Reklama

"Dużo czasu minęło, zanim uwierzyłam, że to niczyja wina". Rodziny samobójców o życiu po tragedii

Statystycznie w Polsce każdego dnia życie odbiera sobie 15 osób. To tak, jakby każdego roku z mapy Polski znikało miasto takie jak Międzyzdroje czy Jaworzyna Śląska. Po każdym samobójcy zostaje rodzina i przyjaciele, a w ich głowach tysiące pytań bez odpowiedzi. – Nie ma dnia, bym nie zastanawiała się dlaczego Zosia to zrobiła? Czemu nie dała sobie pomóc? A może to my czegoś nie zauważyliśmy? – opowiada Interii Iza, siostra samobójczyni. Bo żałoba suicydalna różni się od każdej innej tym, że do bólu dochodzi obwinianie, a czasem i społeczny ostracyzm. Jak przeżyć taką stratę i nie utonąć w morzu wyrzutów sumienia?

W ubiegłym roku w Polsce samobójstwo popełniło dwa razy więcej osób niż zginęło w wypadkach drogowych. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że  śmierć w wypadkach poniosło 2 245 osób. W tym samym czasie, życie odebrało sobie 5 201 Polaków. Rok wcześniej 5 165.

W 2020 roku w tej statystyce znalazła się Zosia, siostra Izy. Siedem lat wcześniej Maciek, przyjaciel Anny.

Żałoba suicydalna. "Nie potrafię zliczyć, ile razy analizowałam nasze ostatnie spotkanie i rozmowy"

Chociaż od śmierci Maćka za kilka miesięcy minie dekada, Annie ciągle wydaje się, jakby to było wczoraj.

- Maciek był moim przyjacielem. Byliśmy sobie bliscy. Choć nie była to wieloletnia przyjaźń, wiele razem przeszliśmy. Był jednak z tych, którzy nie okazywali na zewnątrz tego, jak bardzo cierpią. Zaciskał zęby i żył dalej. Studiował, miał pasję, kochał sport, stawiał też pierwsze kroki w dziennikarstwie. Jakby ktoś spojrzał na to z zewnątrz to powiedziałby, że chłopak ma przed sobą świetne życie - opowiada Anna.

Reklama

Ale pod tą szczęśliwą otoczką były problemy i depresja, o której mało kto wiedział. - Dopiero po jego śmierci dowiedziałam się od jego siostry, że szukał pomocy, był u lekarza, ale chyba niestety to nie pomogło. Albo może było już za późno? - zastanawia się, wiedząc, że ani ona, ani nikt inny na to pytanie odpowiedzi już nie pozna.

Zosia z depresją walczyła od roku. To rodzina namówiła ją do pójścia do psychologa, a potem psychiatry. - Byliśmy przerażeni skąd u tak młodej, wydawałoby się szczęśliwej osoby, depresja. Ale wszyscy wierzyliśmy, że z tego wyjdzie - opowiada Iza.

Nie wyszła. Równo dwa lata temu popełniła samobójstwo.

Ani Iza, ani Anna nie potrafią zliczyć, ile razy analizowały ostatnie spotkania i rozmowy ze zmarłymi bliskimi. - Po śmierci Maćka w pierwszej chwili pojawiło się ogromne niedowierzanie i chęć "cofnięcia taśmy" o tydzień, dwa, miesiąc. Żeby mieć szansę zareagować i zrobić coś, czego się nie zrobiło, gdy była na to pora. Potem pojawiły się ból i wyrzuty sumienia. Autoobwinianie też - opisuje Anna.

Tygodnik Interii - Suicydolog: Siedmiolatek zostawił kartkę "rodzice mnie nie widzieli"

- Wyrzucałam sobie, że nie dopytywałam, nie okazałam więcej wsparcia. Mój mózg pracował przez wiele dni na dziwnych obrotach. Nie powinnam mieć za dużo sił, bo przez prawie dwa tygodnie niemal nic nie jadłam, mało spałam i dużo płakałam, a mimo to, jak mi się zdawało, miałam dużo energii. Na analizowanie, myślenie, przepraszanie go w myślach, no i obwinianie siebie - wspomina.

- Ja godzinami siedziałam pośród zdjęć Zosi, zastanawiając się, co przegapiłam? Kiedy był ten moment kiedy powinnam jakoś inaczej zareagować? - dodaje Iza. - Każdego dnia zastanawiałam się, dlaczego to zrobiła? Czemu nie dała sobie pomóc? A może to my czegoś nie zauważyliśmy?

80 proc. samobójców wysyła sygnały. "Tylko nie zawsze chcemy je widzieć"

Żałoba po śmierci samobójczej jest obciążona wieloma bardzo skomplikowanymi uczuciami. Od złości na to, jak osoba, która odebrała sobie życie mogła nam o swoich myślach, planach nie powiedzieć, po obwinianie o to, że niczego nie zauważyliśmy. Ale czy zawsze da się zauważyć, że coś jest nie tak?

- Zagadnienie dotyczące tego czy trudno było czegoś nie zauważyć w sytuacji suicydalnej jest naprawdę mocno skomplikowane. Bywa, że zaburzenie jest widoczne, w taki sposób, że trudno je przeoczyć, ale są osoby, które ukrywają depresję przez długie miesiące, aż jest za późno - tłumaczy Marlena Stradomska, psycholożka, psychoterapeutka, ekspertka Biura ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Jak podkreśla, wiele zależeć będzie od różnic indywidualnych osoby, a także aspektów komunikacyjnych. - Jeśli przez długi czas rozmowa z osobą bliską przebiegała w sposób "Jak u Ciebie?", a odpowiedź brzmiała "Wszystko ok", to można nie zauważyć żadnych symptomów - dodaje ekspertka.

Lucyna Kicińska, suicydolożka, ekspertka Biura ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie przytacza dane: 80 proc. osób, które podejmują próby samobójcze komunikują swój zamiar. Wprost albo metaforycznie.

- W suicydologii mówimy, że te sygnały są wysyłane, nawet jeśli nie chcemy ich komunikować, bo nie jesteśmy w stanie mieć przyklejonego do twarzy uśmiechu cały czas - tłumaczy Lucyna Kicińska.

Takim sygnałem będzie np. wycofanie się z relacji. - Bo skoro nie mogę cały czas udawać, że wszystko jest OK, gdyż nie mam już na to siły, to po prostu nie będę odbierać telefonów, nie będę odpisywać, nie będę chciała się z nikim spotykać. To jest sygnał ostrzegawczy, na który warto zareagować. Problem w tym, że nie zawsze je dostrzegamy, właściwie interpretujemy czy reagujemy - zwraca uwagę ekspertka.

Jak się okazuje, nie wynika to ze złej woli.  - To nie efekt niechęci do zauważenia, ale bardzo często skutek miłości do naszych bliskich i troski o nich. Nie chcemy dopuścić do siebie myśli, że nasz bliski tak bardzo cierpi i szukamy alternatywnych wytłumaczeń jego lub jej zachowania - podkreśla Lucyna Kicińska.

Społeczny ostracyzm. "Gdzie była rodzina?"

Do wyrzutów sumienia spowodowanych nie wyłapaniem sygnałów ostrzegawczych, dojść może także przekonanie, że po śmierci z powodu samobójstwa naszych bliskich, doświadczymy ostracyzmu społecznego. Iza wspomina, że miała ogromną blokadę, żeby powiedzieć komuś jak zmarła jej siostra.

- Miałam poczucie, że ci, którzy wiedzą, patrzą na nas z wyrzutem, a pytanie "Gdzie była rodzina, że niczego nie zauważyła", wisi w powietrzu. Kiedy pytali: "I nic nie wiedzieliście?", czułam się, jakbym to ja zabiła Zośkę - płacze.

To, że rodziny samobójców czasem spotykają się z takim odbiorem, potwierdza Marlena Stradomska.  - Nawet w XXI wieku dalej pojawiają się różne wytłumaczenia dlaczego w danym domu pojawiło się samobójstwo: "ten dom jest przeklęty", "to wina konkretnej osoby", "to kara za grzechy". Bywa, że rodziny z uwagi na samobójczą śmierć kogoś z najbliższego otoczenia są napiętnowane - przyznaje ekspertka Biura ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. I od razu dodaje: - Jednak najważniejszym aspektem jest to, aby szukać pomocy specjalistycznej i dać sobie pomóc, gdyż nikt nie przeżyje życia za nas - zaznacza Marlena Stradomska.

Chociaż większość z nas wie, że przyczyny samobójstwa są zazwyczaj wynikiem wielu nakładających się na siebie powodów, samobójstwo jest wciąż tematem stygmatyzującym.

- Problemem jest to, że tak naprawdę trudno powiedzieć czy on jest społecznie stygmatyzujący i że my na pewno doświadczamy stygmatyzacji, czy może jest to jednak tkwiące w nas przeświadczenie, że ktoś nas oceni i odrzuci. A to może nas zniechęcać do tego, żeby rozmawiać na ten temat. I to jest najgorsze. Bo jeśli jesteśmy sam na sam z naszymi myślami, to możemy nad nimi nie zapanować i doprowadzić do kryzysu emocjonalnego i suicydalnego u samych siebie - ocenia Lucyna Kicińska.

Jak rozmawiać z tymi, których bliscy popełnili samobójstwo? "Nie dzwonili, bo nie wiedzieli co powiedzieć"

Iza czas żałoby wspomina jako okres, w którym wielu jej przyjaciół przestało się do niej odzywać. - Po czasie usłyszałam: nie zadzwoniłam, bo nie wiedziałam co ci powiedzieć. Ale ja wtedy nie potrzebowałam słów. Potrzebowałam nie być z tym sama - mówi.

Lucyna Kicińska zwraca uwagę na to, by nie bać się żałoby po śmierci samobójczej.

- Często ludzie nie odzywają się do rodzin samobójców, bo oczekują od siebie, że musieliby powiedzieć coś, co przyniesie ulgę. A takich słów przy śmierci, bez względu na jej przyczynę, nie ma - tłumaczy suicydolożka.

Co więc powiedzieć komuś, kogo córka, syn, żona czy siostra odebrali sobie życie? - Zauważyć to co widzimy. Czyli: "Widzę, że bardzo przeżywasz to, co się wydarzyło. Bardzo się o ciebie martwię". Kropka. I czekamy, co ktoś odpowie. Jeśli nam powie, że ma wyrzuty sumienia, że ma żal do siebie, to komunikuje nam coś, co jest trudne do wysłuchania, ale dzięki temu wentyluje swoje emocje. Wyrzuca je z siebie. A my? Obserwujemy i mówimy: "To bardzo naturalne, że tak czujesz. To co się z tobą dzieje, towarzyszy wielu osobom, które straciły bliskich w wyniku samobójstwa. Myślę, że gdybyś zdawała sobie sprawę z tego, co się dzieje z twoim bliskim, to byś bardzo chciała pomóc" - podpowiada Lucyna Kicińska.

I dodaje: - Jeśli nie przepracujemy żałoby, utkniemy na tym etapie, to wyrzuty sumienia mogą z czasem przejąć nad nami kontrolę i wywołać u nas myśli samobójcze. Śmierć samobójcza w najbliższym otoczeniu jest czynnikiem ryzyka podjęcia kolejnych prób samobójczych, tym razem przez osoby bliskie zmarłemu - zaznacza Kicińska.

Po czasie widać więcej. "Ważne, by się nie samobiczować i odrobić lekcję"

Anna dziś wie, że nieustanne analizowanie i przepraszanie w myślach Maćka było jej sposobem na poradzenie sobie z traumą. Później zdiagnozowano u niej objawy PTSD - zespołu stresu pourazowego.

- Ta śmierć była zupełnie niespodziewana, ale później, nawet po miesiącach czy latach, odkrywałam kolejne elementy układanki, które pokazywały, że wcześniej, w ostatnich miesiącach życia Maćka były jednak jakieś "znaki" może nie tyle przepowiadające, co dające do myślenia - opowiada Anna.

Przyznaje, że do pewnego etapu wywoływało to u niej wściekłość na siebie. - Ale w końcu, także dzięki terapii zrozumiałam, że w tamtym momencie życia ani ja, ani jego rodzina i przyjaciele nie byliśmy w stanie tego dostrzec. Potrzebowaliśmy wiedzy, wrażliwości, którą mamy teraz. Ta myśl daje mi czasem jakieś ukojenie. Podobnie jak myśl, że on musiał naprawdę bardzo cierpieć, skoro podjął taką decyzję. Tu nie ma winnych. Winna jest choroba - zaznacza.

Iza od śmierci siostry jest w terapii. - Dużo czasu minęło, zanim uwierzyłam, że to niczyja wina. Zawsze będę zadawać sobie pytanie, czy ta historia mogła się inaczej potoczyć. Ale ważne, by się nie samobiczować i odrobić lekcję. Zaczęłam głośno mówić o tym, jak umarła Zosia. Marzę o tym by depresja i samobójstwa z nią związane przestały być tematem tabu. Bo jeśli będziemy mówić jak im zapobiegać, edukować, to może kiedyś jakaś inna Zosia nie podejmie takiej decyzji jak moja siostra - mówi.

Marlena Stradomska dodaje, że prócz edukacji, liczy się także uważność na drugiego człowieka. - Ważnym aspektem jest to, aby znaleźć czas i energię na obserwację bliskich nam osób. Są sygnały, które powinny zapalać w nas czerwone lampki. Takie jak długotrwała zmiana nastroju, trudności z koncentracją, nieobecność, zamyślenie czy utrata zainteresowań i pasji. Zapobieganie samobójstwom jest dość skomplikowanym działaniem, ale często możliwym - podkreśla ekspertka.

Irmina Brachacz

irmina.brachacz@firma.interia.pl

 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: samobójstwo | żałoba | terapia | Depresja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy