Reklama

Reklama

Szczepienie Zbigniewa Girzyńskiego. Leonard Krasulski: To zdrada, a dla zdrajców nie ma miejsca. Wyrzuciłbym go

- Mam jednoznaczne zdanie o ludziach, którzy wyłamują się z zasad przyjętych przez jakąś wspólnotę. To jest zdrada. A do zdrady mam podejście jednoznaczne. (…) Gdyby to ode mnie zależało, wyrzuciłbym go z partii – mówi Interii Leonard Krasulski, członek prezydium klubu parlamentarnego PiS, który w ten sposób odnosi się do zaszczepienia posła Zbigniewa Girzyńskiego.

Poseł Zbigniew Girzyński, który jest pracownikiem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, oświadczył w poniedziałek, że 22 grudnia dostał - tak jak inni pracownicy UMK - list od rektora uczelni dotyczący możliwości objęcia pracowników uczelni szczepieniami przeciwko COVID-19.

Reklama

"Nikogo o żadne pierwszeństwo w kolejce nie prosiłem i w żadnym wypadku nie zaszczepiłem się poza kolejnością" - oświadczył Zbigniew Girzyński.

"Nie ma o czym dyskutować"

Innego zdania są jego partyjni koledzy, których oburzyło szczepienie Girzyńskiego. Jeszcze we wtorek wieczorem Krzysztof Sobolewski poinformował, że decyzją Jarosława Kaczyńskiego poseł został zawieszony w prawach członka partii.

- Zawieszenie to dla mnie za mało. Tym bardziej, że ten człowiek już raz był zawieszony (w grudniu 2014 roku zrezygnował z członkostwa w partii i klubie po tzw. aferze madryckiej - red.). Drugi raz zdarzył mu się taki incydent, chociaż "incydent" to za małe słowo. To wykroczenie poza standard danej grupy społecznej - mówi Interii Leonard Krasulski.

- Mam jednoznaczne zdanie o ludziach, którzy wyłamują się z zasad przyjętych przez jakąś wspólnotę. To jest zdrada. A do zdrady mam podejście jednoznaczne. Nie ma o czym dyskutować - grzmi Krasulski.

- Konsekwencje też powinny być jasne. Gdybym miał na to wpływ, to po wyjaśnieniu sprawy, w oparciu o fakty, gdyby doniesienia się potwierdziły, zająłbym stanowisko jednoznacznie. Wyrzuciłbym go za partii - nie ukrywa doświadczony parlamentarzysta.

"Nie ma miejsca dla zdrajców"

To ważny głos z tzw. jądra partii, bo poseł z Elbląga jest doświadczonym parlamentarzystą, który współtworzył Porozumienie Centrum, ale też Prawo i Sprawiedliwość. Osobiście kierował kampanią wyborczą Jarosława Kaczyńskiego w pierwszych wyborach w 1989 roku - Kaczyński uzyskał wówczas mandat senatora.

Dziś Krasulski zasiada w prezydium klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, które liczy 15 członków. Szefem klubu jest wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

- Jestem członkiem prezydium klubu, więc mam pośredni wpływ na decyzję, bo dysponuję jednym głosem. Nie sądzę, by w klubie nie było jednomyślności, jeśli chodzi o potępienie takiego czynu. Dla mnie jest to ustawienie się w jednym szeregu z ludźmi, którzy popełniają tego typu wykroczenia. To nawet nie wykroczenie, ale przestępstwo wobec ludzkości. To odstępstwo od pewnych zasad, kanonów, na które wspólnie się umówiliśmy. To cwaniactwo, którego nie rozumiem - rozkłada ręce Krasulski.

- Nie ma miejsca dla zdrajców, którzy odstępują od pewnych zasad. Nie ma znaczenia, czy należysz do PiS, PO czy SLD - przekonuje poseł z Elbląga.

Szczepienie poza kolejnością Girzyńskiego jest pierwszym przypadkiem wśród parlamentarzystów. Poseł na razie jest zawieszony w prawach członka partii.

Tymczasem Leonard Krasulski, który należy do grupy 70+, czeka na swoją kolej. Jego szczepienie ma się odbyć 26 marca.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje