"The Washington Post": Koniec mody na wąsa? I bardzo dobrze
Nie zrozumcie mnie źle: kocham wąsy. Jestem ich dumnym właścicielem od niemal dwóch dekad. Ten długi związek - z wszystkimi przeciwnościami losu - jest również powodem, dla którego tak bardzo męczy mnie już ich oglądanie.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. Co piątek w ramach cyklu "Interia Bliżej Świata" publikujemy najciekawsze teksty opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik "The Washington Post", z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
Mężczyźni paradujący po czerwonym dywanie na tegorocznej gali wręczenia nagród Emmy nie pokazali niczego niezapomnianego, ale zaprezentowali coś, co postrzegam jako pozytywny znak: zauważalny spadek popularności wąsów.
Poza stylowymi wyjątkami takimi jak u prowadzącego program "Traitors" (pol. Zdrajcy) i laureata Emmy Alana Cumminga czy Matty'ego Mathesona z serialu "The Bear", wąsy zdawały się nieobecne na ceremonii.
Nie chcę się cieszyć przedwcześnie, ale czy wąsy znalazły się w odwrocie?
Znak rozpoznawczy mężczyzny
Nie zrozumcie mnie źle: kocham wąsy. Jestem ich dumnym właścicielem od niemal dwóch dekad. Ten długi związek - z wszystkimi przeciwnościami losu - jest również powodem, dla którego tak bardzo męczy mnie już ich oglądanie. (Zwłaszcza na was, nie na mnie).
Wąsy przez długi czas były na marginesie akceptacji w męskiej modzie z wyjątkiem sporadycznych przypadków policjantów i gwiazd filmów dla dorosłych grających policjantów. Przeszły jednak, na skutek splotu różnych czynników, z zarostu będącego odpowiednikiem długiego myślnika w tekście - zbyt rzucającym się w oczy i dziwnie podejrzanym - w znak rozpoznawczy każdego współczesnego gościa.
Nie jest jasne, gdzie i kiedy zaczęła się ta zmiana, ale mam na to swoje własne teorie. A właściwie jedną teorię.
W 2017 roku imponujący wąs wychodowany przez Henry'ego Cavilla do filmu "Mission: Impossible - Fallout" zgodnie z umową musiał być obecny na twarzy aktora, gdy Joss Whedon w kontrowersyjnych okolicznościach przeprowadzał ponowne zdjęcia do filmu "Liga Sprawiedliwości". W efekcie Superman miał okropnie powiększone za pomocą CGI usta, co kosztowało Warner Bros 3 miliony dolarów i (według Cavilla) niemal pogrzebało jego karierę. Jeśli kiedykolwiek widzieliście reakcję małego dziecka na to, jak jego ojciec ogoli brodę i zmieni się w ohydnego i przerażającego potwora, to możecie mieć jako takie wyobrażenie, jak widzowie zareagowali na sztucznie ogolonego Supermana.

Uważam, że ta zbiorowa reakcja rozpoczęła zwrot w podejściu do wąsów. Niedługo po tej "aferze" aktorzy tacy jak Miles Teller, Zac Efron czy Jacob Elordi zaczęli przemycać własne wąsy do filmów i na czerwone dywany, czasem nawet prezentując wąsy i brodę wzorowane na piosenkarzu country Morganie Wallenie.
Czy każdy mężczyzna wygląda lepiej z wąsami?
Przenieśmy się do dnia dzisiejszego, a zobaczymy, że Timothee Chalamet lubi nosić ledwo widoczny wąsik. Podobnie delikatny wąsik noszą aktorzy tacy jak Jack Innanen czy Charles Melton. Jest on czasami określany jako "wąs playboya".

Popularna z niewytłumaczalnych powodów gwiazda pop i wykonawca salt w tył Benson Boone nosi luźne wąsy, które wyglądają jak wyciągnięte z książki pamiątkowej drużyny hokejowej z lat 70. Z kolei wąsy Pedro Pascala są nieodłącznym elementem jego twarzy, jego iskrą.

Pascal wraz z Donaldem Gloverem skłonili magazyn GQ do zapytania na głos: "Czy każdy mężczyzna wygląda lepiej z wąsami"? Mężczyźni zdawali się poświęcać ostatnie dwa lata na sprawdzanie tego. Wąsy stały się normą u podcasterów takich Anthony Fantono czy Alex O'Connor, komików: Shane'a Gillisa i Stavrosa Halkiasa oraz u połączenia tych dwóch grup w postaci Andrew Schulza i Marca Marona. Rozprzestrzeniły się w manosoferze.
Wąsy ponownie zaznaczyły swoją obecność na ekranach, wywołując dramatyczny efekt, między innymi dzięki aktorowi Tramellowi Tillmanowi z serialu "Rozdzielenie", w którym makiaweliczny menedżer średniego szczebla Milchick nosi wąsy, które stanowią kontrast dla bardziej dzikiego zarostu jego podwładnego, Irvinga Bailiffa granego przez Johna Turturro. Obie postacie czerpią ze swoich wąsów nieograniczone pokłady seksapilu. (W podobny sposób Ned Flanders w kombinezonie śnieżnym rozpraszał Homera Simpsona).
Wpływ wąsów na męskość został dostrzeżony już w czasach wiktoriańskich, gdy Królewska Armia wprowadziła obowiązek posiadania wąsów na mocy rozporządzenia królewskiego numer 1695, które mówiło: "włosy na głowie będą krótkie. Broda i włosy pod wargą zostaną zgolone, ale nie włosy nad wargą...".
Niedługo później to wszystko uległo zmianie, a wąsy zaczęły raczej kojarzyć się z nikczemnością niż z bohaterstwem, zdradzieckością, a nie z cnotą, zniewieściałością zamiast z męską szorstkością. Stały się również podstawowym elementem sztuki gejowskiej.
Wąsy niedługo wrócą. U większości mężczyzn jednak tylko na chwilę
Być może dlatego byłem tak nieśmiały, gdy na skutek wypadku przy goleniu zostałem z moimi pierwszymi wąsami. Po tym jak w latach 90. wszędzie obecne były kozie bródki i tzw. soul-patch, a metroseksualne nakazy z początku XXI wieku przekonały amerykańskich mężczyzn, by codziennie się golili, używając do tego różnego rodzaju kremów, balsamów i toników, po prostu nikt nie miał ochoty nosić wąsów w czasie, gdy ja się na nie zdecydowałem. Nawet Alex Trebek zgolił swoje do 2001 roku. Ja jednak postanowiłem je zachować.
Nie do końca wiedziałem, na co się piszę - na mieszankę żartów i mrugnięć okiem. Jakoś jednak działały. Pewnego Halloween podczas zakupów w supermarkecie jeden z mężczyzn pochwalił mój kostium Freddy'ego Mercury'ego, którego na sobie nie miałem.
Wiele lat później moje wąsy przestały być już wyborem stylistycznym, a stały się raczej cechą mojej twarzy. Nie pamiętam już, jak wygląda moja górna warga i nie mam zamiaru sobie tego przypominać.
Mam nawet wąsate cele na przyszłość inspirowane wspaniałymi wąsami z przeszłości, zwłaszcza tymi idealnymi z późnej epoki wiktoriańskiej, gdy wąsy były na tyle istotne, że sprzedawano do nich nawet specjalne łyżeczki.
Pomyślcie chociażby o francuskim kompozytorze Gabrielu Faurze, którego bielutkie kępki przypominały kły. Albo o włoskim kompozytorze Ruggero Leoncavallo, którego wąsy sprawiały wrażenie, jakby jego twarz była wiecznie noszona przez kruka. Albo o angielskim kompozytorze Edwardzie Elgarze, którego krzaczaste wąsy przypominały strzechę.
Bo widzicie, wąsy nie mają wpasowywać się do trendów. To długotrwała i bardzo ryzykowna inwestycja. To dowód osiągnięć i oznaka zaangażowania. One nie rosną tak po prostu, na nie trzeba zapracować.
Za kilka tygodni nadejdzie tzw. movember - coroczna (obecnie globalna) inicjatywy charytatywna odbywająca się już od 22 lat, zachęcająca tysiące mężczyzn do zapuszczania wąsów, by zbierać pieniądze na ochronę zdrowia mężczyzn. Zastanawiam się, czy nie będzie to oficjalny koniec tej ery dziwnego, gwałtownego wzrostu popularności wąsów.
Przygotujcie się, że jeszcze raz w przestrzeni publicznej pojawią się amatorskie wąsy, ale gdy miesiąc dobiegnie końca, doceńcie te, które zostaną. Te wąsy należą do mężczyzn będących na początku długiej, satysfakcjonującej, ale czasem też samotnej podróży - takiej, która wymaga zachowania zimnej krwi.
Tekst przetłumaczony z "The Washington Post".
Autor: Michael Brodeur
Tłumaczenie: Krzysztof Ryncarz









