Początek upadku. Jak rodzinna awantura zdecydowała o losach Polski
Na posiedzeniu sejmu w 1696 roku biskup poznański pokropił posłów wodą święconą. W ten sposób chciał zaradzić kłótniom, które wtedy wstrząsnęły opinią publiczną. Po części duchowny cel osiągnął, bo posłowie rozbawieni jego zachowaniem na moment przestali na siebie wrzeszczeć. Jednak krótko później doszło do wydarzeń, które zaprowadziły Rzeczpospolitą do przepaści.

Powyższa anegdota dotyczy sejmu konwokacyjnego. W I Rzeczpospolitej był instytucją, na której ustalano pretendentów do tronu po śmierci monarchy. Nad Wisłą opłakiwano wtedy Jana III Sobieskiego.
Tryumfator bitwy wiedeńskiej, osławiony jako wybitny dowódca, przeszedł do historii przede wszystkim dzięki zatrzymaniu armii muzułmańskiej w pochodzie na Europę. Był też sprawnym zarządcą, Rzeczpospolita w znacznej mierze jemu zawdzięczała odbudowę po potopie szwedzkim. Król zabezpieczył wschodnią granicę, próbował - choć ostatecznie nieskutecznie - wpływać na przyszłość Prus Książęcych i Mołdawii.
Pod koniec XVII wieku po raz ostatni przed rozbiorami Rzeczpospolita, na miarę swoich już znacznie ograniczonych możliwości, próbowała wpływać na losy państw ościennych. Jan III przez historyków jest praktycznie bezsprzecznie oceniany pozytywnie. Król był władcą, który "nadludzkim wysiłkiem podnosił ducha publicznego" - pisał o nim Władysław Konopczyński.
Dobre oceny były również udziałem decydentów z epoki, a pierwszym planem jeszcze przed śmiercią króla było utrzymanie dynastii Sobieskich w osobie królewicza Jakuba Ludwika.
Syn bez charyzmy, matka z ambicjami
Dla pierworodnego króla Jana historycy nie byli już tak łaskawi. "Niewysoki, chuderlawy, o nieciekawej urodzie, nie posiadał nawet niewielkiej cząstki jego charyzmy i zdolności" - pisał o Jakubie Sławomir Leśniewski w biografii króla "Sobieski. Lew, który zapłakał".
Jednak Paweł Jasienica w "Dziejach agonii" zwracał uwagę, że ten "mały i szary człowieczek nie wymyśliłby prochu ani nie odmieniłby stosunków. Jednakże nie sprowokowałby zapewne państwa do skoku w przepaść". W 1696 roku posłowie zdecydowali inaczej i pozbawili Jakuba szans na koronę.
By wyjaśnić dlaczego tak się stało, musimy zatrzymać się przy postaci matki Jakuba i ukochanej żonie Jana III. Maria Kazimiera d'Arquien, nazywana u nas Marysieńką, znana jest współcześnie przede wszystkim z listów miłosnych do męża i miejsc historycznie związanych z jej imieniem, jak chociażby nieistniejące już pierwsze warszawskie centrum handlowe - Marywil.
Z tych wspomnień powstaje wyobrażenie kochającej żony, troszczącej się o losy rodziny i jako królowej - losy Rzeczpospolitej. Nie do końca tak było. Tuż po śmierci króla Jana opinią publiczną wstrząsnął spór pomiędzy Jakubem i Marysieńką i właśnie ta awantura była głównym tematem wspomnianego sejmu konwokacyjnego.
Najdłuższe bezkrólewie
Konopczyński bezkrólewie 1696-1697 określił jako "najdłuższe i najniemoralniejsze" w naszych dziejach. W jego ocenie okres ten ujawnił dezorientację polityczną społeczeństwa i zanik ducha politycznego w warunkach nieustannych "intryg cudzoziemskich".
Zaczęło się od kłótni owdowiałej królowej i królewicza o majątek po zmarłym Janie. Konopczyński wskazywał, że Jakub "opinię niezależną odstręczył nietaktem i chciwością". Z kolei Jasienica wspomina, iż to Marysieńka była tak nieufna, że kiedy Jan zmarł, nie chciała wydać synowi klejnotów koronacyjnych ojca, by ten bezprawnie nie ogłosił się królem. Wtedy miałby większe możliwości przejęcia majątku po ojcu.
Syn i matka kłócili się nie tylko o warszawskie posiadłości Sobieskich jak Wilanów czy Marywil. Bardzo ważna w tym sporze była Żółkiew - stolica ziemiańskich interesów króla Jana, którego bogactwo opierało się przede wszystkim na prywatnych, bardzo rozległych dobrach ziemskich.
Zatem w momencie sejmu konwokacyjnego Jakub był automatycznie osłabiony, bo jak podkreśla Jasienica - matka "poskąpiła na popieranie kandydatury Jakuba". Były to czasy, kiedy w czasie elekcji rozsądek decydował w najmniejszym stopniu. Ważniejsze były obiecywane frukta, stanowiska czy mówiąc najprościej - pieniądze.
Francuska gra Marysieńki
Elekcji w Polsce uważnie przyglądały się konkurencyjne wobec siebie Austria i Francja, które postrzegały Rzeczpospolitą jako potencjalny bastion sojuszniczy w walce z najważniejszym wrogiem. W procesie dyplomatycznych zabiegów uczestniczyła również Marysieńka, jako rodowita Francuzka. Sprawa zapowiadała się dobrze, bo królowa miała opinię energicznej i "wściekle ambitnej".
Tyle, że jak wskazaliśmy, nie po drodze było jej z własnym synem. Wyjechała do Gdańska, przez który przechodziła poczta dyplomatyczna z Francji. Przechwytywała ją i wysyłała ambasadorowi do Warszawy puste koperty. Królowa-wdowa miała swój plan.
Według Jasienicy interesowały ją wyłącznie dwie rzeczy. Pierwszą opcją było wyjść za mąż po raz trzeci i pozostać na tronie. Drugą - wyjechać z Rzeczpospolitej i zabrać ze sobą skarby Jana. W tym przypadku przeszkodą był Jakub, więc Marysieńce zależało na osłabieniu syna.
Na rodzinnej awanturze zyskały wpływowe rody tradycyjnie przeciwne Sobieskim - Lubomirscy i Sapiehowie. Udało się im podzielić brać sejmową tak, że spora część izby zaczęła się domagać wyjazdu Marysieńki z Warszawy. Dopięli swego. Królowa wyjechała ze stolicy. Z przyjętych przez nią opcji pozostał jedynie drugi plan.
Najbardziej "warcholska" elekcja
Z rywalizacji o koronę odpadł też osłabiony Jakub. Francja w końcu udzieliła poparcia rodowitym Francuzom. Elekcję nowego władcy wyznaczono na rok 1697 i do wyścigu o polski tron stanęli dwaj książęta francuscy i kilkunastu niemieckich.
Jasienica opisuje tamtą elekcję jako "warcholską jak nigdy jeszcze, sprzedajną, łajdacką" i co najważniejsze "bezapelacyjnie rozstrzygającą o przyszłych losach Rzeczpospolitej". Warunki, w jakich był wybierany król, bez polskiego kandydata, to temat na kolejną opowieść, bo na skutek zabiegów dyplomatycznych, wykorzystania wojska i zwyczajnego przekupstwa, następcą Jana III został wtedy elektor saski August, co zapoczątkowało w Polsce rządy niemieckiej dynastii Wettynów.
Jakubowi nie udało się zdobyć korony, mimo jeszcze kilku podejmowanych prób. Marysieńka w 1699 roku wyjechała do Rzymu.










