Trump i Putin na Alasce: Ukraina w cieniu gry o Chiny i Arktykę
- Dla Donalda Trumpa nie jest istotne, że oddanie Rosji ukraińskich terytoriów byłoby niesprawiedliwe - mówi Interii amerykanista Rafał Michalski. Zaznacza, że spotkanie z Władimirem Putinem na Alasce może przesądzić o przyszłych relacjach Waszyngton-Moskwa. Natomiast sprawa Ukrainy będzie tam drugorzędna. Nasz rozmówca wskazuje cztery prawdziwe cele prezydenta USA, wśród których są miliardy dolarów ukryte pod lodem.

W skrócie
- Trump skupia się na czterech głównych celach polityki zagranicznej, które będą miały znacznie podczas rozmów na Alasce.
- Kwestia Ukrainy jest drugorzędna dla administracji USA, ważniejsze są strategiczne relacje z Rosją oraz sprawa Chin.
- Polityka Trumpa jest niespójna, ale podporządkowana doktrynie możliwie szybkiego osiągnięcia sukcesu.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
"Ukraina jest wątkiem, który blokuje dalszy rozwój relacji amerykańsko-rosyjskich" - to zdanie padło w 2017 roku. Wypowiedział je były sekretarz stanu w czasach pierwszej administracji Trumpa - Rex Tillerson.
- Wypowiedź można odczytywać na dwa sposoby. Albo, że atak na Ukrainę w 2014 roku był tak dużym pogwałceniem prawa międzynarodowego, że uniemożliwia Stanom Zjednoczonym budowę pozytywnych relacji z Rosją, albo że Ukraina jest ważnym tematem dla państw Europy Zachodniej i wiązanie się z Moskwą może być źle odebrane przez sojuszników - komentuje w rozmowie z Interią amerykanista Rafał Michalski.
Dodaje, że zdanie Tillersona jest nadal aktualne. Szczególnie w kontekście piątkowego szczytu Trump - Putin na Alasce. Szczegóły rozmów omawiane są tajemnicą, jednak nasz rozmówca wskazuje, że intencje Trumpa skupiają się wokół czterech celów.
Alaska. Trumpowe priorytety w rozmowie z Putinem
- Pierwszy temat to polityka handlowa. Donald Trump obiecywał jej redefinicję i dokładnie to realizuje. Mamy między innymi nową umowę handlową z Unią Europejską. Z drugiej strony Trump prowadzi politykę antychińską i doskonale wie, że Pekin ma plany ekspansjonistyczne, również w Europie, więc ma z tyłu głowy, że musi coś Europie zaproponować, by odciągnąć ją od Chin. To drugi wątek - mówi Interii Michalski.
Jako trzecie zadanie nasz rozmówca wskazuje rozbicie współpracy chińsko-rosyjskiej. - O tym od początku swojej pracy w Departamencie Stanu mówił Marco Rubio, również J.D. Vance, jeszcze jako senator z Ohio, wskazywał że głównym problemem wojny w Ukrainie było wzmocnienie pozycji Chin w Moskwie - podkreśla Michalski
- Po wprowadzeniu sankcji Rosja musiała zabiegać o wsparcie innych krajów i Pekin uzależnił ją od siebie. Dlatego zakończenie wojny w Ukrainie to z perspektywy Amerykanów odspawanie od siebie Rosji i Chin - tłumaczy dalej.
Czwarty cel, szczególnie w kontekście Alaski, ma wymiar bardziej techniczny i można go podzielić na dwie kwestie.
Arktyka - ropa, gaz i nowe szlaki handlowe
W poniedziałek brytyjski konserwatywny tygodnik "The Spectator" opublikował wyliczenia, według których w rejonie arktycznym, w tym przy granicach Alaski i rosyjskiego wybrzeża znajduje 13 proc. nieodkrytych, światowych zasobów ropy naftowej i 30 proc. zasobów gazu ziemnego.
Co więcej, w przeszłości Amerykanie próbowali już dogadywać się z Rosjanami w zakresie wydobycia tych surowców. W wielkim skrócie - dostęp do kontrolowanych przez Rosjan terenów w zamian za amerykańskie technologie. Wartą miliardy dolarów umowę podpisano w 2011 roku, ale projekt przerwała aneksja Krymu i wprowadzone wówczas sankcje.
Region arktyczny jest ważny również ze względu na nowe możliwości dla światowego transportu. Topniejące lodowce otwierają nową drogę dla statków z Azji - krótszą, bez kolejek i opłat, chociażby na Kanale Sueskim i bez ognisk piractwa na szlakach morskich. Dlatego kwestia Ukrainy może być jedynie "wytrychem" do rozpoczęcia rozmów Waszyngtonu i Moskwy o podziale wpływów w Arktyce.
Strategiczne interesy USA i Rosji w Arktyce to jedno. Drugi aspekt dotyczy gospodarki samej Alaski. Jak zaznacza Rafał Michalski, stan jest "drzazgą w stopie" dla każdego kolejnego prezydenta USA, ze względu na głęboką integrację handlową z Pekinem.
- Chiny to główny odbiorca eksportu z Alaski. To są stosunki bardzo silne. Szczególnie od roku 2007-2008, kiedy bezpośrednio pojawił się tam chiński biznes. Wcześniej, w latach 90. próbował biznes rosyjski, ale projekt zupełnie się nie udał. Żadne duże rosyjskie konsorcjum nie utrzymało się na Alasce - tłumaczy Michalski.
W tym kontekście próba dywersyfikacji odbiorców eksportu Alaski wpisywałaby się w politykę Trumpa, by ograniczać chińskie wpływy nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale również osłabić relacje Moskwy i Pekinu, zmuszając obie strony do konkurencji o rynek arktycznego stanu.
Ukraina - temat drugorzędny w rozmowach USA-Rosja
Z perspektywy USA wszystkie wymienione cele mają wspólny mianownik - ograniczenie wpływów Chin. Łączy je również to, że sprawa Ukrainy jest dla amerykańskiej administracji drugorzędna.
- Widziałem takie bardzo populistyczne porównania w mediach społecznościowych, że układanie się Trumpa z Rosjanami to jak Monachium z lat 30., sprzedanie Ukrainy państwom Wschodu. Czy bym się pod tym podpisał? Podstawowe pytanie to, "z jakim założeniem Trump leci na Alaskę" - mówi nam Michalski.
- Amerykanie nie przyjadą tam z żadną konkretną propozycją, tylko prawdopodobnie będą chcieli wysłuchać propozycji rosyjskiej - podkreśla dalej i przypomina, że Trump już zapowiedział, że najpewniej odbędą się kolejne rozmowy z Putinem.
Zdaniem naszego rozmówcy po piątkowym spotkaniu przywódców możemy wiedzieć równie niewiele, jak przed nim. Przypomina historię z 2018 roku, kiedy Trump i Putin spotkali się w Helsinkach. Po czterech godzinach rozmów nie wydali wspólnego oświadczenia. Miesiąc później prezydent USA nałożył nowe sankcje na Rosję.
Za każdym razem kiedy dochodziło do spotkania jeden na jeden obu przywódców mało wiedzieliśmy przed i jeszcze mniej wiedzieliśmy po. Trump pokłada bardzo dużą wiarę w swoje umiejętności negocjacyjne, bezpośrednie kontakty, ale to nie jest tak, że ma spójną politykę wobec Rosji
Nasz rozmówca wskazuje, że w polityce Trumpa są trzy ośrodki, które tworzą amerykańską politykę zagraniczną. Pierwszy to sam prezydent, któremu zależy na polityce handlowej. Drugi to establishment Pentagonu, który stawia na politykę bezpieczeństwa i chciałby utrzymania świata jak z lat 90., czyli Europy przeciwko Rosji i Chinom. Do tego jest jeszcze Kongres, który widzi zagrożenie we współpracy Pekinu i Moskwy.
Efekty niespójności widać wyraźnie co kilka miesięcy czy tygodni. Z jednej strony Trump proponuje Chinom umowę handlową, z drugiej nakłada cła na Pekin. Raz oferuje poprawę relacji z Indiami, by chwilę później nałożyć cła, kiedy Indie nie chciały przerwać handlu surowcami z Moskwą. - Taka polityka wynika z tego, że w Białym Domu wdrażana jest koncepcja jednego ośrodka, a później w grę wchodzi koncepcja innego - komentuje Michalski.
Rosja jako przeciwnik tylko w koalicji państw
Nasz rozmówca wskazuje też, że Donald Trump Rosję postrzega jako państwo generalnie słabe. - W jego wypowiedziach można wyczytać, że on nie widzi w Moskwie zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. Dla niego Rosja jest realnym zagrożeniem tylko wtedy, jeśli buduje jakąś grupę państw wokół siebie. Czy to azjatyckich, czy w Ameryce Południowej - mówi.
Co zatem stanie się podczas rozmów na Alasce? - To jest moim zdaniem ostatnia próba Trumpa, by sprawdzić, na ile dalsza komunikacja z Rosją ma sens. Dla niego zawsze najważniejsze było to, żeby zobaczyć czy da się szybko doprowadzić do jakiejś umowy, która ograniczałaby, może czasowo wstrzymywała konflikty. Jeśli to się uda, to będzie się zastanawiał co dalej - komentuje Rafał Michalski.
Na początku wskazaliśmy cztery cele w polityce prezydenta USA. - Jeżeli Trump zobaczy, że w którymś z wątków można pójść do przodu, to zrobi to. To nic, że nie byłaby to spójna polityka. Trump nigdy takiej nie prowadził. Jest politykiem, który szuka sukcesu, na którym może oprzeć kolejne - podkreśla Michalski.
Podsumowując, prezydent USA porusza się w politycznym systemie naczyń połączonych. Z jednej strony chce osłabić Chiny poprzez poprawę relacji z Rosją, do czego argumentem mogą być, chociażby wspólne interesy w Arktyce. Natomiast Rosja nie chce się poddać w sprawie Ukrainy. Drugą stroną, która nie chce odpuścić tej kwestii, jest Europa. Trump musi się z nią liczyć, bo nie może pozwolić by Stary Kontynent wpadł w biznesowa objęcia Pekinu.
Gdzie w tym wszystkim są argumenty Kijowa i Wołodymyra Zełenskiego, który dopuszcza jedynie możliwość przyjęcia "sprawiedliwego pokoju"?
- Donald Trump na pewno nie myśli, nigdy nie myślał o prawie międzynarodowym. Dla niego nie jest istotne, że oddanie Rosji części terytoriów ukraińskich byłoby niesprawiedliwe. To go zupełnie nie interesuje - zaznacza Michalski w rozmowie z Interią.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl












