Reklama

Reklama

"Myśli samobójcze mają coraz młodsze dzieci". Zatrważające dane

W ubiegłym roku, tylko w Warszawie, samobójstwo popełniło 55 młodych osób w wieku od szóstego do 24. roku życia. Trzynaścioro z nich nie ukończyło nawet 18 lat. W całej Polsce młodocianych samobójców było 344. - Szacuje się, że próby samobójcze zdarzają się 200 razy częściej niż samobójstwa dokonane - zaznacza w rozmowie z Interią psycholog Danuta Wieczorkiewicz. - To oznacza, że liczba wszystkich osób pomiędzy 6. a 24. rokiem życia, próbujących popełnić samobójstwo w zeszłym roku, równa się liczbie mieszkańców Stargardu Szczecińskiego czy Suwałk - słyszymy w Fundacji Zobacz… Jestem. Fundacji, która rusza właśnie z pierwszym w Polsce Kryzysowym Oddziałem Ratunkowym, gdzie na pomoc w kryzysie psychologicznym liczyć będzie można bez umawiania się, formalności i kolejki.

Świadomość społeczna w temacie zdrowia psychicznego i depresji jest niska. Statystyki dotyczące samobójstw wśród dzieci i młodzieży - zatrważające. Według danych Komendy Głównej Policji, zebranych przez serwis agencyjny MondayNews, w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2022 roku odnotowano ponad 6 tys. zamachów samobójczych. To o 9 proc. więcej niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym. Prawie 15 proc. wszystkich zamachów dotyczyło osób w wieku 13-18 lat. W stosunku do ubiegłego roku, to wzrost aż o 80 proc.

Reklama

Problemy dotyczą coraz młodszych. "Trafiają do nas kilkulatki po próbach samobójczych"

Danuta Wieczorkiewicz z Fundacji Zobacz... Jestem przyznaje, że myśli samobójcze mają coraz młodsze dzieci. - Znam kilkulatków, którzy próbowali odebrać sobie życie. To nie są dzieci tylko z rodzin, w których dzieje się krzywda. Depresja może dotknąć każdego, niezależnie od wieku. Także i przedszkolaka - mówi Danuta Wieczorkiewicz, psycholog, seksuolog, prezes Fundacji Zobacz... Jestem.

Na dowód przytacza badania, z których wynika, że na depresję choruje około 8 proc. dzieci w szkołach podstawowych, 20 proc. w szkołach ponadpodstawowych i około 4 proc. maluchów w wieku przedszkolnym.

Wielu ludziom nie mieści się w głowie, że tak małe dzieci mogą zmagać się z depresją. Danuta Wieczorkiewicz wyjaśnia: - To jest choroba. Nie można się nią zarazić, natomiast dziedziczymy podatność, predyspozycje po naszych przodkach, po rodzicach, po dziadkach, a dane mówią o tym, że 20 proc. populacji dorosłych jest chora na depresję. Więc mamy po kim dziedziczyć te predyspozycje - wyjaśnia psycholog.

Zaznacza, że u tak małych dzieci łatwo i często myli się ją z innymi chorobami. - Bo depresja u dzieci wygląda inaczej niż u dorosłych. Te dzieci nie chodzą smutne, czy płaczliwe. U małych dzieci objawem depresji może być np. spadek odporności, albo bóle brzucha, głowy, lęki separacyjne, albo nadpobudliwość, bardzo często mylona z "niegrzecznością". Te dzieci są nadreaktywne. Myślimy, że może mają ADHD, a to może być depresja. Forma pokazania nam, że jest im po prostu źle, w momencie kiedy nie potrafią tego nazwać - tłumaczy Danuta Wieczorkiewicz.

Kryzysowy Oddział Ratunkowy. "Bo bez zgody rodziców terapii nie ma"

Jak podkreślają przedstawiciele Fundacji Zobacz... Jestem, 80 proc. tych, którzy mają myśli samobójcze, wysyła otoczeniu sygnały. Wielu z nich leczeniem i terapią można by uratować życie. Standardowo problemem są jednak odlegle terminy konsultacji i zapisy targanego emocjami nastolatka "na za rok". Ale bywa, że przeszkodą w podjęciu terapii jest też... brak zgody rodziców.

- W Polsce jest takie prawo, które mówi o tym, że nie bardzo możemy pomagać osobom, które nie ukończyły 18 lat. Te osoby nie mogą korzystać z pomocy psychologa, poza psychologiem szkolnym, dlatego, że potrzebna jest zgoda rodziców. Sporo naszych pacjentów mówi o tym, że to był taki próg, który ich powstrzymywał. Przyszła do nas dziewczyna, w dniu swych 18. urodzin i powiedziała, że ma myśli samobójcze od dwóch lat, ale jak mówiła o tym rodzicom, ci nie zgadzali się na pomoc psychoterapeutyczną i psychiatryczną - opowiada Danuta Wieczorkiewicz.

Z tych powodów w fundacji narodził się pomysł, by stworzyć Kryzysowy Oddział Ratunkowy. Pierwsze miejsce na mapie Warszawy, gdzie młodzi ludzie będą mogli przyjść po pomoc bez umawiania się i czekania w kolejkach. Bez specjalnej zgody rodzica. W ciepłej i bezpiecznej atmosferze.

- To nie będzie terapia, bo prawo mówi, że bez zgody rodziców terapii nie możemy prowadzić, ale możemy prowadzić wsparcie kryzysowe. Żeby można było przyjść, wejść, napić się z nami herbaty, pogadać, uzyskać realną pomoc - mówi Danuta Wieczorkiewicz.

Marzenia o całodobowym oddziale siedem dni w tygodniu

W piątek fundacja podpisała z miastem stołecznym Warszawą umowę najmu lokalu przy ul. Dobrej 5. W przyszłym tygodniu zaczynają własnym sumptem drobny remont.  

- Chcielibyśmy, żeby ten oddział zaczął funkcjonować lada moment. Może uda nam się otworzyć w październiku? - zastanawia się prezes Wieczorkiewicz. I szybko dodaje, że osoby w kryzysie psychologicznym mogą przyjść już teraz, bez oficjalnego otwarcia. - Posiadamy czajnik i dwa krzesła. Będzie gdzie usiąść i pogadać przy herbacie. Na dobry początek wystarczy - podkreśla.  

Na stuprocentowe działanie Kryzysowego Oddziału Ratunkowego potrzeba dużych środków. Dlatego fundacja uruchomiła zbiórkę. Koszt funkcjonowania takiego miejsca w godzinach 9:00 - 17:00 przez pięć dni w tygodniu to, z wynajmem lokalu i wynagrodzeniem psychologa, około 96 tys. zł rocznie.

- Jeżeli uda się zebrać dodatkowe 60 tys. zł, czyli kwotę w sumie 156 tys. zł, oddział ratunkowy będzie działał w godzinach 8.00 - 20.00 przez pięć dni w tygodniu i w soboty w godzinach 9:00 - 14:00 - tłumaczy prezes.

Jak dodaje, marzeniem jest, by Kryzysowy Oddział Ratunkowy działał codziennie, przez całą dobę

- Bardzo zależy nam na tym, żeby to nie była inicjatywa "zastaw się, a postaw się", czyli takie wydarzenie, które będzie trwało kilka miesięcy albo rok. Bo jeśli takie miejsce zaczyna funkcjonować w świadomości społecznej, to ludzie się do niego przyzwyczajają, a jego zamknięcie jest dla podopiecznych bardzo trudne. Dlatego chcemy to zrobić powoli, ale bardzo stabilnie - mówi prezes Fundacji Zobacz... Jestem.

Zapaść polskiej psychiatrii trwa

Polska psychiatria dziecięca kryzys przeżywa od lat. Kiedy pytam, czy widać jakieś światełko w tunelu, Danuta Wieczorkiewicz odpowiada: - Poprawia się o tyle, o ile o tym mówimy i ciężar pomocy przerzucamy na różnego rodzaju organizacje pozarządowe - zaznacza psycholog.

Nadal nie ma jednak lekarzy. Dane Naczelnej Izby Lekarskiej mówią o tym, że w Polsce obecnie pracuje tylko 505 lekarzy specjalizujących się w psychiatrii dzieci i młodzieży. To oznacza, że na jednego lekarza przypada kilkanaście tysięcy pacjentów.

- Oddziały psychiatryczne mają zawyżoną liczbę pacjentów, którym starają się pomóc, dwu-, trzykrotnie. Dla wszystkich jest jasne, że do szpitala na oddział psychiatryczny przyjmuje się dzieci w stanie realnego zagrożenia życia. Umierające z powodu anoreksji czy takie po próbie samobójczej. I te dzieci leżą na korytarzach - opisuje prezes Fundacji Zobacz... Jestem. - Zanim lekarze psychiatrzy pojawią się, skończą studia, staże, upłynie wiele czasu - dodaje Wieczorkiewicz.

Z powodu braku kadry medycznej, 1 września wstrzymano działalność Izby Przyjęć oraz stacjonarnego Oddziału Psychiatrycznego dla Dzieci i Młodzieży w Konstancinie. "Zdajemy sobie sprawę, że ta informacja jest dla naszych pacjentów i ich rodzin wyjątkowo trudna, a w wielu wypadkach dramatyczna, ale decyzja o okresowym wstrzymaniu działalności oddziału wynika z przyczyn od nas niezależnych" - poinformowały władze szpitala w oświadczeniu. W konstancińskim oddziale przebywało kilkudziesięciu pacjentów, wielu po próbach samobójczych.

Brak miejsc dla potrzebujących pomocy psychiatrycznej dzieci widać na każdym kroku. 

I dlatego Wieczorkiewicz w powstaniu Kryzysowego Oddziału Ratunkowego widzi ogromną szansę, dla tych, którym świat zaczyna walić się na głowę.

- Mam nadzieję, że nawet jeśli wszystkie osoby w kryzysie nie dotrą do takiego miejsca jak Kryzysowy Oddział Ratunkowy, to chociaż świadomość że takie miejsca są, da im taką siłę, żeby cokolwiek zrobić. Żeby odwlec tę decyzję, żeby jeszcze zawalczyć o siebie - mówi Danuta Wieczorkiewicz.

***

Od 2003 roku, 10 września obchodzony jest Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Inicjatywa ma na celu zwiększenie świadomości społecznej na temat zjawiska samobójstw.

Irmina Brachacz

Irmina.brachacz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy