Reklama

Reklama

Rząd szykuje zmiany w prawie: legalne schrony zamiast piwniczek na wino

Ze względu na agresję Rosji wzrosło zainteresowanie przydomowymi schronami. Jak dowiedziała się Interia, Ministerstwo Rozwoju i Technologii pracuje nad ustawą, która w przyszłości m.in. pozwoli tworzyć takie obiekty bez pozwolenia na budowę. Polacy nie chcą jednak czekać i biorą sprawy we własne ręce, zamawiając fortyfikacje w swoich ogródkach. Formalnie to piwniczki na wino. – Powinniśmy myśleć o schronach, zwłaszcza w kontekście całego społeczeństwa – podnosi prof. Zbigniew Szcześniak, konstruktor i fortyfikator z Wojskowej Akademii Technicznej.

O tym, że w Polsce trudno znaleźć schron z prawdziwego zdarzenia, pisaliśmy już w drugiej połowie marca. Obecnie najlepsze są często zaniedbane obiekty z czasów PRL, a nawet poniemieckie schrony sprzed stu lat. Indywidualnie, znajdziemy też odpowiednio przystosowane nieruchomości z lat 90., jednak w wolnej Polsce, zwłaszcza na rynku cywilnym, inżynierowie porzucili wzmacniane konstrukcje. Nie bez powodu.

- Jeszcze na początku lat 90., ludzie byli przyzwyczajeni, żeby myśleć o swoim bezpieczeństwie w szerszym kontekście. Mówię to jako współkonstruktor pierwszej linii metra warszawskiego, metro-schronu - powiedział Interii prof. Szcześniak. - Inżynierowie wiedzieli wtedy, że nawet kiedy projektuje się przejście podziemne, należy je odpowiednio wzmocnić. Odbierałem wówczas wiele telefonów z pytaniami o takie wzmocnienia. Z czasem wszystko się zmieniło. Wiele osób zaczęło wyrażać pogląd, że Polska jest bezpieczna, a schrony i ukrycia to relikt czasów komunizmu - mówi nam fortyfikator z WAT i jeden z najlepszych specjalistów w Polsce.

Reklama

Zmiany idą jak krew z nosa

Pod koniec czerwca w Sejmie komendant główny Państwowej Straży Pożarnej gen. brygadier Andrzej Bartkowiak deklarował, że w Polsce mamy 62 tys. schronów, które są w stanie pomieścić ok. 1,3 mln ludzi. Za podobne obiekty uznał piwnice i garaże podziemne w konstrukcji żelbetowej. - Jest jedno województwo, gdzie nie ma ani jednego schronu, takiego w stylu zimnowojennym, to jest woj. wielkopolskie - powiedział Maciej Wąsik, wiceszef MSWiA.

Prawda jest taka, że piwnica to nie schron, a w polskim prawie budowlanym nie ma nawet definicji takiego obiektu. Zostanie on określony w rozporządzeniu do ustawy o ochronie ludności. Najpewniej wtedy ministerstwo będzie musiało zweryfikować podane wartości. Odpowiedni projekt w tej sprawie ma trafić do Sejmu we wrześniu. Jak dowiedziała się Interia, definicje, które mają zostać wykorzystane przez resort spraw wewnętrznych i administracji, zostały już opracowane przez zespół specjalistów z WAT.

- Autorami ostatniej wersji Ustawy o ochronie ludności i rozporządzenia dotyczącego schronów i ukryć są Paweł Kwiatkowski, Michał Szafrański i ja - mówi nam prof. Szcześniak. - Jednym z głównych elementów są definicje: jak rozróżnić schron oraz ukrycie. To nic nowego, ani szczególnego - podkreśla naukowiec. Jaka jest różnica? W potocznym rozumieniu ukryciem można nazwać każde miejsce, w którym człowiek może się schować chociażby przed nalotem. Schron jest natomiast obiektem o odpowiednio dostosowanej konstrukcji czy wentylacji.

Zmiany legislacyjne idą więc w dobrym kierunku, ale rozwiązania dotyczące obrony cywilnej i schronów powinny zostać wdrożone jeszcze przed wakacjami w Sejmie. Tak twierdzi opozycja. - Rząd coś robi, a my posłowie: również nasi koledzy partii rządzącej, z którymi rozmawiamy, nie wiemy, co. Nie ma czasu na zastanawianie się. Rozwiązania prawne powinny być gotowe już w czerwcu, przed rozpoczęciem urlopu w Sejmie - mówi Interii Iwona Maria Kozłowska z PO.

Bezpieczeństwo nie jest drogie

Nasza rozmówczyni z Platformy, która dopytywała ostatnio w resorcie rozwoju o zmiany prawa pod kątem budowy przydomowych schronów, podkreśla, że w polskim budownictwie nie tworzy się obecnie rozwiązań pozwalających mieszkańcom poczuć się bezpiecznie w razie ewentualnego ataku wroga.

- Można tak budować na przykład garaże czy wzmacniać istniejące już konstrukcję. Trzeba przeprowadzić analizę, ile mamy miejsc, które pozwalają ludziom czuć się bezpiecznie - uważa Kozłowska. - To trochę jak z szalupami: na odpowiednią liczbę mieszkańców, powinna być odpowiednia liczba schronów. Jeśli jest inaczej, obserwujemy tragedię jak na Titanicu - dodaje.

Prof. Zbigniew Szcześniak podkreśla, że jeszcze przed pandemią wykonał kosztorysy, żeby ocenić jak wzmacnianie konstrukcji wpływa na wycenę całej inwestycji. Jak się okazuje, relatywnie nieduże pieniądze pozwolą mieszkańcom poczuć się bezpiecznie.

- Okazało się, że wydatek (umożliwiający wzmocnienie budynku - red.), pomyślenie o schronie zawczasu, nie generuje dużych kosztów. W przypadku domu jednorodzinnego czy dwurodzinnego wydatki, w kontekście całego budynku, wzrosną o 5-6 proc. - mówi Interii konstruktor z WAT. - Kiedy przyglądałem się budynkowi liczącemu 11. pięter, który pozwala stworzyć schron dla 700 osób, w skali całego przedsięwzięcia, koszt zwiększał się o ok. 0,5 proc. - dodaje.

Chociaż wydatki na wzmocnienia, zwłaszcza jeśli chodzi o nowe nieruchomości, nie są duże, nie sposób obecnie wymóc wprowadzania zmian na przykład na deweloperach. Nawet jeśli, jak mówią niektórzy przedsiębiorcy, wzmocnienie apartamentowca to wydatek rzędu 3-4 proc. Na rozwiązania systemowe z pewnością przyjdzie nam jeszcze poczekać. Dlatego Polacy wzięli sprawy we własne ręce.

Schrony w szambie

O tym, że Polacy interesują się przydomowymi schronami prasa rozpisuje się od miesięcy. Inwestycja z pewnością nie należy do najtańszych: - Przyjmując powierzchnię takiego "bunkra" na poziomie 30 m kw. i zakładając jego posadowienie jako obiektu podziemnego, koszt wykonania z instalacjami nie powinien przekroczyć kwoty 200 tys. zł - stwierdził Radosław Sekunda, rzeczoznawca budowlany z Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa cytowany przez portal wnp.pl.

Problem polega na tym, że na rynku pojawiło się wiele firm, które oferują nawet relatywnie tanie schrony, jednak w praktyce niewiele wiedzą o ich konstrukcji. Dlatego z powodzeniem można kupić obiekt umiejscowiony w... szambie. A to przekłada się już bezpośrednio na bezpieczeństwo gospodarza. Niewątpliwie, do grona specjalistów w dziedzinie przydomowych schronów należy Michał Lorek z Bydgoszczy.

Kujawsko-pomorski przedsiębiorca zainteresował się problematyką takich fortyfikacji w 2016 r., kiedy sam chciał wybudować podobny obiekt. Nie znalazł jednak odpowiedniego wykonawcy, więc postanowił zagospodarować niszę na rynku. Udało mu się dostać do najlepszych ekspertów z WAT. Efekt to wspólnie zaprojektowany, modułowy schron cywilny, który został opatentowany w 2019 r.

- To, co zaprojektowaliśmy jest na tyle dobrze zrobione, że nie tylko dostaliśmy nominację do nagrody Defender na targach w Kielcach, ale wojsko jest zainteresowane w związku z tym, co się dzieje na Wschodzie - zachwala Lorek. Jak powiedział Interii, chociaż jego schron to wydatek rzędu przynajmniej miliona złotych, zainteresowanie jego produktami jest tak duże, że musiał przygotować listę oczekujących.

Obecnie najbardziej zdeterminowani klienci muszą czekać nawet do przyszłego roku. Niewielu chce się jednak chwalić swoimi zakupami. - Zamożni, którzy zlecają nam przygotowanie takiego miejsca, nie chcą się z tym afiszować. Powód? Skoro władze mogą w czasie wojny przejąć choćby samochody, najbogatsi boją się przejęcia ich schronów - tłumaczy Interii budowniczy.

"Pokój Greya" w schronie

Jak mówi nam bydgoski przedsiębiorca, jego schron jest wyposażony w ochronę balistyczną, antywłamaniową, system filtrowentylacji chroniący przed wszystkimi skażeniami czy system podtrzymywania życia. Obiekt można jednak całkiem przyjemnie wykorzystać także w czasie pokoju. Wszystko zależy jednak od zasobności portfela.

- Jeśli ktoś chce wypić dobre whisky, czemu nie? Jeśli właściciel życzy sobie salonu audio bez szumów z zewnątrz, oczywiście! - opowiada Interii Lorek. - W grę wchodzi nawet "pokój Greya", w zależności od indywidualnych fantazji. To klienci decydują, jakich przyjemności sobie życzą - dodaje.  

Zanim jednak schron stanie w czyimś ogródku, trzeba go jeszcze wykonać. A ponieważ w prawie cywilnym nie ma obecnie definicji schronu, firmy oferujące takie obiekty są zmuszone budować piwniczki na wino czy podziemne studia nagraniowe. Taki stan rzeczy ma się jednak zmienić, bo Ministerstwo Rozwoju obiecuje zmiany w prawie.

- Projekt zakłada, że budowa budowli ochronnych wolnostojących lub stanowiących część budynku mieszkalnego jednorodzinnego lub budynku mieszkalnego w zabudowie zagrodowej (...) nie wymaga decyzji o pozwoleniu na budowę, natomiast wymaga zgłoszenia - deklaruje Interii Piotr Uściński, wiceszef resortu rozwoju. - W projekcie ustawy zaproponowano także by budowle ochronne, o których mówimy, podlegały obowiązkowi wykonania geodezyjnej inwentaryzacji powykonawczej - dodaje.

Jak zastrzegł wiceminister, projektowane przepisy "mogą jeszcze ulec zmianie".

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy