Reklama

Reklama

Nie żyje Ulay, wieloletni partner Mariny Abramović

Nie żyje Ulay, niemiecki artysta, który w latach 70. i 80. tworzył razem z serbską artystką Mariną Abramović bodaj najsłynniejszą parę performerów. Zmarł w Lublanie po długoletniej chorobie. W tym roku miałby 77 lat.

Byli partnerami w życiu prywatnym i zawodowym przez 12 lat. Najbardziej widowiskowe okazało się... rozstanie. W 1988 roku chińskie władze zgodziły się na ich ostatnią, nietypową akcję zatytułowaną "Kochankowie" (Lovers). Oboje chcieli przejść Wielki Chiński Mur, ale każdy z innego końca.

Reklama

Ulay (jego prawdziwe nazwisko to Frank Uwe Laysiepen) zaczął wtedy wyprawę od strony pustyni Gobi, Marina - od Morza Żółtego. Minęło półtora miesiąca, gdy spotkali się na środku Muru, ale spotkanie nie zakończyło się ślubem, choć takie były plany. Ulay był już związany z chińską tłumaczką, z którą spodziewał się dziecka.

Wcześniej wieloletnia twórczość Ulaya z Mariną była określana jako pionierska, zaliczana nawet do klasyki historii sztuki współczesnej.

Wspólnie stworzyli manifest życia artystycznego "Art Vital". Żyli bez przerwy w ruchu, podróżowali vanem po Europie, podejmowali ryzyko, całkowicie zdawali się na przypadek.

Po rozstaniu nie utrzymywali jednak kontaktów przez całe lata. Spotkali się dopiero w roku 2010, gdy Ulay nieoczekiwanie pojawił się na wystawie "The Artist Is Present" w Nowym Jorku. Każdy ze zwiedzających mógł wówczas spędzić minutę z Mariną Abramović w milczeniu. Przyszedł i usiadł naprzeciwko niej. Artystka chwyciła go za ręce.  

Po śmierci Ulaya Marina Abramović napisała na Facebooku, że był "wyjątkowym artystą i człowiekiem", że będzie go "bardzo brakować" i że "z wielkim smutkiem przyjęła informację" o jego śmierci.

Jeszcze niedawno mówiła w rozmowie z "Wysokimi Obcasami": "Teraz z Ulayem się przyjaźnimy. Będziemy pisać książkę o tym, co przeżyliśmy razem. Martwię się o niego, bo jest bardzo chory, stracił na wadze, skóra i kości. Kocham go. I właśnie takie jest życie. Dziwne uczucie ta miłość, potrafi odejść i potrafi wrócić".

Już jednak nie wróci.

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje