Reklama

Reklama

Atak nożownika w Myślenicach. Wiemy co, kierowca biskupa zeznał śledczym

To nie kłótnia o źle zaparkowany samochód była przyczyną ataku nożownika na kierowcę biskupa Roberta Chrząszcza. Śledczy przesłuchali w szpitalu rannego mężczyznę. Według ustaleń Interii zeznał on, że napastnik wyszedł z lasu i bez żadnej wymiany zdań zadał kilka ciosów nożem. Prokuratur przedstawił mężczyźnie zarzut usiłowania zabójstwa i spowodowania obrażeń trwających powyżej siedmiu dni.

Śledczy znają coraz więcej szczegółów związanych z niedzielnym atakiem nożownika na kierowcę biskupa Roberta Chrząszcza. Z uzyskanej opinii biegłego sądowego wynika, że pokrzywdzony doznał obrażeń ciała "w postaci ran kłutych głowy, klatki piersiowej oraz rany ciętej opuszka kciuka lewego".

W poniedziałek śledczy przesłuchali w szpitalu rannego kierowcę. Jak dowiedziała się Interia, zeznał on, że wysiadł z samochodu, przeszedł obok kościoła i podszedł w stronę lasu. To właśnie wtedy z lasu miał wyłonić się Krzysztof K. Mężczyzna wykrzyczał "życie" albo "oddaj życie", po czym zadał mu ciosy nożem - wynika z zeznań. 

Reklama

Pierwotnie śledczy zakładali, że do ataku doszło z powodu kłótni o źle zaparkowany samochód. Z ustaleń Interii wynika, że ta wersja nie znajduje jednak potwierdzenia w materiale dowodowym i zostanie najpewniej odrzucona.

We wtorek po południu prokuratura przesłuchała Krzysztofa K. Przedstawiono mu zarzut usiłowania zabójstwa i spowodowania obrażeń trwających powyżej siedmiu dni. Po przedstawieniu tych zarzutów podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i złożył wyjaśnienia. - Podejrzany podał, że z uwagi na to, że spożywał alkohol od kilku dni fragmentarycznie pamięta przebieg samego zdarzenia - powiedział prokurator Janusz Hnatko, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie. 

Atak nożownika

W niedzielę wcześnie rano biskup Robert Chrząszcz wsiadł do samochodu zaparkowanego na dziedzińcu krakowskiej kurii. Tego dnia miał zaplanowaną wizytację kanoniczą w parafii św. Franciszka z Asyżu. Zgodnie z kościelnymi wytycznymi biskup diecezjalny ma obowiązek wizytowania diecezji tak, aby w ciągu pięciu lat odwiedzić każdą parafię. 

Zgodnie z planem przywitanie biskupa w Myślenicach odbyło się o godz. 7.50. Po nim odprawiono mszę świętą, pobłogosławiono małżeństwa, osoby samotne i rodziny. Po zakończeniu uroczystości duchowny spotkał się w przykościelnej salce z wiernymi. Podczas mszy o godz. 11 biskup Chrząszcz wygłosił kazanie. 

Kolejną homilię miał wygłosić w kaplicy pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego. Ta znajduje się na zboczu góry Chełm. To szczyt górujący nad Myślenicami oddalony od centrum miasta o kilka kilometrów. Prócz kaplicy znajduje się tutaj kilkanaście domów. Zgodę na wjazd samochodem mają nieliczni, pozostali, aby dostać się w okolice kaplicy z centrum, muszą pokonać strome podejście.

Przeczytaj także: Głos w słuchawce powiedział "zginęła ci jedna córka, zginie i druga"

Biskup Chrząszcz dotarł tutaj samochodem po godz. 14. Pojazd prowadził pan Sławomir. To prywatny kierowca duchownego. Mężczyzna ma 56 lat i pochodzi z Kalwarii Zebrzydowskiej, a w krakowskiej kurii zatrudniony jest od dwóch lat. Zgodnie z planem o godz. 14.30 rozpoczęła się kolejna msza święta.

- Kaplica jest częścią parafii św. Franciszka z Asyżu. Podczas mszy nie było zbyt wiele osób - mówi w rozmowie z Interią Józef Chmiel, sołtys Chełma, który brał udział w eucharystii.

Myślenice. Nożownik zaatakował po tym, jak kierowca wyszedł z auta

Pan Sławomir zaparkował służbowy samochód w zatoczce znajdującej się obok kaplicy i czekał w środku na zakończenie mszy. W pewnym momencie postanowił wyjść z pojazdu. Kilka chwil później do mężczyzny podbiegł napastnik z ostrym narzędziem i zadał nim kilka ciosów kierowcy, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. 

- Nagle podczas czytania ewangelii do biskupa podbiegł kościelny i coś mu powiedział. Biskup podszedł do księdza, coś mu szepnął i chwilę później duchowny wybiegł z kościoła. Ksiądz powiedział nam, co się stało i poprosił nas o pozostanie w kościele. Duchowny zaczął się modlić w intencji poszkodowanego - relacjonuje sołtys Chmiel. 

Kiedy wierni modlili się w kaplicy, biskup Chrząszcz razem z kościelnym pobiegli na pomoc panu Sławomirowi. Duchowny udzielił mu pierwszej pomocy i rozmawiał z nim do czasu przyjazdu pogotowia ratunkowego. 

- To biskup pierwszy ruszył z pomocą. Niebawem potem przyjechała policja i karetka - opowiada sołtys Chmiel. 

Ostatecznie msza święta została dokończona, a na koniec biskup udzielił wszystkim błogosławieństwa. Po zakończonych uroczystościach duchowny natychmiast pojechał do szpitala wraz z księdzem proboszczem. 

"Od dawna negatywnie wypowiadał się o kościele"

Podejrzewanego o atak służby zatrzymały po kilku godzinach. - Policjant zauważył mężczyznę idącego ulicą, który przypominał rysopis poszukiwanego. Zatrzymał się i okazało się, że to on. To 30-letni mieszkaniec Myślenic. Został już przewieziony do komendy - powiedziała w niedzielę wieczorem Anna Zbroja-Zagórska z biura prasowego małopolskiej policji .

Z naszych informacji wynika, że za atak na kierowcę odpowiada Krzysztof K. Udało nam się dotrzeć do znajomych mężczyzny. - Od dawna negatywnie wypowiadał się o kościele. Mówił o wykorzystywaniu dzieci, bogactwie, zakłamaniu. Człowiek traktował to jako takie gadanie. Nikt nie mógł przecież przypuszczać, że on zrobi coś takiego - mówi jeden z kolegów zatrzymanego, prosząc o anonimowość.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: dawid.serafin@firma.interia.pl 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy