Miała zostać szefową resortu, doszło do zwrotu. Teraz ujawnia kulisy
Aleksandra Leo opowiedziała o kulisach zmian w kierownictwie resortu kultury, który miała objąć. Posłanka Polski 2050 przyznała, że na ostatniej prostej przed rekonstrukcją rządu doszło do spięcia z członkami jej klubu. - Spotkałam się z takimi zachowaniami, z którymi w polityce, we własnej partii, wolałabym się nie spotykać - powiedziała parlamentarzystka w telewizyjnym wywiadzie.

W skrócie
- Aleksandra Leo ujawnia kulisy zmian w Ministerstwie Kultury i ujawnia napięcia wewnątrz własnej partii.
- Posłanka nie została ministrem kultury, podając oficjalnie powody osobiste, choć wspomina o nieakceptowalnych zachowaniach koleżanek i kolegów z Polski 2050.
- Podkreśla, że w polityce brakuje wsparcia między kobietami i często to one utrudniają sobie wzajemnie karierę.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Tuż przed lipcową rekonstrukcją rządu mówiło się, że Aleksandra Leo jest faworytką do objęcia teki ministra kultury i dziedzictwa narodowego.
Na ostatniej prostej okazało się, że pieczę nad tym resortem obejmie jej partyjna koleżanka - Marta Cienkowska. Leo tłumaczyła, że nie została ministrem "z powodów osobistych".
W przestrzeni publicznej nie brakowało jednak plotek na temat rzekomego konfliktu wewnątrz Polski 2050. Z doniesień medialnych wynikało bowiem, że między obiema parlamentarzystkami wybuchła walka o stanowisko ministra.
Aleksandra Leo zdecydowała się przerwać milczenie i opowiedziała o przykrościach, jakie spotkały ją od partyjnych koleżanek i kolegów.
Rekonstrukcja rządu. Aleksandra Leo: Spotkałam się z zachowaniami podłymi
Polityk Polski 2050 przyznała, że była o krok od objęcia stanowiska ministra kultury. Na ostatniej prostej spotkała się jednak z "brutalną stroną polityki".
- To była trudna decyzja, miałam bardzo wiele wątpliwości. To były wątpliwości wyłącznie związane z moją sytuacją osobistą i rodzinną, ale pomimo tego podjęłam decyzję, że przyjmę ten resort i tę propozycję. Miałam za sobą spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem. To było bardzo dobre spotkanie, bardzo dobra rozmowa, za którą jestem bardzo wdzięczna - powiedziała w rozmowie z TVP Info.
- No a potem cóż, przyszło mi zderzyć się z tą brutalną stroną polityki, o której często słyszeliśmy i z takimi zachowaniami, które dla mnie są są zachowaniami nieakceptowalnymi. Można powiedzieć, że są raczej zachowaniami podłymi - wyjaśniła Leo.
Posłanka powiedziała, że ostatecznie zrezygnowała z przyjęcia funkcji z "powodów osobistych".
- Ostatecznie przeważyły te sprawy rodzinne, sprawy osobiste, ale też tak jak mówię, spotkałam się z z takimi zachowaniami, z którymi w polityce, we własnej partii, wolałabym się nie spotykać - podsumowała Leo.
Kulisy walki o resort kultury. "W polityce brakuje siostrzeństwa"
Aleksandra Leo ma największy żal o to, że za szykanami pod jej adresem odpowiadają kobiety z jej własnego ugrupowania.
- Tyle się mówi w polityce o tym, że jest nas mało kobiet i że musimy ciągle walczyć z mężczyznami, żeby w tej polityce się znaleźć - powiedziała polityk.
- Okazuje się, że bardzo często tym przeciwnikiem czy wrogiem jest nie mężczyzna, z którym trzeba walczyć o to miejsce, a jednak kobieta. Dla mnie w polityce tego siostrzeństwa jednak często brakuje - podkreśliła posłanka.












