Reklama

Reklama

Rtęć w rzekach, czyli marzenia o kataklizmie

- Zła wiadomość to dobra wiadomość - tę zasadę zna każdy, kto choć trochę czasu przepracował w mediach. Jeśli z kolei ktoś był choć trochę czasu opozycyjnym politykiem, nauczył się innej zasady: - im gorzej tym lepiej. Tyle, że kreowanie, tworzenie wirtualnych tragedii, prześladowań i zdrad przez polityków i dziennikarzy związanych z formacją niegdyś rządzącą przybiera formę karykaturalną. A wtedy jakakolwiek krytyka władzy, nawet uzasadniona, tonie w bajorze radykalizmu.

A więc początkowo było tak, że Odrę zatruła rtęć. Nieoceniony w takich sytuacjach były premier Tusk ogłosił nawet, że PiS jest generalnie taką rtęcią co truje całą Polskę. Rtęć w rzece wiadomo, brzmi fatalnie. Ryby zakażone rtęcią. Wymarły świat. To już niemal rzeczywistość rodem ze straszliwej "Drogi" wielkiego pisarza Cormaca McCarthy’ego, gdzie przecież ludzkie grzechy pogrążyły świat w ogniu zagłady, a martwymi rzekami płynęły cienie pstrągów istniejące już tylko w ludzkiej wyobraźni i pamięci. Krótka nowela stała się kanwą wielu produkcji, także choćby Netflixowego "Deszczu". A teraz mamy egzemplifikację. Do tego wszystkiego PiS doprowadził.

Reklama

Już na początku ich rządów gazeta, której "nie jest wszystko jedno", publikowała instruktaże, jak zachować się podczas aresztowania, jak nie dać się złamać podczas sadystycznych przesłuchań, jak zamienić mieszkanie w konspiracyjną dziuplę. Ta część społeczeństwa, która poszła za tą radą, musi czuć się nieco rozczarowana. Miał być totalitaryzm, kazamaty, druk podziemny i zamachy na znienawidzonych funkcjonariuszy reżimu, a mamy koniec świata. Jak się okazuje, oprócz wacików i aspiryn należało gromadzić konserwy i drążyć bunkry, by przetrwać jako ostatni w świecie zatrutym przez rtęć władzy.

Maszynka do betonu

Śmiem twierdzić, że ta narracja nie wszystkich przekona. Oczywiście ma ona pewien sens jako ubijanie betonu - czynność ważna dla dwóch największych formacji, przy czym w przypadku Donalda Tuska urastająca do życiowego hobby, spełnienia i chyba już jedynego celu tego w końcu całkiem doświadczonego polityka. Jest to zasada mówiąca, że końcu wszystko się przylepi. W swoim czasie w końcu publicyści i politycy związani ze środowiskiem dawnego obozu władzy przekonywali, że Kaczyński czy Macierewicz są... rosyjskimi agentami wpływu. Nie przeszkadzało im w tym to, że chwilę wcześniej ich zdaniem przecież ci "oszalali nienawistnicy" mieli chcieć rozpętać wojnę z Rosją za katastrofę smoleńską. Ustroje się nad Wisłą zmieniają zasada zmiennej "prawdy etapu" pozostaje niezmienna.

Niewątpliwie dzięki tej narracji beton stał się jeszcze twardszy. Druga strona znalazła w niej istotne dziury, przede wszystkim związane z tezą o zatruciu Odry rtęcią i przestąpiła do kontrataku. Politycy i dziennikarze tkwiący w swojej twitterowej grze komputerowej okopali się na swoich pozycjach i grzeją do przeciwników. Jedni mają dziesiątki martwych ryb, skomplikowane i dość wątpliwe tłumaczenia zależności pomiędzy solą a rtęcią, a także błyskotliwy bon mot, że lepsza Polak od Moskwy nawiązujący do nazwisk dwóch wypowiadających się z dwóch stron w sprawie decydentek. Drudzy mają pod orędziem całkiem sporo nieścisłości przeciwników, niezrozumienie wypowiedzi niemieckich polityków, a także fakt, że podobne zjawiska zaszły w dwóch innych wielkich rzekach położonych w Niemczech.

Kaczyński z rtęcią

Mówiąc krótko: jedni i drudzy dobrze się bawią, tyle, że chyba mamy do czynienia z autentycznym problemem dotyczącym naszego regionu. Dobrze by było całościowo go rozeznać, choć przyznam szczerze, że kwestia Odry bardziej mnie zajmuje niż kwestia Renu czy Łaby. Problemem, w sprawie którego chciałbym mieć do czynienia z rzetelną analizą, a nie narracją. Niestety, uwzględniając fakt, że w dzisiejszej Polsce spór politycznych ogarnął już nie tylko aktorów czy urzędników, ale i sędziów oraz naukowców, obawiam się, że wynik badania problemów Odry będzie wynikał z poglądów piszącego. A w przypadku ekspertyz międzynarodowych z tego czy ekspert sprzyja Polsce, Niemcom lub innemu krajowi.

W ostatnim czasie tematem wierutnej, narodowej kłótni stały się inwestycje, takie jak budowa granicznego płotu na ewidentnie zagrożonej granicy albo z całym szacunkiem dla naszego geniuszu planistycznego i rozmachu - krótki kanał przez wąski półwysep, połączenie dwóch spółek, lotnisko, które być może powstanie. Kiedyś w Polsce zbudowano wielkie portowe miasto - Gdynię. Zaczęła je ekipa polityczna rządząca do zamachu majowego, skończyli jej wrogowie, którzy przejęli przemocą władzę. Jedni i drudzy się nienawidzili, ale dla jednych i drugich było jasne, że Gdynia musi powstać. Nikt planu budowy miasta nie negował. W dzisiejszej Polsce opozycja okrzyknęłaby Gdynię najbardziej zbrodniczym aktem totalitaryzmu. Szczęśliwie Gdynię już mamy, ale - powtarzam - miło by było, gdybyśmy wiedzieli, dlaczego ryby w Odrze zdychają, bo teorie, że w górnym biegu rzekę trują osobiście Tusk lub Kaczyński do mnie nie przemawiają. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy