Reklama

Reklama

Drastyczne podwyżki opłat za mieszkania. "Po raz pierwszy w życiu nam zabrakło"

U pani Marty czynsz od 1 sierpnia wzrósł do 925 zł. U pana Bartosza przekroczył 1,3 tys. zł. Pani Dorocie, chociaż oboje z mężem pracują, pierwszy raz zabrakło pieniędzy na rachunki. Rekord podwyżek padł chyba w Koszalinie. Zaliczka na centralne ogrzewanie u mieszkańców jednej ze spółdzielni wzrosła o 215 proc. Po podwyżce czynsz dla jednej osoby sięgnie 1,5 tys. zł. Wspólnoty i spółdzielnie tłumaczą, że podnoszą stawki, bo nie mają wyjścia. Rodzi się jednak pytanie: ile podwyżek zniosą jeszcze Polacy?

Nie ma takiej płaszczyzny, na której nie atakuje nas drożyzna. Tym razem zapukała do naszych drzwi w formie drastycznych podwyżek czynszów. - Tak źle jeszcze nie było - mówią rozmówcy Interii. Pokazują rachunki i opowiadają, ile płacą za mieszkania, a także z czego rezygnują, by nie skończyć pod mostem.

"Nie sądziłam, że moje wymarzone 'm' stanie się kamieniem u szyi"

Kiedy kilka dni temu pani Marta (imię zmienione na prośbę bohaterki) dostała maila od administratora z informacją o nowym wymiarze zaliczki, nie umiała pohamować emocji.

- Ja się najzwyczajniej w świecie popłakałam. Od 1 sierpnia mam płacić do wspólnoty 925 zł czynszu. Rok temu płaciłam 687 zł. To już trzecia podwyżka. Jeszcze w lipcu było 774  zł, czyli w ciągu miesiąca czynsz wzrósł o ponad 151 zł, a w porównaniu do ubiegłego roku o 238 zł - wylicza jednym tchem pani Marta. - I żeby to chociaż było jakieś wielkie mieszkanie - wzdycha 37-latka.

Reklama

Ale jej lokal ciężko nazwać ogromnym. - Dwa pokoje z kuchnią na warszawskiej Pradze, dokładnie 47,5 m kw. Kupiłam to mieszkanie na kredyt w 2007 roku. W życiu bym wtedy nie postawiła na to, że po latach moje wymarzone "m" stanie się kamieniem u szyi. Może trzeba było zostać w wynajmowanym? Może byłoby taniej? - zastanawia się kobieta.

Siostra pani Marty mieszka na warszawskim Ursynowie.

- Aktualnie do zapłaty mam 1,4 tys. zł miesięcznie czynszu. Ja zarabiam na rękę 5 tys. Mój chłopak 4 tys. Żłobek córki to koszt 1,7 tys. zł. Rata kredytu - 2,9 tys. zł. Mojej pensji brakuje na pokrycie tych kosztów. Z wakacji kredytowych nie skorzystamy, bo kredyt mamy we frankach - zaznacza pani Agnieszka. I dodaje: - Nie wiem, jak mamy sobie z tymi podwyżkami radzić. Zaczynam myśleć o tym, żeby to mieszkanie sprzedać.

"Za chwilę będziemy wybierać: płacimy czynsz czy kupujemy leki"

Pan Bartosz i pani Ewelina mieszkają w Gorzowie Wielkopolskim. Pół roku temu zostali rodzicami.

Ostatnie podwyżka? - 230 zł. Właśnie dobiliśmy z czynszem do 1,3 tys. zł. Za trzy osoby w mieszkaniu o powierzchni 65 metrów kwadratowych - tłumaczy pan Bartosz.  

Pani Ewelina dodaje: - Córka jest wcześniakiem. Co miesiąc wydajemy na leki, badania, rehabilitację kilkaset złotych. Za chwilę będziemy wybierać, czy płacimy czynsz, czy kupujemy leki dla córki. Z czego zrezygnować? Jak przeżyć od pierwszego do pierwszego przy takich opłatach? - pyta kobieta.

Nie ona jedna. Internet aż kipi od zirytowanych Polaków, którzy zadają pytanie "jak przeżyć?" i dzielą się w sieci opisami, a czasem zdjęciami swoich podwyżek czynszów.

Post z rekordową kwotą wrzuca pani Anna z Koszalina. Kobieta prowadzi biuro nieruchomości. Pokazuje zdjęcie, które dostała od swojej klientki. A na nim wzrost zaliczki na centralne ogrzewanie o 215 proc.

Czynsz w kwocie 1,5 tys. zł dla mieszkającej na 47 metrach kw. jednej osoby (z czego 1166 zł to wspomniana zaliczka) komentuje pan Paweł. "To nie czynsz, ale rozbój w biały dzień i na dodatek w majestacie prawa" - pisze internauta. Zgadza się z nim wielu.

"Oboje pracujemy. Pierwszy raz brakło nam na rachunki"

Pani Dorocie (imię zmienione na życzenie bohaterki - red.) długo nie przychodziło do głowy, że dwojgu pracującym ludziom może nie starczać na rachunki. Mieszka z mężem i czworgiem dzieci w Kętrzynie. On jest kierowcą, ona pracuje w sklepie. Zarabia 2,7 tys. zł na rękę.

- Nasze mieszkanie ma 58 metrów. Od maja czynsz wynosił 709 zł, teraz od 1 sierpnia wzrósł do 914 zł - opowiada kobieta.

Główny winowajca? Zaliczka na CO. - Było 159 zł miesięcznie, jest 318 zł - mówi pani Dorota. Opłata za metr kwadratowy zwiększyła się o 100 proc. Z 2,74 zł/m kw. na 5,50.

Do tego rata kredytu. Kiedyś wynosiła 560 zł, dziś dobiła do 1,2 tys. zł. Na pytanie: czy dadzą radę płacić więcej niż do tej pory, wzdycha. 

- W zeszłym miesiącu pierwszy raz brakło nam na opłaty, a do zapłaty było dużo mniej. Mamy kilka kredytów, wcześniej nie mieliśmy problemów ze spłatą, ale kiedy rata jednego wzrosła z 1,3 tys. zł na 3,6, a drugi poszybował do około tysiąca miesięcznie, nie dajemy rady. Nie stać nas nawet czasem na chleb. W tamtym miesiącu nie opłaciłam czynszu za mieszkanie, światło oraz mediów. A teraz zastanawiam się, czy jak to wszystko wyrównam, starczy mi na życie? - zastanawia się pani Dorota.

Najbardziej obawia się, że stracą mieszkanie. - Z domu wyprzedaję wszystko, co ma wartość. Jest bardzo ciężko. Oboje pracujemy tylko na kredyty oraz opłaty, a gdzie życie. Pracuję w sklepie, wiem, jak wszystko drożeje z dnia na dzień, słyszę ludzi, jak żalą się na opłaty i inne rzeczy. Szkoda słów - wzdycha Dorota.

I dodaje: - Wszyscy płaczemy i płacimy, a spółdzielnia jeszcze nie skończyła. W październiku będzie następna podwyżka za ogrzewanie.

"Wzięłam w pracy nieoprocentowaną pożyczkę. Nią opłacam czynsz i media"

Karolinie, urzędniczce z północnej Polski, po opłaceniu podniesionego czynszu i raty kredytu na życie nie zostaje prawie nic.

W internecie napisała: "Nie jestem z tych którzy się uzewnętrzniają i użalają nad sobą, ale to, co teraz się dzieje, to jakiś koszmar. Pracuję od 16. roku życia, zachciało mi się zamieszkać na swoim, mieszkanie w spółdzielni. Rata wzrosła mi razy dwa - do 3 278 zł, z tego 19 zł kapitału. Czynsz wzrósł dwukrotnie z 367 do 803 zł, nie liczę gazu i prądu. Ludzie, jak żyć? W sklepach nic nie kupisz i 100 zł nie ma. Za co mam żyć? Sąsiadka ma podobny metraż i taki sam czynsz, a ma 1,4 tys. zł emerytury. Gdzie jedzenie czy leki czy inne opłaty? Płakać mi się chce".

W rozmowie z Interią 35-latka dodaje:

- Wcześniej wynajmowałam mieszkanie, ale w zeszłym roku postanowiłam, że w końcu pójdę na swoje. Nie zarabiam kokosów, ale uzyskałam zgodę na kredyt. w którym rata wynosiła tyle, co najem. Opłaty, kredyt, jedzenie i drobne przyjemności, nie żyję rozrzutnie, więc starczyło mi od pierwszego do pierwszego. Ale to, co się teraz dzieje, przeszło moje najśmielsze wyobrażenie. Kredy wzrósł mi dwukrotnie, opłaty za media i czynsz także - opowiada Karolina.

Jak sobie radzi? - W pracy wzięłam nieoprocentowaną pożyczkę i nią opłacam czynsz i media. Powiem wprost: nie starcza mi już na jedzenie czy chemię, o nowych ubraniach czy przyjemnościach nie ma mowy. Samochód nie jest używany, na opłacenie przeglądu, którego termin wypadł mi w tym miesiącu, pożyczyłam od swojego kierownika. Nawet nie wyobraża sobie pani, jaki dla mnie to wstyd - dodaje kobieta.

Zarządcy nieruchomości: Jak mamy nie podnieść czynszu?

Spółdzielnie i zarządcy tłumaczą jednym głosem: wzrost cen nie jest zależny od nas. Wynika z nowych taryf dostawców, podwyżek cen ciepła, energii czy wzrostu płac minimalnych. Słowem: z wszystkiego.

- To nie jest nasz wymysł. My jesteśmy uzależnieni m.in. od energetyki cieplnej, a to jest w tej chwili największy problem - mówi Ilona Łosińska, właścicielka firmy zarządzającej nieruchomościami Promac z Wrześni. - Co miesiąc otrzymujemy faktury za ciepło, wodę, za gaz. Nie jesteśmy w stanie bazować na tych stawkach, jakie mieliśmy do tej pory. Musimy podnosić opłaty czynszowe.

Ilona Łosińska szacuje, że podwyżki sięgają 20 proc. Ale zaznacza, że nie wszędzie. - Wiele zależy np. od lokalizacji węzła cieplnego. Dlatego, jak liczyliśmy, niektóre podwyżki mogą sięgać nawet 40 proc. Dla mieszkańców to cios - mówi właścicielka firmy Promac. Żeby nie dobijać mieszkańców, podnosząc zaliczki na media i ciepło, nie zwiększa stawki funduszu remontowego. - Ale to z pewnością odbije się po latach na kondycji budynków - dodaje administratorka z Wrześni.

Michał, zarządca nieruchomości z Warszawy, tłumaczy:  - We wspólnotach są dwa główne czynniki, które motywują podwyżki - media i czynnik ludzki. 80 proc. obsługi wspólnot: sprzątanie, ochrona, konserwacja, administrowanie to są ludzie. Podwyżka ich pensji nie może zostać bez wpływu na stawkę czynszu - tłumaczy zarządca.

Wylicza: - Na dużych osiedlach mamy po czworo sprzątających. Do tego dwóch pracowników na zmianie w ochronie, czyli jeśli mamy trzy zmiany, to mamy sześć osób. Jeśli ich pensja wzrasta, załóżmy, o 500 zł, to już jest przynajmniej 5 tys. zł miesięcznie. W skali roku to daje 60 tys. na jednym osiedlu - zaznacza pan Michał. Do tego dochodzą tak prozaiczne kwestie jak cena środków do sprzątania. A zdrożało wszystko. Od płynu po mopa.

Lwią część podwyżek zabiera energia. - Stawka za megawatogodzinę wynosiła 460 zł. Obecnie otrzymujemy oferty powyżej 2 tys. zł za MWh. I to mówimy o kwotach netto, do tego jeszcze trzeba dodać VAT - podkreśla pan Michał.

Rachunek nie jest skomplikowany. - Jeśli wspólnota miała fakturę za prąd na 10 tys. zł miesięcznie, to teraz będzie miała na ponad 43 tys. zł. I właściciele mieszkań muszą się na to złożyć. Bo wyjścia nie ma - zaznacza zarządca.

Recepta na ciężkie czasy? Nie ma. "Niektórzy nie mają szans, by to udźwignąć"

- Prognozy nie są optymistyczne. Tak ciężkich czasów jeszcze nie było. Jeśli chodzi o najbliższe 2,5 roku do trzech lat, ja tutaj nie widzę żadnego światełka w tunelu - ocenia Ilona Łosińska.

Od połowy lipca Urząd Regulacji Energetyki przestrzega, że wzrost taryf za energię na 2023 rok może być bezprecedensowy. Jak informował prezes URE, rachunki gospodarstw domowych mogą wzrosnąć nawet o kilkadziesiąt procent.

- Jako zarządca mam duże obawy, że po podwyżkach mieszkańcy przestaną nam wnosić opłaty w terminie. Bo podwyżki są drastyczne. Niektóre gospodarstwa są to gospodarstwa jednoosobowe. Jeśli starsza osoba ma dochód 1,7 - 1,8 tys. zł, a za mieszkanie ma zapłacić 1,2 tys. zł, to o czym my rozmawiamy? Nie ma szans, żeby to udźwignąć - mówi Ilona Łosińska, właścicielka firmy zarządzającej nieruchomościami Promac z Wrześni.

Moi rozmówcy nie kryją, że długo tak rady nie dadzą.

- Jeżeli pensje nie pójdą w górę, zmuszona będę sprzedać samochód, aby móc w następnych miesiącach opłacać czynsz - opowiada pani Karolina. Jeśli to nie pomoże, rozważa rezygnację z obecnej pracy i wyjazd za granicę. - To chyba jedyna opcja: wynająć obecne moje wymarzone mieszkanie, aby choć trochę pokryć koszty kredytu - wzdycha.

- Słowo honoru, te opłaty "zabiją" rodziny. Wielu moich znajomych rezygnuje ze stałej pracy w kraju, zostawia rodziny i wyrusza za granicę za pracą. Też się nad tym zastanawiam, ale mąż mnie powstrzymuje ze względu na dzieci - dodaje Dorota.

Irmina Brachacz

Irmina.brachacz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy