Reklama

Reklama

Zaskakująca deklaracja Ivanki Trump. Odmówiła ojcu

Ivanka Trump zapowiedziała, że kończy z zaangażowaniem w politykę po tym, jak jej ojciec zapowiedział start w wyścigu prezydenckim w 2024 roku. - Wybieram jako priorytet moje dzieci i prywatne życie, które tworzymy - powiedziała córka byłego prezydenta telewizji Fox News.

Były prezydent Donald Trump zapowiedział we wtorek, że wystartuje w wyborach prezydenckich 2024 r. Jak stwierdził, jego zadaniem będzie "wzięcie się za najbardziej skorumpowane siły, jakie można sobie wyobrazić" i zarzucił prezydentowi Bidenowi, że "prowadzi nas na skraj wojny jądrowej".

Córka byłego prezydenta, Ivanka Trump, była we wtorek wieczorem gościem telewizji FOX News. 41-latka zapowiedziała, że nie odegra żadnej roli w kampanii prezydenckiej swojego ojca.

- Bardzo kocham mojego ojca. Tym razem postanawiam nadać priorytet moim małym dzieciom i życiu prywatnemu, które tworzymy jako rodzina. Nie planuję angażować się w politykę - przyznała.

Reklama

Jak dodała, zawsze będzie wspierać swojego ojca, ale zamierza robić to poza areną polityczną. - Jestem wdzięczna, że miałam zaszczyt służyć narodowi amerykańskiemu i zawsze będę dumna z wielu osiągnięć naszej administracji - podkreśliła.

Media: Ivanka Trump odmówiła ojcu

Amerykańskie media zauważają, że jedną z około 1000 osób, które wypełniły salę balową Mar-a-Lago, gdy Trump ogłaszał start w wyborach, był mąż Ivanki, Jared Kushner - były doradca ds. umów handlowych i Bliskiego Wschodu w gabinecie jej ojca. Samej Ivanki jednak na miejscu nie było.

Źródła amerykańskich mediów twierdzą, że Donald Trump przeznaczył lwią część ubiegłotygodniowego wesela swojej młodszej córki Tiffany na nakłanianiu Ivanki i Kushnera, aby dołączyli do niego na scenę, gdy ten będzie ogłaszał start w wyborach. Obydwoje jednak odmówili. Mąż Ivanki był jednak obecny na sali, tak jak synowie byłego prezydenta Eric i Barron oraz była pierwsza dama Melania Trump.

USA: Wybory w 2024 roku. Ron DeSantis faworytem Republikanów

Do ogłoszenia Trumpa doszło tuż po nadspodziewanie słabym wyniku jego partii i wspieranych przez niego kandydatów w wyborach do Kongresu i władz stanowych. Porażki wybranych przez niego kandydatów w kluczowych stanach sprawiły, że część wspierających go do niedawna polityków Republikanów publicznie zaczęła się od niego odcinać i twierdzić, że nie powinien być kandydatem partii na prezydenta.

Część sondaży opublikowanych po ubiegłotygodniowych wyborach wskazała, że większość wyborców Republikanów woli, by kandydatem na prezydenta był gubernator Florydy Ron DeSantis, który uzyskał reelekcję pokonując swojego rywala niemal o 20 punktów procentowych. 

Reklama

Reklama

Reklama