Koniec poprawności politycznej? Burza wokół kampanii jeansów z Sydney Sweeney
Amerykańska kampania reklamowa jeansów z Sydney Sweeney przerodziła się w debatę o eugenice i odejściu korporacji od kultury "woke". - Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy w momencie przesilenia, kiedy narracja sprzeciwu wobec poprawności politycznej jest szczególnie głośna - mówi Interii ekspert ds. marketingu Michał Raszka. Dodaje, że wpływ na to mają także ostatnie wybory prezydenckie w USA.

W skrócie
- Kampania reklamowa American Eagle z Sydney Sweeney wywołała burzliwą debatę.
- W języku angielskim słowa jeans (dżinsy) i genes (geny) wypowiada się tak samo. To homonimy. Tym samym lektor, mówiąc, że aktorka ma dobre dżinsy, brzmi jednocześnie, jakby mówił, że ma dobre geny.
- Eksperci zauważają, że narastanie polaryzacji społecznej i politycznej wpływa na sposób komunikacji firm oraz budowanie autentyczności przez wzbudzanie emocji.
- Zmiany w marketingu oraz reakcje na kampanię American Eagle mają szerszy kontekst polityczny, szczególnie w związku z trendami wyznaczanymi przez amerykańskie wybory.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
"Sydney Sweeney ma wspaniałe jeansy" - to jedno zdanie wywołało medialną burzę w Stanach Zjednoczonych. Wszystko za sprawą kampanii marki odzieżowej American Eagle, w której główną rolę odgrywa aktorka znana z ról w "Euphorii" i "Białym Lotosie". Kiedy Sweeney opublikowała post z klipem reklamy na swoim Instagramie, jeden z najpopularniejszych komentarzy zebrał ponad 25 tysięcy polubień. Wzywał do bojkotu firmy.
Sayantani DasGupta - lekarka i wykładowczyni na Uniwersytecie Columbia publicznie stwierdziła, że kampania jest "przesiąknięta eugenicznym przekazem". DasGupta jest w USA znana jako popularna mówczyni w sprawach edukacji medycznej, rasy i płci.
- Kampania ma wyraźny kontekst gry z seksualnością - wskazuje w rozmowie z Interią Michał Raszka, ekspert ds. marketingu w Grupie PRC, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim i WSB Merito. Jak mówi, słychać to w obniżonym głosie bohaterki, widać w kadrach i akcentowaniu poszczególnych części ciała. - Można to odczytywać jako celowy zabieg marketingowców, którzy postanowili pójść o krok dalej. Nie zatrzymali się na samej sugestii erotyzmu - świadomie otworzyli drzwi do medialnej burzy, licząc, że właśnie to przyciągnie uwagę odbiorców - tłumaczy Raszka.
"Wspaniałe geny" Sydney Sweeney
W sieci rzeczywiście zawrzało, kampanię American Eagle część internautów zaczęła określać jako "faszystowską". Natomiast druga część jest zachwycona.
Kampania została tak skonstruowana, żeby słowo jeans kojarzyło się z angielskim genes, czyli genami. Oba wyrazy to brzmiące tak samo homonimy. Marketingowcy "wspaniałe geny" przypisali 27-letniej białej blondynce o niebieskich oczach. To wywołało oburzenie osób utożsamiających się ze zjawiskiem społecznym "woke", czyli czujności na kwestie niesprawiedliwości społecznej i rasowej.
- W marketingu nie jest to żadna rewolucja. Gdy budżet kampanii jest ograniczony, wykorzystanie kontrowersji jest najskuteczniejszą drogą do zbudowania dużego zasięgu. Tego typu działania często są dodatkowo wzmacniane nieformalną współpracą z influencerami, którzy mają pokazywać dwuznaczność przekazu i komentować kontrowersje. W efekcie algorytmy promują treści generujące dużo interakcji w social mediach - i dokładnie to się tutaj udało. Widać to po fakcie, że dziś rozmawiamy o marce, która w Polsce wcale nie jest liderem w branży mody ani rynku jeansów - zaznacza Raszka.
Ale sprawa "wspaniałych genów" to nie tylko udany zabieg marketingowy. Ma znacznie szerszy kontekst, przede wszystkim zmiany w świecie polityki.
Nowy trend w marketingu. Autentyczność na starych zasadach
Kampania reklamowa jeansów przyciągnęła uwagę, bo odchodzi od wyraźnego w ostatnich latach trendu dostosowywania się marek do języka poprawności politycznej. Michał Raszka podkreśla, że to szerszy proces. Nie dotyczy jednej firmy i jego przyczyn można doszukiwać się w procesach politycznych.
- Kampanie wyborcze w Stanach Zjednoczonych wyznaczają kierunki komunikacji na kolejne lata - także w marketingu. I tak jest od lat, przynajmniej od czasu pierwszej kampanii Baracka Obamy. W zeszłym roku w USA widzieliśmy bardzo silne zjawisko polaryzacji: podkręcanie sporu, granie emocjami, budowanie dwóch obozów, które się wzajemnie oskarżają o brak patriotyzmu czy działania na szkodę własnego kraju - zaznacza nasz rozmówca.
- To nie jest nam obce również w Polsce: żyjemy sporem Kaczyńskiego z Tuskiem, ale oni tak naprawdę tylko kopiują amerykańskie trendy i narzędzia komunikacyjne, których źródła są w latach 80. To wtedy, można powiedzieć, że rozpoczęło się zjawisko polaryzacji, które z kampanii na kampanię pogłębia się zarówno w USA, jak i w Polsce - dodaje Raszka.
- W Stanach Kamala Harris była symbolem strony liberalnej, inkluzywnej, bardziej poprawnej politycznie. Donald Trump stał po przeciwnej stronie i wygrał. Naturalnym skutkiem takiego układu jest to, że marki zaczynają dostosowywać komunikację do tego klimatu. Myślę, że w tym konkretnym przypadku marketingowcy firmy sprzedającej jeansy marzyli, by wywołać dyskusję o tym, jacy są Amerykanie i czy można im narzucać, jaka ma być kampania reklamowa. To trendy oczywiście bliżej republikanów, na których jak płachta na byka działa dyskusja o wszystkim, co dotyczy sposobu życia czy wolności. Na przykład, gdy mówi się im, jakiej wielkości napój mogą kupić w fast foodzie albo czy powinni obowiązkowo jeździć w kasku na motocyklu - mówi dalej ekspert.
Do retoryki o dwuznacznych, "wspaniałych jeansach" szybko dołączyła należąca do Elona Muska Tesla.
- To zdecydowanie widać jako trend. Firma odpowiedzialna za kampanię podjęła ryzyko - wcześniej była kojarzona z przeciwnym stylem: z inkluzywnością, pokazywaniem zwykłych klientów zamiast modelek i celebrytów, zdjęciami bez retuszu. Teraz swoją autentyczność próbuje budować inaczej i to samo widzimy u innych marek. Przykład? Victoria's Secret. W 2018 roku zrezygnowała z tradycyjnych pokazów mody, zastępując skąpo ubrane modelki osobami plus size, niepełnosprawnymi czy sportsmenkami. A jednak po kilku latach wrócono do poprzedniej formuły, bo firma utraciła autentyczność zbudowaną na erotyzmie, kuszeniu i pożądaniu - wskazuje rozmówca Interii.
Koniec poprawności politycznej? Przesilenie w polityce i języku
Michała Raszkę dopytujemy, czy odejście od języka poprawności politycznej będzie trwać, czy też zniknie wraz z ewentualną zmianą na scenie politycznej, ponownie odwracając priorytety komunikacyjne.
- Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy w momencie przesilenia, kiedy narracja sprzeciwu wobec poprawności politycznej jest szczególnie głośna. Nie chodzi o to, że społeczeństwa nagle zmieniły swoje wartości - chodzi o to, że samo "łamanie" zasad poprawności staje się wyrazistym komunikatem. Dla części odbiorców poprawność polityczna była postrzegana jako coś, co ogranicza możliwość swobodnego wyrażania opinii. I to nawet wtedy, gdy te opinie nie były obiektywnie krzywdzące, a jedynie nie mieściły się w dominującym nurcie - podkreśla.
- Społecznie i politycznie konflikty są naturalne. Ludzie ewolucyjnie od zawsze chcą przynależeć do grupy, która definiuje się w opozycji do innej. Psychologia społeczna pokazuje to od lat: od kibiców klubów sportowych, przez zwolenników różnych marek technologicznych (Apple vs Android), napojów (Pepsi vs Coca-Cola) aż po partie polityczne. Polaryzacja daje poczucie tożsamości, a jednocześnie jest bardzo użytecznym narzędziem zarówno dla polityków, jak i marek. Analiza makrotrendów wskazuje, że te podziały będą się pogłębiać, bo po prostu są skuteczne w mobilizowaniu emocji - dodaje Raszka.
Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy w momencie przesilenia, kiedy narracja sprzeciwu wobec poprawności politycznej jest szczególnie głośna. (...) Dla części odbiorców poprawność polityczna była postrzegana jako coś, co ogranicza możliwość swobodnego wyrażania opinii
Co więcej, schemat polaryzacji i wywoływanie poczucia tożsamości okazuje się skuteczny nie tylko na poziomie sprzedaży produktu. I nie tylko w USA.
- Kampanie wyborcze w USA zawsze były wyznacznikiem trendów komunikacyjnych. Obecnie kluczowe stały się autentyczność i silna identyfikacja z wartościami. Donald Trump w ogromnym stopniu zbudował swoją narrację w mediach społecznościowych, na podcastach i w rozmowach z influencerami. Był konsekwentny. Nie zmieniał poglądów pod oczekiwania odbiorców, jasno mówił, że poprawność polityczna jest dla niego złem, bo oznacza działanie wbrew sobie. I to trafiało do ludzi, nawet jeśli nie zgadzali się z każdym jego poglądem. Jednocześnie bardzo świadomie ustawił się w kontrze do Kamali Harris, podważając jej autentyczność i przedstawiając ją jako zastępcę Joe Bidena - mówi Raszka.
- Dokładnie ten sam schemat widzimy w Polsce. Rafał Trzaskowski był w kampanii prezydenckiej prezentowany przez przeciwników w taki sam sposób, jako zastępca Donalda Tuska. To wspierało wizerunek Trzaskowskiego jako kandydata wykreowanego przez sztab, bez własnych poglądów, wytworu marketingu politycznego - krótko mówiąc pozbawionego autentyczności. A to właśnie autentyczność jest kluczowa w komunikacji. Bycie prawdziwym i wiarygodnym - dominuje dziś w mediach społecznościowych, które stały się kluczowym miejscem politycznej rywalizacji - podkreśla rozmówca Interii.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl











