Reklama

Reklama

Łóżko na szafie, czyli patodeweloperzy w akcji. "Zbliżamy się do granicy"

- Polacy są pośrednio zmuszani, by wynajmować mikroapartamenty. Nikt tego nie nakazuje wprost, ale jeśli w portfelu skromnie z pieniędzmi, to podpisujemy umowę i wprowadzamy się do zbyt małych lokali, by nie mieszkać z rodzicami - mówi Interii Magdalena Milert, autorka bloga Pieing. Ekspertka dodaje, że w Polsce pojawiają się całe blokowiska mikroapartamentów, ale szlaban takim praktykom mogą postawić młodzi dorośli. Tłumaczy też, czym są - promowane przez patodeweloperów - "pseudoakademiki" i "hotele na czas nieokreślony".

Wiktor Kazanecki, Interia: Oto eleganckie "sypialnie skandynawskie", nowy hit internetu, czyli dwa mikroapartamenty po 15 m2 każdy. Zbliżają ludzi, bo sąsiedzi mają spać jeden nad drugim we wnękach z telewizorkiem. A deweloper chwali się, że część powierzchni sprzeda podwójnie, więc "zmaksymalizuje zysk".

Magdalena Milert, autorka bloga Pieing, członkini Klubu Jagiellońskiego: - Przepisy określają, jak liczymy powierzchnię użytkową. Takie dzielenie sprawia, że wysokość jest za mała, więc wnęki nie wliczałyby się do metrażu. Byłoby to raczej tracenie powierzchni.

Reklama

Słusznie "byłoby", bo ten obrazek pochodzi z prześmiewczego wpisu na jednej ze stron internetowych. Później zaczął krążyć w sieci i sporo osób uwierzyło, że jakaś firma rzeczywiście wpadła na tak kuriozalny pomysł. Dochodzimy do chwili, gdy internetowe żarty z mikroapartamentów uznajemy za prawdziwe, bo patodeweloperzy wymyślają kolejne mieszkaniowe cuda?

- Zbliżamy się do takiej granicy od kilku lat. Tu mamy zmyśloną grafikę, że ktoś ma łóżko we wnęce, ale widziałam istniejące lokale na wynajem, gdzie miejsce do spania zorganizowano na szafie albo w jej wnętrzu. Takie "rozwiązania" pojawiają się na rynku od kilku lat i żart powstał na ich bazie.

- Łatwo uwierzyć w "sypialnie skandynawskie", bo "inwestorzy" faktycznie umieszczają w sieci filmiki o tym, jak "optymalizować" powierzchnię wyłącznie dla zysku.

Nasze prawo jest pod tym względem dziurawe?

- Jesteśmy bardzo kreatywnym narodem i staramy się obchodzić przepisy, jak tylko możemy. W 2018 roku ustalono, że mieszkanie musi mieć co najmniej 25 m2 powierzchni. Problem pojawia się, gdy deweloperzy lub inni przedsiębiorcy próbują zmienić definicję "przestrzeni mieszkalnej". Lokal na wynajem nie musi spełniać warunku minimalnego metrażu.

- Dzielenie dużych mieszkań na mikrokawalerki jest zresztą powszechne. To niezbyt zgodne z prawem, lecz nadzór budowlany jest przeciążony, nie ma ani pieniędzy, ani ludzi, by na bieżąco wszystko sprawdzać. Gdyby nie to, posypałoby się wiele kar.

- O nieruchomościach myślimy głównie jak o kapitale. Lokujemy w nie pieniądze, bo słuchamy w internecie kogoś opowiadającego o zysku na poziomie 10 proc. rocznie. Wiele osób uważa to za sprawdzony sposób i nie inwestuje inaczej, bo nie ma wiedzy. Ekonomia w szkole praktycznie nie istnieje.

Jak podał w piątek GUS, w kwietniu inflacja sięgnęła 12,3 proc., a w kolejnych miesiącach najpewniej będzie jeszcze wyższa. Czy wzrost cen sprawi, że właściciele podzielą jeszcze więcej mieszkań na mniejsze lokale, by wynająć tę samą powierzchnię za łącznie wyższą sumę?

- Obecnie taka tendencja trochę ustała, co widać w liczbie zaciąganych kredytów. Przestraszyliśmy się wojny, jednak w związku z napływem uchodźców spadła podaż wolnych mieszkań, a ceny najmów poszły do góry. Po rosyjskiej agresji "wynajęło się" 40 proc. dostępnych wtedy mieszkań w Polsce.

Zdarzają się oszuści, którzy uciekającym przed wojną wynajmują mieszkania za wyższe kwoty, niż wynikałoby z sytuacji na rynku?

- Monitorowałam to i w Krakowie pojawiły się może trzy takie oferty. Próby oszukiwania uchodźców były sporadyczne, nieciekawych zagrań ogółem nie było. Wręcz przeciwnie, przecież tymczasowo oddawaliśmy Ukraińcom mieszkania za darmo.

Wielu uchodźców zostanie w Polsce na dłuższy czas, mamy w kraju ponad 40 mln ludzi. Patodeweloperzy to wykorzystają, budując całe blokowiska mikroapartamentów?

- To już się dzieje i działo także przed wojną - powstają lokale na tzw. najem długoterminowy. Prawnie nie jest to do końca zdefiniowane, takie budynki nazywane są "aparthotelami" czy "hotelami na czas nieokreślony". Najwyższa Izba Kontroli od kilku lat zapowiada, że skontroluje te miejsca, bo one nie odpowiadają standardom.

- Są również pomysły na "pseudoakademiki". Na pierwszy rzut oka wyglądają one jak zwykłe akademiki, ale nie do końca są przeznaczone dla studentów. To zwykła oferta małych mieszkań: zainwestuj w lokal na wynajem; jak masz oszczędności, to będzie cię stać, później ktoś to wynajmie, najpewniej dwudziestoparolatkowie.

- Aby coś takiego wybudować, zgodę musi wydać gmina. To ona odpowiada za akceptację dokumentów, a wcześniej ustalenie, jakiego typu budynek stanie w danym miejscu. Za ten proces odpowiada grono osób, a mimo to powstają pseudoapartamenty o powierzchni 18-20 m2. Zdarza się też 12-15 m2, ale rzadko.

Entuzjaści takich rozwiązań mówią, że każdy może mieszkać, gdzie i jak chce, a skoro budują się takie lokale, to na pewno są na nie chętni. Może jednak jest inaczej - są chętni, bo nie mają innego wyboru?

- Prawdziwe jest raczej drugie wyjaśnienie. Nikt nie zmusza wprost, by wynajmować mikroapartamenty, ale jeśli w portfelu mamy za mało pieniędzy, podpisujemy umowę i wprowadzamy się do nich, by przykładowo nie mieszkać z rodzicami. To więc zmuszanie pośrednie.

- Co prawda ludzie są różni i faktycznie komuś może odpowiadać taki "apartament", ale dobrze byłoby mieć wybór. Zakładam, że gdyby oferta lokali byłaby szersza i nie polegała wyłącznie na wpychaniu nas do mikroapartamentów, wybieralibyśmy normalne mieszkania.

- Polska króluje w Europie pod względem przeludnienia mieszkań. Unijne standardy mówią, że potrzebujemy osobnych pokojów do spania oraz dziennego. Jak się okazuje, nawet tradycyjne kawalerki nie wypełniają tej zasady, a to wpływa na psychikę.

Życie w patomieszkaniu sprawia, że czujemy się gorzej i częściej potrzebujemy pomocy psychologa?

- To zależy od naszego charakteru, natomiast ciasne, zamknięte przestrzenie generalnie działają na nas stresowo i przytłaczająco. Istotną różnicę sprawia widok zza okna. Jeśli małego metrażu nie rekompensuje uspokajająca zieleń, otwarta przestrzeń na zewnątrz, mamy tendencję do wpadania w stany depresyjno-lękowe.

- Na tego rodzaju negatywne skutki życia w przeludnionych mieszkaniach najbardziej podatne są dzieci. One nierzadko nie są w stanie skończyć szkoły. Brytyjska oświata bezwarunkowo wymaga, że wszystkie gospodarstwa domowe będą miały wystarczająco dużo przestrzeni, aby dzieci mogły odrabiać lekcje w ciszy i spokoju.

- Sama w dzieciństwie nie miałam swojego pokoju i szukałam zakamarków, gdzie nie panował hałas. Teraz widzę w społeczeństwie coraz więcej skutków przeludnienia mieszkań.

- Podobne badania wykonano też w szpitalach, wśród pacjentów pozostających na oddziałach przez dłuższy czas. Wyszło na jaw, że chorzy zdrowieją wolniej, gdy z łóżka nie widzą parku czy drzew.

Oczywistością nie jest również balkon. Już w kawalerkach pamiętających PRL są jedynie drzwi, za którymi mamy wyłącznie poręcze.

- Tak, a wiele "ciekawych" współczesnych mikroapartamentów to przerobione piwnice albo lokale na strychach, gdzie okna są tylko u góry. Tymczasem Polacy żyjący na tej, a nie innej szerokości geograficznej, potrzebują sporo dziennego światła, a więc dużych okien. W naszym kraju przez około pół roku panuje szaruga, często pada deszcz.

- W rozporządzeniu ministra infrastruktury czytamy, że światło powinno dochodzić do lokalu przez przynajmniej trzy godziny między 7:00 a 17:00, w dniach równonocy (20 marca i 23 września - red.). To skomplikowane, ale wystarczy, aby promienie słoneczne jedynie musnęły parapet i to liczy się jako nasłonecznienie.

- Jest też wyjątek dotyczący zabudowy śródmiejskiej, często wiekowej. Normy w jej przypadku są zmniejszone o połowę, a kawalerek nie dotyczą w ogóle. Dzieje się tak, bo największą wartością działek w centrach miast jest ich lokalizacja.

- Ulice w śródmieściach są jednak wąskie, dlatego prawo pozwala na użytkowanie mieszkań na parterze czy pierwszym piętrze "łapiących" mało światła słonecznego albo nie widzących go wcale.

Może czas, by postawić barierę i ukrócić takie "wynalazki", jak mikroapartamenty o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych? Kto powinien to zrobić?

- Największa nadzieja jest w społecznym sprzeciwie i edukacji, co jest dobrym, a co niedobrym standardem. Ceny nieruchomości uderzają zwłaszcza w młodych. Sprzeciw wobec patodeweloperki zaczyna się gruntować.

- Potrzebujemy mieszkań powstających tak, jak w brytyjskim systemie, gdzie 30 proc. lokali w budynku przeznacza się na rzecz społecznych programów, pomagających ustatkować się młodym rodzinom. To nie są mieszkania "socjalne", które się źle kojarzą, lecz sposób na unikanie patonajmu, chociażby w formie dopłat do czynszów.

- Masa Polaków urodzonych w wyżu demograficznym odczuwa problem ze znalezieniem mieszkania. Te roczniki pomału dochodzą do władzy i mówią wprost, że sukces nie zależy od wstawania godzinę wcześniej, ale właśnie od odpowiednich warunków życia.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama