miałem informacji o zagrożeniu, które skutkowałoby ewakuacją, a pytaliśmy wcześniej o to, czy jest taka konieczność - zaznaczył wojewoda małopolski.

- Dziś nie ma takich przesłanek, by ewakuować mieszkańców. Musimy poczekać na wyniki badań - odpowiedział prezes Spółki Restrukturyzacji Kopalń Janusz Smoliło na pytanie burmistrza Trzebini Janusza Okoczuka o to, czy ewakuacja jest konieczna.

SRK, następca prawny kopalni węgla kamiennego "Siersza", we wrześniu zleciła badania pogórniczego terenu Trzebini. Tydzień temu zakończyły się ostatnie badania. Oprócz badań podstawowych prowadzone były jeszcze dodatkowe badania weryfikujące pierwsze jesienne prace.

- Trzeba podać prawdziwe, zweryfikowane wyniki - podkreślił współprowadzący badania prof. Jan Macuda z AGH informując, że badania przedłużały się m.in. dlatego, że dodatkowy specjalistyczny sprzęt nie był dostępny od zaraz. Ostateczne opracowanie wyników prac ma być znane w lutym.

- Na podstawie wyników wskażemy obszary potencjalnie najbardziej zagrożone zapadliskami - powiedział prof. Jan Macuda dodając, że przy wsparciu SRK można by w krótkim czasie wytypować kilka domów, które potencjalnie mogą być najbardziej zagrożone.

Zdaniem profesora można wysnuć tezę, że deformacje ziemi występują w rejonie starorzecza Koziego Brodu, gdzie podnosi się woda i występuje skomplikowana budowa geologiczna. Osiedle Gaj, którego mieszkańcy się niepokoją, jest zaś raczej bezpieczne.

Naukowiec wzywa do ewakuacji

Prof. Marek Cała ocenił w rozmowie z RMF, że część mieszkańców małopolskiej Trzebini powinna zostać ewakuowana ze swoich domów, bo zagrożenie zapadliskami jest bardzo poważne. Profesor, dziekan Wydział Inżynierii Lądowej i Gospodarki Zasobami Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie powiedział też, że na podstawie wstępnej inwentaryzacji terenów powinny być chociaż wygrodzone tereny najbardziej zagrożone.

O serii zapadlisk stało się głośno we wrześniu 2022, kiedy dziura powstała na terenie parafialnego cmentarza i wchłonęła ok. 50 grobów. Wcześniej, od sierpnia 2021, w Trzebini ziemia zapadała się co najmniej 10 razy.

Władze i mieszkańcy Trzebini czekają na wyniki badań terenu, które mają być znane 15 lutego. - Te wyniki będą kamieniem milowym w rozwiązaniu sprawy zapadlisk, powstających na terenie naszej gminy. Rozwiązanie problemów nie nastąpi jednak z dnia na dzień - powiedział burmistrz Trzebini Jarosław Okoczuk.

Zapadliska powstające w Trzebini to szkody pogórnicze spowodowane przez dawną kopalnię węgla kamiennego "Siersza" działającą w tym mieście od połowy XIX wieku. W latach 1999-2001 kopalnia zakończyła działalność. Na początku eksploatacja prowadzona była płytko, na głębokości 20-25 metrów. Potem podziemne chodniki schodziły coraz niżej. Likwidatorzy zakładali, że pozostałe po eksploatacji pustki wypełni woda. Z biegiem czasu woda zaczęła podchodzić coraz bliżej powierzchni ziemi. 

PAP
Dowiedz się więcej na temat: Trzebinia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy