Reklama

Reklama

USA: Donald Trump ogłosił, że wystartuje w wyborach prezydenckich w 2024 roku

Były prezydent USA Donald Trump ogłosił w swojej posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie, że ponownie będzie się ubiegał o najwyższy urząd w państwie. - Wielki powrót Ameryki zaczyna się teraz - powiedział Trump.

- Podczas mojej kadencji wszyscy obywatele mieli się lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Wyciągnęliśmy miliony osób z biedy i stworzyliśmy najwspanialszą gospodarkę w historii świata - stwierdził Donald Trump.

- Inflacja nie istniała, a południowa granica była szczelna - dodał.

- Chiny, Rosja i Korea Północna znały swoje miejsce i szanowały mnie. Żaden prezydent nie potrafił pokonać ISIS. A ja to zrobiłem w trzy tygodnie - uznał Trump.

Jak podkreślił, był prezydentem, który nie wszczynał wojen, "a na świecie panował pokój".

Według Donalda Trumpa Ameryka pod wodzą Joe Bidena upada. - Inflacja jest najwyższa od 50 lat - wskazał. - Błagamy inne kraje o pomoc - ocenił.

Reklama

Trump zarzucił swojemu następcy, że dopuszcza przemyt narkotyków na gigantyczną skalę, a w kraju, jego zdaniem, szaleje przestępczość.

Wycofanie z Afganistanu określił jako "najbardziej zawstydzający moment w historii USA". Trump stwierdził ponadto, że gdyby dalej rządził, nigdy nie doszłoby do wojny w Ukrainie. Wspomniał przy tym o rakiecie, która spadła we wtorek na terenie Polski.

Trump ma groźnego konkurenta

76-letni Donald Trump wygłosił swoje oświadczenie tydzień po wyborach do Kongresu i na gubernatorów, w których republikanie wypadli znacznie poniżej oczekiwań. Demokratom udało się utrzymać Senat a przewaga republikanów w Izbie Reprezentantów będzie minimalna. Co więcej, kandydaci popierani przez Trumpa m.in. Mehmet Oz, Doug Mastriano czy Kari Lake, przegrali ze swoimi konkurentami.

45. prezydent USA będzie musiał najpierw wystartować w prawyborach Partii Republikańskiej, które rozpoczną się w lutym 2024 roku. A tam będzie na niego prawdopodobnie czekał Ron DeSantis, który w przeciwieństwie do faworytów Trumpa swoje wybory na gubernatora Florydy 8 listopada wygrał, i to z dużą przewagą. Zwalczany przez Trumpa DeSantis to nowy faworyt konserwatywnych mediów, o czym można było się przekonać, śledząc przekaz Fox News czy "New York Post".

W najnowszym sondażu YouGov, w którym republikańskich wyborców zapytano o tych dwóch kandydatów, 42 proc. zadeklarowało poparcie dla DeSantisa a 35 proc. wskazało na Trumpa. Do niedawna to Trump był niekwestionowanym liderem republikańskiego obozu. Teraz ma groźnego konkurenta.

Teza o sfałszowanych wyborach w centrum kampanii

Donald Trump przekonuje swoich zwolenników, że przegrane przez niego wybory prezydenckie z 2020 roku zostały sfałszowane. Tezy tej nie potwierdziły stanowe i federalne sądy, prokuratura, nominowany przez Trumpa sekretarz sprawiedliwości, a także republikańskie i demokratyczne władze poszczególnych stanów m.in. gubernator i sekretarz stanu Georgii Brian Kemp i Brad Raffensperger. Obaj to republikanie i obaj 8 listopada wywalczyli reelekcję. 

Reuters podaje, że Trump ze "sfałszowanych wyborów" ma zamiar uczynić centralny punkt swojej kampanii wyborczej.

Wiarę w fałszerstwa wyborcze podziela ok. jedna trzecia Amerykanów. Kandydaci, którzy 8 listopada głosili tę teorię, w większości przegrali swoje wybory.

2024: Donald Trump kontra Joe Biden?

Zwycięzca prawyborów Partii Republikańskiej zmierzy się 5 listopada z triumfatorem prawyborów Partii Demokratycznej. Chęć startu deklaruje obecny prezydent USA, 79-letni Joe Biden, mimo że większość Amerykanów nie chce, by ubiegał się o reelekcję.

Gdyby Donald Trump wygrał wybory prezydenckie, dokonałby wyjątkowej sztuki: do tej pory tylko Grover Cleveland pełnił urząd przez dwie kadencje nienastępujące po sobie. Cleveland był prezydentem w latach 1885-1889 i 1893–1897.

Reklama

Reklama

Reklama