"Widoczna bliskość z Putinem". AfD mogła przekazać tajne informacje Rosji
Politycy skrajnie prawicowej partii AfD mogli przekazywać tajne dane z Unii Europejskiej Moskwie - twierdzą zagraniczne media powołując się na informacje pozyskane od niemieckich posłów i senatorów. Sprawa ujrzała światło dzienne po tym, gdy o podobne praktyki oskarżono węgierskiego ministra MSZ Petera Szijjarto.

W skrócie
- Niemieccy politycy, w tym z partii AfD, mieli dostęp do bazy danych z tysiącami dokumentów Unii Europejskiej, w tym o ograniczonym dostępie.
- Media zagraniczne, powołując się na informacje od niemieckich posłów i senatorów, podały, że politycy AfD mogli przekazywać tajne dane z UE Rosji, czemu partia AfD zaprzecza.
- Podobne zarzuty dotyczą ministra spraw zagranicznych Węgier, którego oskarżono o przekazywanie Rosjanom treści rozmów dyplomatów UE, co on sam określił jako absurdalne.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W przeciwieństwie do innych parlamentów krajowych, wszyscy posłowie i ich asystenci w niemieckim Bundestagu mają dostęp do EuDoX, bazy danych zawierającej tysiące dokumentów UE, od notatek informacyjnych z szczytów ministerialnych po podsumowania poufnych spotkań ambasadorów.
System ten został stworzony jako zabezpieczenie przed niekontrolowaną władzą wykonawczą, co jest szczególnie istotne w Niemczech ze względu na przeszłość kraju.
Dokumenty - około 25 000 rocznie - są wprowadzane do systemu przez specjalną jednostkę w Bundestagu, która otrzymuje je od rządu.
Baza danych zawiera dokumenty "o ograniczonym dostępie", co stanowi najniższy poziom klasyfikacji informacji poufnych.
- Zasadniczo ten (dostęp - red.) jest całkowicie słuszny i niezbędny do wypełnienia naszego zadani polegającego na monitorowaniu rządu federalnego, a ponieważ znaczna część tych działań odbywa się na szczeblu UE, jest to, jak powiedziałem, konieczne - powiedział poseł Partii Zielonych Anton Hofreiter, przewodniczący komisji spraw europejskich Bundestagu, cytowany przez Politico.
Politico: AfD może przekazywać tajne informacje Rosji
Niemiecki rząd ma zdawać sobie sprawę, iż dostęp do systemu ma duża liczba osób, co stwarza możliwość wycieków informacji.
- W Brukseli podejmujemy wszelkiego rodzaju środki ostrożności, aby chronić poufne spotkania i informacje - powiedział jeden z wysokich rangą dyplomatów UE, cytowany przez Politico. - Jednak dostęp posłów AfD do poufnych materiałów powoduje powstanie ogromnej luki w naszych środkach bezpieczeństwa - dodał.
- Wszyscy jesteśmy ostrożni, jeśli chodzi o dzielenie się poufnymi informacjami w formacie obejmującym 27 państw członkowskich UE - powiedział inny dyplomata. - Czy to z powodu Orbana, czy z powodu niemieckiego systemu nie dzielimy się swobodnie wszystkimi informacjami, tak jak robiłoby się to wśród najbliższych powierników w sytuacji, gdy przy stole siedzi 27 państw członkowskich. To jest czynnik węgierski i to jest czynnik AfD - dodał.
- Ambasador nie może zagwarantować, że żadne poufne informacje, które przekazuje w Coreperze (formacie spotkań ambasadorów UE - red.), nie trafią bezpośrednio do Rosjan lub Chińczyków - kontynuował dyplomata.
- Widoczna bliskość AfD z Putinem, kontakty wielu posłów AfD z rosyjską ambasadą, ich podróże do Moskwy, przyjmowanie rosyjskiej propagandy oraz celowe próby uzyskania informacji dotyczących bezpieczeństwa poprzez zapytania parlamentarne sprawiają, że wszyscy, którym leży na sercu bezpieczeństwo kraju, nie mogą spać spokojnie - powiedział Roland Theis, poseł z ramienia kanclerza Friedricha Merza w komisji ds. UE Bundestagu.
Ustawodawcy twierdzą, że politycy AfD ujawniają informacje, które mogą zainteresować rosyjskie służby wywiadowcze. Obejmują one informacje rządowe dotyczące lokalnej obrony przed dronami, transportów zachodniej broni na Ukrainę oraz wiedzy władz na temat rosyjskich działań sabotażowych i hybrydowych w regionie Morza Bałtyckiego.
- Nie komentujemy bezpodstawnych zarzutów - powiedział rzecznik frakcji parlamentarnej AfD w odpowiedzi na prośbę o komentarz.
Afera w UE. Węgrzy mieli wysyłać Rosjanom poufne informacje
Obawy niemieckich i europejskich polityków wyszły na jaw po ujawnieniu przez zagraniczne media skandalu z udziałem szefa węgierskiego MSZ.
Kilka dni temu "Washington Post" poinformował, że minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto zdawał Rosjanom na bieżąco relacje ze spotkań dyplomatów i urzędników UE. Miał on informować rosyjskich polityków o treści rozmów bezpośrednio przez komórkę.
Jak się okazuje, europejscy urzędnicy i dyplomaci takie podejrzenia mieli od lat, czemu w swoim wpisie wyraz dał także premier Polski Donald Tusk. Napisał, że "nie powinno to nikogo dziwić".
W poniedziałek rzecznik Komisji Europejskiej wskazał na zarzuty, jakie się pojawiły, i zażądał od Węgier wyjaśnień - podaje Reuters. Dodano, że oskarżenia są bardzo niepokojące.
Z kolei Peter Szijjarto zdementował doniesienia mediów i oskarżył je o "propagowanie teorii spiskowych". Zarzuty nazywa absurdalnymi. Szijjarto reagował też na wpisy polskich polityków, którzy skomentowali ustalenia mediów. Zarzucił im szerzenie kłamstw.
Źródło: Politico












