Reklama

Reklama

"Przyszedłem uśpić psa, bo jest stary i śmierdzi". Weterynarze kontra prośby o świąteczną eutanazję

Powody są różne. "Bo śmierdzi", "bo jest stary", "bo nasikał na dywan, a ten dywan był bardzo drogi". - I standardowo: "Boże Narodzenie, rodzina na święta przyjeżdża, a ten nasz pies już taki brzydki i niewyjściowy". Mam wrażenie, że niektórzy w świątecznych porządkach i dążeniu do perfekcji zapędzili się trochę za daleko - mówi Interii lekarz weterynarii Aleksandra Cyra. I pyta właścicieli proszących o przedświąteczną eutanazję zwierząt: - Chorą babcię też pójdziecie uśpić?

Zgodnie z prawem w Polsce zwierzę można poddać eutanazji tylko wtedy, jeśli są do tego wyraźne wskazania medyczne, np. kiedy jest nieuleczalnie chore. Eutanazja na życzenie nie istnieje. Ale jak się okazują są tacy, którzy na liście świątecznych spraw do załatwienia mają także pozbycie się swojego leciwego czworonoga.   

"Trzeba go uśpić, bo jest stary i śmierdzi"

Aleksandra Cyra od ośmiu lat prowadzi gabinet weterynaryjny "Borsuk" w Leżajsku. Przyznaje, że co roku w grudniu w lecznicy razem z kolejnymi pacjentami i życzeniami wesołych świąt pojawia się niezmiennie pytanie: ile kosztuje uśpienie zwierzaka?

Reklama

- Zawsze wtedy pytam, jakie są wskazania do eutanazji. I słyszę: "Bo jest stary". "Bo jest głuchy". "Bo śmierdzi". "Bo kaszle i budzi nas w nocy". Albo "myśleliśmy, że sam zdechnie, ale jakoś nie chce". Tego typu rzeczy, które nikomu zdrowo myślącemu nie przyszłyby do głowy - mówi lekarz weterynarii Aleksandra Cyra.  

Weterynarze przyznają, że nie ma miesiąca, by ktoś nie pytał ich o możliwość uśpienia pupila, chociaż stan zwierzęcia wcale tego nie wymaga. Ale przed świętami zjawisko przybiera na sile.

- W ciągu całego roku to są mniej więcej dwa zapytania miesięcznie, w grudniu tylko w moim niewielkim gabinecie bywało ich 15 do 20. Są tacy, którzy próbują lawirować i silą się na kłamstwa, ale zdarzają się właściciele do bólu szczerzy. Mówią, że kota "trzeba uśpić", bo podrapał nowe meble, a psa, bo pogryzł drogiego buta - opowiada Aleksandra Cyra.

"Zwierzę to nie rzecz. Ale nie wszyscy to rozumieją"

Ze zjawiskiem zapytań o przedświąteczną eutanazję spotkał się także nie raz lekarz weterynarii Przemysław Łuczak, znany w sieci jako Egzoovet.

- Nadal pokutuje mentalność, że zwierzę to jest przedmiot. I że jeżeli się popsuje, to można wymienić na nowe. To jest bardzo niepokojące. Ludzie nie mają oporów, żeby gdzieś tam świnię za stodołą młotkiem w głowę zdzielić albo utłuc karpia na święta, więc tak samo uważają, że można się pozbyć psa, kiedy przestał być już potrzebny - mówi lekarz weterynarii Przemysław Łuczak.

I dodaje: - Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile jest takich osób w naszym środowisku, które bez mrugnięcia okiem chętnie uśpiłyby swego czternastoletniego przyjaciela, bo im się znudził, albo nie pasuje do wystroju wnętrza, gdyż się zestarzał - dodaje Egzoovet.

Świąteczne porządki: "Żeby pies z nowotworem gościom nie przeszkadzał"

Aleksandra Cyra przyznaje, że najbardziej szokują ją właściciele, którzy bez ogródek podkreślają, że pies musi zniknąć przed Bożym Narodzeniem. 

- Czuję złość i bezsilność, kiedy słyszę: "Bo nasz pies ma takiego wielkiego, ropiejącego guza a wnuki przyjeżdżają na święta i nie chcemy, żeby coś złapały". Nie jest ważne, że zwierzę cierpi. Nie jest ważne to, że guza można usunąć i sprawić, żeby psa nie bolało. Ważne, że przyjeżdżają wnuki, a na ich przyjazd wszystko ma być idealnie. Albo: "Ten pies jest już stary i nie chce się bawić z dzieckiem, a my pod choinkę zamówiliśmy nowego szczeniaczka"  - wylicza Aleksandra Cyra.

Wydawać by się mogło, że z takimi prośbami przychodzą głównie ludzie niewykształceni czy niezamożni. Ale według naszych rozmówców to nieprawda.

- Okrucieństwo wobec zwierząt nie jest uzależnione ani od statusu majątkowego, ani od wykształcenia. Często to są ludzie w pełni świadomi, dobrze sytuowani, tylko niechętni do czynienia dalszych inwestycji, ewentualnie obrzydzeni zachowaniem zwierzęcia, które zwymiotuje albo zanieczyści cały dom. Takim ludziom chory stary zwierzak nie pasuje do pięknego domu i pięknego stylu życia - mówi lekarz weterynarii Przemysław Łuczak.

- Widzimy, że w okresie świątecznym ludzie wybitnie żyją na pokaz, w domu ma być ładnie i pachnąco. Przyjadą goście, więc nie może być psa, który na przykład popuszcza, albo kota, który jest stary i brzydko wygląda, bo na Instagramie nie będzie się komponował z piękną choinką - dodaje Aleksandra Cyra.

"Jak go pani nie uśpi, to i tak się go pozbędę"

Lekarze weterynarii opowiadają, że determinacja niektórych właścicieli poraża.

- Czasem mówią nam wprost: "Jak pani go nie uśpi, to ja dam mu łopatą w łeb". Albo: "To woli pani, żebym przywiązał go do drzewa w lesie?". Nie silą się na eufemizmy. Mocno podkreślają, że plan jest taki, że muszą się zwierzaka pozbyć - mówi lekarz Aleksandra Cyra.

Taki emocjonalny szantaż stawia weterynarzy przed poważnym dylematem. Bo wiedzą, że jeśli ktoś się uprze, to dopnie swego.

- Chociaż szlag mnie trafia, staram się w czasie takich wizyt być kompletnie bez emocji. Jeśli nie da się przekonać opiekuna do leczenia, to namawiam go do zrzeczenia się zwierzęcia. I tu trzeba być delikatnym, bo niektórzy mają taką mentalność, że jeśli się ich wytrąci z równowagi albo oceni na wizycie, to na złość zabiorą to zwierzę i gdzieś indziej wykonają ten zabieg albo sami pozbawią psa życia - dodaje Przemysław Łuczak, Egzoovet.

"Eutanazja na życzenie? Nigdy!"

W Trójmiejskiej Klinice Weterynaryjnej lekarze od początku grudnia zapytań o eutanazję dostali już kilkadziesiąt. Dlatego wystosowali do klientów specjalny apel.

- Wzmożone zainteresowanie eutanazją na życzenie zauważamy przed wakacjami i właśnie w okresie przedświątecznym. Tendencja utrzymuje się od wielu lat, choć trzeba przyznać, że jednoznaczne stanowisko lekarzy Trójmiejskiej Kliniki Weterynaryjnej przynosi efekty i żądań uśpienia zwierząt wyrażonych wprost jest delikatnie mniej. Ale opiekunowie nadal robią aluzje, nie mówiąc wprost, dają nam sygnał, czego od nas oczekują. To przykre i nie ma w nas na to zgody. Stąd nasz tegoroczny apel: "Eutanazja na życzenie? Nigdy!" - mówi lekarz weterynarii Aleksandra Misztal, kierowniczka Trójmiejskiego Weterynaryjnego Banku Krwi.

Jej koledzy dodają, że eutanazja nie może być traktowana jako droga na skróty, a miganie się od odpowiedzialności za zwierzęta jest niedopuszczalne.



- Lekarze weterynarii, ale przede wszystkim opiekunowie, muszą szukać możliwości leczenia tak długo, póki zapewniony jest stabilny komfort życia i zabezpieczenie przeciwbólowe. Warto przy okazji obalić mit, że zwierzęta są "dzielne" i "odporne" na ból. Boli je tak samo, jak nas, ale milczą. Więc jeśli zwierzęciu śmierdzi z pyska - pomóż mu, bo strasznie cierpi. Wylecz lub usuń mu zęby, ale nie skazuj na śmierć - dodaje lekarz weterynarii Joanna Pakuła, stomatolog Trójmiejskiej Kliniki Weterynaryjnej.

"Jeden na dziesięciu daje się przekonać"

Aleksandra Cyra przyznaje, że część zwierząt trafia do jej gabinetu w faktycznie fatalnym stanie. Z guzami wielkości głowy dorosłego człowieka, z niewydolnością krążenia tak silną, że walczą o każdy oddech.

- Nieraz faktycznie nie ma innego wyjścia niż eutanazja, ale to często wynika z wielomiesięcznych zaniedbań właścicieli. Czasem widzimy po prostu obraz nędzy i rozpaczy. Psa, który cierpi miesiącami. Teraz rzeczywiście bardzo śmierdzi, bardzo brudzi i to jest uciążliwe dla opiekuna, natomiast ten nie wpadł kilka miesięcy wcześniej, kiedy temu zwierzakowi można było pomóc, żeby z nim do nas przyjść - mówi lekarz weterynarii Aleksandra Cyra. 

Ale wiele z przyprowadzanych w ramach przedświątecznych "porządków" zwierzaków, jak nazywają takie wizyty weterynarze, nie jest wcale w złym stanie, a to co im dolega to schorzenia, które spokojnie można leczyć. Tyle, że tym właściciele nie są zainteresowani.

- Tacy klienci nie przychodzą po diagnozę, tylko po uspokojenie sumienia. Nikt nie lubi uchodzić za bezdusznego, więc zależy im, żeby to lekarz powiedział: tak, jest stary, nie ma już dla niego ratunku. Lepiej brzmi: "Uśpiłem zwierzę, bo lekarz rozłożył ręce niż uśpiłem psa, bo był dla mnie kulą u nogi" - mówi Przemysław Łuczak. - Na takich, którzy za wszelką cenę prą do realizacji swego założenia, nie działa nic. Większość z nas odmówi, ale niech mi pani wierzy, jak będę chcieli znaleźć kogoś, kto uśpi im to zwierzę, to znajdą. W każdej grupie zawodowej znajdą się czarne owce - dodaje weterynarz.

- Z moich obserwacji wynika, że jedna osoba na dziesięć zmienia zdanie i zgadza się na leczenie, bo naprawdę sobie nie zdawała sprawy z tego, że pewnym problemom można zaradzić. Natomiast większość chce się tylko pozbyć kłopotu - mówi Aleksandra Cyra. - Zawsze po takiej wizycie gdzie odmawiam eutanazji, zastanawiam się co stało się z tym psem - dodaje.

"Jeśli nie w święta to może latem"

Weterynarze przyznają, że kolejnej fali zapytań o eutanazję spodziewają się przed wakacjami. Bo wtedy pupile stają się "przeszkodą" w dalekich podróżach.

- Naprawdę nie wszyscy ludzie dojrzeli do tego, żeby mieć zwierzę. Wszyscy się starzejemy, wszyscy na starość będziemy w jakiś sposób niedołężni. I ludzie, i zwierzęta. Czy jak mamy pod opieką starszą osobę to jak dziadziuś popuścił w pieluchę to go przed świętami usypiamy? No nie. Nie robi się takich rzeczy - mówi Aleksandra Cyra.

- Nie każdy musi kochać zwierzęta, nie każdy musi je nawet lubić, ale jeśli już decydujemy się, żeby je mieć to traktujmy je z odpowiedzialnością i szacunkiem - podsumowuje Przemysław Łuczak. 

Reklama

Reklama

Reklama