Zaginiony dokument mógł zmienić historię. Polacy nigdy nie oddali go Rosji
Marzec 1635 roku. Do Warszawy przybywa moskiewskie poselstwo z misją najwyższej wagi - odzyskać dokument, który dla Rosjan był symbolem największego upokorzenia w dziejach. Polacy obiecali go oddać. Problem w tym, że bezcenny rękopis tajemniczo zniknął. Przyglądamy się dziejom aktu czyniącego polskiego królewicza rosyjskim carem.

Dyplomaci ze Wschodu mieli sfinalizować ostatni punkt pokoju między carem i Rzeczpospolitą Obojga Narodów. W zasadzie chodziło o zwrot pojedynczego dokumentu. Dla Rosji jednak na tyle ważnego, że na czele delegacji stanął gubernator suzdalski, kniaź Aleksiej Michajłowicz Lwow.
Wspomniany pokój to układ z 1634 roku, zawarty w Polanowie nad Wiaźmą (w obwodzie smoleńskim), który kończył dwuletnią wojnę pomiędzy Rzeczpospolitą i Carstwem Rosyjskim. W rzeczywistości porozumienie było podsumowaniem nie tylko tego konfliktu, ale wszystkich starć obu państw z pierwszej połowy XVII wieku.
Natomiast wspomniany dokument liczył wtedy już ponad 20 lat. Sporządzono go w 1610 roku pod murami Moskwy i ten kawałek papieru był formalnym potwierdzeniem stanu prawnego, którego zakończenie jest dla współczesnych Rosjan świętem narodowym.
W całej historii Rosji nie ma drugiego dokumentu, który tak bardzo upokarzałby moskiewskie państwo. Jak wspominaliśmy, Polacy zobowiązali się ważny papier oddać. Problem w tym, że gdy kniaź Lwow dotarł do Warszawy, polscy senatorowie oświadczyli, iż dokument zniknął.
Moskwa w chaosie - czas wielkiej smuty
Na tym etapie nasza opowieść może wydawać się już nieco zagmatwana, dlatego zacznijmy od początku. Pod koniec XVI wieku w Rosji rozpoczął się okres tzw. wielkiej smuty. Po śmierci ostatniego cara z dynastii Rurykowiczów pojawiali się uzurpatorzy, którzy starali się utrzymać władzę.
Rządzili krwawo i brutalnie, Rosji zagrażały zagraniczne interwencje państw, również Polski i Litwy, które inwestowały w obsadzenie na Kremlu przyjaznego im uzurpatora. Do tego kraj trawiły klęski żywiołowe. Okres wielkiej smuty nadaje się na osobną, bardzo długą opowieść. Dla nas ważny jest rok 1606, kiedy władzę przejął Wasyl Szujski.
W Rosji toczyła się wówczas w zasadzie wojna domowa oddziałów Wasyla i przeciwników wspieranych przez szlachtę z Rzeczpospolitej. Kiedy Wasyl zdał sobie sprawę, że pertraktacje z Polską nie przynoszą rezultatów i polski król tak naprawdę nie zaakceptuje jego rządów, postanowił dogadać się ze Szwecją.
To już był scenariusz niebezpieczny dla Rzeczpospolitej, przeciwko której wystąpiłyby siły dwóch, wielkich wtedy państw. Nasz król - Zygmunt III Waza - zdecydował się na interwencję i w 1609 roku rozpoczęła się rzeczywista wojna polsko-rosyjska.
Hetman Żółkiewski na Kremlu
Początkowo wojskom Wasyla szło dobrze, pokonywali kolejne oddziały buntowników. Jednak w lipcu 1610 roku carskie siły zostały rozgromione przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego w bitwie pod Kłuszynem. Szwedzi w obliczu klęski Wasyla zerwali z nim układy, a Polacy mieli otwartą drogę na Moskwę.
Wtedy najpierw pod Smoleńskiem, a później pod Moskwą podpisano dwa dokumenty, zgodnie z którymi nowym carem miał zostać królewicz Władysław - syn Zygmunta III. Podpisywał je Żółkiewski z bojarami, czyli polityczną elitą carstwa, która współuczestniczyła w rządzeniu państwem. Dokładną treść umowy moskiewskiej znamy dzięki pamiętnikom hetmana oraz kopii pisma.
Czytamy w nim, że hetman oraz wszystkie warstwy społeczne z bojarami i cerkwią na czele, zobowiązują się by:
"Posłać i bić czołem do Najjaśniejszego Wielkiego Zygmunta króla, i do syna Jego Królewskiej Mości, do królewicza Najjaśniejszego Władysława Zygmuntowicza, żeby na moskiewskie i na wszytkie wielkie hospodarstwa rosyjskie, syna swego Najjaśniejszego Władysława królewicza dał, co święciejszy Hermogen patriarcha moskiewski (...) wszytek oświecony sobór Boga prosi i hospodara Władysława królewicza na rosyjskie hospodarstwo chcą z radością".
Był to de facto akt elekcji Władysława na cara. Jednocześnie polskie wojska zajęły Moskwę, Kreml i uwięziły cara Wasyla wraz z jego braćmi. Szujscy uznali królewicza za władcę, następnie zostali przewiezieni do Warszawy, gdzie złożyli hołd polskiemu królowi.

Bojarzy domagali się, by koronacja Władysława odbyła się w obrzędzie prawosławnym. Warunek nie podobał się królowi. W końcu Zygmunt podjął grę, która nie mogła być przychylnie przyjęta w Moskwie.
"Przyszła od Zygmunta instrukcja wywracająca wszystko. Król sam chciał być carem i w tym kierunku kazał działać" - pisał Władysław Konopczyński w "Dziejach Polski nowożytnej". Hetman próbował jeszcze pertraktować, ale równolegle Szwedzi wysunęli swojego kandydata do tronu.
W całym tym zamieszaniu w końcu doszło do powstania, które - mimo prób odsieczy z Polsk - skutecznie oblegało Moskwę. W 1612 roku doprowadziło do upadku polskiej załogi na Kremlu. Stało się to 7 listopada. Od 2005 roku, w rocznicę wypędzenia polskiej załogi, w Rosji obchodzony jest Dzień Jedności Narodowej.
Po pozbyciu się Polaków w Moskwie obrano nowego cara - Michała, który zapoczątkował panującą przez 300 lat dynastię Romanowów.
Rozejm, wojna i triumf Władysława
Wojna polsko-rosyjska zakończyła się w 1618 rozejmem w Dywilinie, który przyznawał Rzeczpospolitej ziemię smoleńską, siewierską i czernihowską. Na 14 lat między Polską i Rosją zapanował pokój.
Jednak w 1632 roku zmarł Zygmunt III. Car Michał postanowił wykorzystać moment słabości Rzeczpospolitej i niepewności, z jaką wiązało się chwilowe bezkrólewie. Mimo że w naszej historii nie brakuje elekcji burzliwych i kontrowersyjnych, tym razem wszystko przebiegło wyjątkowo sprawnie. 8 listopada królewicz Władysław został obrany królem.
Car chciał zagarnąć Smoleńsk przyznany Polsce na mocy wcześniejszego porozumienia. Jego wojska oblegały miasto przez dwa lata. Król Władysław zebrał wojsko i ruszył na wschód. Historyk Adam Kersten zalicza tę kampanię do najlepiej przeprowadzonych przedsięwzięć wojennych w naszej historii.
Kiedy Władysław dotarł z wojskiem w rejon walk, sytuacja zmieniła się w ciągu miesiąca. Rosjanie musieli się poddać. Po raz kolejny Rzeczpospolita rozgromiła wojska carskie. Jednak tym razem król nie miał zamiaru maszerować na Moskwę. Ambicje Władysława zmierzały w innym kierunku.
Pokój polanowski i zaginiony akt
Nowy król "wolał porozumieć się z pokonanym wrogiem i w jego towarzystwie ruszyć po koronę umiłowanej Szwecji" - pisał Paweł Jasienica w "Srebrnym wieku". W Polanowie zawarto porozumienie, które utwierdzało zdobycze z Dywilina "po wieczne czasy".
Terytorium Rzeczpospolitej osiągnęło wówczas rozmiary blisko miliona kilometrów kwadratowych. Historyk Władysław Godziszewski wskazuje, że z perspektywy cara ważniejsze było zrzeczenie się przez Władysława carskiego tytułu.
Potwierdzeniem miało być właśnie oddanie Rosjanom aktu elekcji. Wróćmy więc do marca 1635 roku, kiedy kniaź Lwow przybył do Warszawy. Jasienica przytacza w swojej książce relację, według której gdy kniaź dowiedział się, że dokumentu nie odzyska, "jak piorunem uderzony zdrętwiał i zbledniał", po czym zarzucił Polakom krzywoprzysięstwo.
Co się stało z dokumentem? Nie wiadomo. Istnieje w zasadzie jedna relacja, według której kiedy papier zobaczył w 1610 roku Zygmunt III, przypomnijmy - niezadowolony z ówczesnych żądań bojarów, "dyploma ze wzgardą odrzucił" i od tamtej pory przepadł wszelki ślad po tym akcie.
By udobruchać cara i rosyjskie poselstwo, król Władysław uroczyście przysiągł w katedrze św. Jana, że zrzeka się carskiego tytułu. Ostatecznie ze szwedzkich ambicji Władysława wyszło niewiele, ale pokój polanowski zapewnił 20 lat spokoju na wschodniej granicy. Sam Smoleńsk przeszedł ponownie we władanie Rosji w 1667 roku.











