Reklama

Reklama

Przekleństwa w Sejmie. Emocje wokół "lex Czarnek"

"Lex Czarnek" trafiło do Sejmu. Nowelizacja prawa oświatowego budzi skrajne emocje nie tylko wśród opinii publicznej, ale też samych polityków. Widać to było zwłaszcza w czasie sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, gdzie z głośników dało się słyszeć przekleństwa. Interweniować musiała przewodząca obradom posłanka PiS.

Nowelizacja prawa oświatowego zwana też "lex Czarnek" w końcu trafiła pod obrady Sejmu. Na wtorek o godzinie 15 zaplanowane zostało pierwsze czytanie nowych przepisów. 

"Lex Czarnek" w Sejmie. Burza na Komisji

Pierwsze emocje wokół "lex Czarnek" było widać już w poniedziałek, gdy ZNP zapowiedział protesty w całym kraju. Prawdziwa burza jednak rozpętała się w czasie przygotowań do procedowania nowelizacji prawa oświatowego w czasie połączonego posiedzenia Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Komisji Obrony Narodowej.

Zaczęło się od problemów technicznych. Część posłów PiS miała problemy z podłączeniem się do systemu, a nie było ich w Warszawie. Mimo protestów polityków opozycji, przewodnicząca obradom Mirosława Stachowiak-Różycka z Prawa i Sprawiedliwości ogłosiła przerwę. - My jesteśmy w pełnym składzie. Koalicja Obywatelska, wszyscy posłowie są tutaj na sali. Kworum jest, więc proszę przełożyć to posiedzenie - podkreśliła Krystyna Szumilas z KO.

Reklama

Burza nad "lex Czarnek". Przekleństwa w Sejmie

Słowa posłanki rozzłościły jednego z polityków partii rządzącej, który w ostrych słowach zwrócił się do posłów opozycji. - K***wa (...). Ooo, "a my jesteśmy to na sali". K***a. Posiedzenie było przewidziane... - da się słyszeć z głośników. 

Po tych słowach odezwała się przewodnicząca komisji, która ponownie ogłosiła 15 minut przerwy. - Rzeczywiście mamy problemy techniczne... - mówiła Stachowiak-Różycka. 

- Dziwnym trafem problemy techniczne mają tylko posłowie PiS - zareagował jeden z posłów opozycji. - Posłowie PiS powinni być na sali, tak jak posłowie opozycji, a nie łączyć się zdalnie - dodał drugi polityk. 

- Cały Sejm jest normalnie, tylko Komisja jest nagle zdalnie. Trzeba było po prostu wszystkich sprowadzić tu do Warszawy - dodała Katarzyna Lubnauer z opozycji. 

Po chwili na apele posłów opozycji odpowiedziała przewodnicząca Mirosława Stachowiak-Różycka, która wezwała obecnych polityków do uspokojenia się. - Szanowni państwo, proszę nie przeklinać, bo wszystko się nagrywa i płyną przekleństwa - apelowała posłanka PiS, na co dało się słyszeć ze strony polityków opozycji: "To nie z naszej strony".

- Myślę, że dziś cała Polska przeklina, jak widzi ustawę "lex Czarnek" i nie wiem, czy to jest najważniejsza sprawa - zaznaczył jeden z polityków opozycji. - Od nagrywania to nie jesteśmy my, tylko wy z Pegasusem. Więc najwyżej nie nagrywajcie - dodał drugi.

"Lex Czarnek" w Sejmie. Minister odpowiedział opozycji

Wcześniej do zarzutów ze strony opozycji, dotyczących "lex Czarnek", odniósł się minister edukacji i nauki. Przemysław Czarnek stwierdził, że słowa opozycji "nie mają nic wspólnego z rzeczywistością". - W szkole organem nadzoru pedagogicznego, czyli nadzoru nad tym, co jest dzieciom przekazywane, jest kurator - podkreślił polityk. 

Przeciwko "lex Czarnek" na wtorek zaplanowane są protesty w kilku miastach w Polsce. Największe manifestacje zaplanowano w Warszawie przed gmachem Sejmu. 

Zgodnie z projektem nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, jeśli dyrektor szkoły lub placówki oświatowej nie zrealizowałby zaleceń wydanych przez kuratora oświaty, to mógłby wezwać go do wyjaśnienia, dlaczego tego nie zrobił. Jeśli dyrektor nadal nie realizowałby zaleceń, kurator mógłby wystąpić do organu prowadzącego szkołę lub placówkę z wnioskiem o odwołanie dyrektora w czasie roku szkolnego, bez wypowiedzenia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje