Reklama

Reklama

Impeachment Donalda Trumpa. Republikański senator Mitt Romney zagłosuje "za"

Mitt Romney zagłosuje za skazaniem Donalda Trumpa w toczącym się przed Senatem Stanów Zjednoczonych procesie impeachmentu. To pierwszy przypadek, aby w ten sposób głosował senator, który wywodzi się z tego samego ugrupowania co prezydent.

Romney to jeden z bardziej znanych senatorów, były kandydat Partii Republikańskiej na prezydenta.

Jak powiedział w specjalnym oświadczeniu, jego głos będzie prawdopodobnie należał do mniejszości w Senacie. "Jednak niezależnie od tego, będę mógł powiedzieć dzieciom i wnukom, że zrobiłem wszystko, co możliwe, aby spełnić oczekiwania mojego kraju" - stwierdził Romney.

Jak dodał, zagłosuje za uznaniem Trumpa winnym nadużycia władzy, jednak nie przychyli się do zarzutu, jakoby prezydent utrudniał pracę Kongresu USA.

Wiele wskazuje na to, że kontrolowany przez Republikanów Senat uniewinni prezydenta, a Romney może być jedynym senatorem z tego ugrupowania, który opowie się za usunięciem go ze stanowiska za naciski na Ukrainę w sprawie syna Joe Bidena, byłego wiceprezydenta, który obecnie stara się o nominację wśród Demokratów, aby zmierzyć się z Trumpem w jesiennych wyborach.

Reklama

Trump - trzeci taki prezydent w historii

Prezydent Donald Trump jest trzecim prezydentem w dziejach USA, o którego dalszym pozostaniu na stanowisku zadecyduje izba wyższa parlamentu.

Do usunięcia go z urzędu potrzeba w Senacie większości dwóch trzecich, czyli 67 głosów. Z uwagi na przewagę Republikanów w tej izbie Kongresu jest niemal pewne, że prezydent zostanie uniewinniony.

Pierwszym prezydentem oskarżonym przez Kongres o wykroczenia uzasadniające odsunięcie od władzy był Andrew Johnson w XIX wieku.

Johnson został prezydentem nie w wyniku wyborów, lecz jako wiceprezydent USA przejął urząd po zamordowanym 15 kwietnia 1865 roku prezydencie Abrahamie Lincolnie. Prezydenturę Johnsona zdominował spór w kraju o kierunek amerykańskiej polityki po wojnie secesyjnej.

Dominujący wówczas w Kongresie Republikanie uważali Johnsona, Demokratę z południowego stanu Tennessee, za "zbyt miękkiego" wobec pokonanego Południa. W maju 1865 roku ogłosił on amnestię dla prawie wszystkich konfederatów, ale pod warunkiem, że uznają 13. poprawkę do konstytucji o zniesieniu niewolnictwa. Południowe stany, które ratyfikowały poprawkę, uchwaliły jednocześnie ustawy wymierzone w Afroamerykanów.

Publiczności rozdawano bilety na galerię

Kongres zarządził wówczas ponowną wojskową okupację Południa. W odpowiedzi Johnson odwołał ministra wojny Edwina M. Stantona, bez pytania o zgodę Kongresu, choć uzyskanie aprobaty parlamentu nakazywała mu uchwalona wcześniej przez federalną legislaturę ustawa. Izba Reprezentantów uchwaliła więc głosami Republikanów jedenaście artykułów impeachmentu przeciw prezydentowi.

Proces Johnsona w Senacie rozpoczął się w lutym 1868 roku i trwał siedem tygodni. Publiczności rozdawano bilety na galerię. Wrogowie Johnsona z radykalnej frakcji Republikanów nazywali go "zdrajcą" i "brudnym gadem". Znany z porywczego temperamentu prezydent odwzajemniał im się podobną retoryką.

Jeszcze na dzień przed głosowaniem w sprawie prezydentury Johnsona prasa przepowiadała, że jego odejście jest przesądzone. Mimo to został uniewinniony, o czym zadecydował jeden głos, oddany przez senatora Edmunda Rossa, Republikanina z Kansas. Za wyłamanie się z partyjnych szeregów senator zapłacił karierą - nigdy nie został ponownie wybrany. Prasa nazwała go "Ross the Beast" - Ross bestia.

Afera Watergate

W 1974 roku komisja sprawiedliwości Izby Reprezentantów uchwaliła dwa artykuły impeachmentu przeciw prezydentowi Richardowi Nixonowi w związku z aferą Watergate. Zanim jednak Izba rozpoczęła nad nimi debatę, szef państwa sam zrezygnował ze stanowiska. Nixon jest jedynym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych, który złożył rezygnację z urzędu.

25 lat później Senat uniewinnił prezydenta Billa Clintona. Izba wyższa amerykańskiego Kongresu uznała, że nie jest on winien krzywoprzysięstwa i utrudniania śledztwa i w związku z tym nie należy usuwać go z urzędu.

W styczniu 1998 roku dziennik "Washington Post" opublikował wiadomość, że w latach 1995-1997 prezydent Clinton miał w Białym Domu romans ze stażystką Monicą Lewinsky. Sprawę zaczął badać specjalny prokurator Kenneth Starr, ponieważ zachodziło podejrzenie, że w składanych pod przysięgą zeznaniach w sprawie pozwu byłej pracownicy rządu stanowego Pauli Jones przeciwko Clintonowi o molestowanie seksualne, w okresie, gdy Clinton był gubernatorem stanu Arkansas, prezydent skłamał, nie przyznając się do romansu z Lewinsky.

"Niewłaściwe stosunki" z Monicą Lewinsky

W wystąpieniu transmitowanym przez telewizję Clinton oświadczył: "Nigdy nie miałem stosunków seksualnych z tą kobietą, panną Lewinsky. Nigdy też nie nakłaniałem nikogo do kłamstwa".

Pod groźbą wezwania sądowego Clinton zgodził się na dobrowolne zeznania na temat romansu ze stażystką. Po ich zakończeniu, również w transmitowanym przez telewizję wystąpieniu, prezydent przyznał, że "miał niewłaściwe stosunki" z Lewinsky i że "wprowadził w błąd" społeczeństwo i swoją rodzinę. Twierdził jednak, że "z prawnego punktu widzenia" nie popełnił krzywoprzysięstwa.

W listopadzie 1998 roku komisja sprawiedliwości Izby Reprezentantów rozpoczęła przesłuchania w sprawie Monicagate. W kolejnym miesiącu uchwaliła cztery artykuły impeachmentu, w tym krzywoprzysięstwo.

19 grudnia 1998 roku Izba Reprezentantów zatwierdziła dwa artykuły impeachmentu Clintona: kłamstwo pod przysięgą i utrudnianie śledztwa. W styczniu 1999 roku ruszył proces parlamentarny prezydenta w Senacie. Clinton utrzymywał w nim, że zarzuty nie stanowią ciężkich przestępstw ani wykroczeń, więc nie powinny być podstawą impeachmentu. Po przesłuchaniach świadków Senat uniewinnił prezydenta.

Złożenie kwiatów od prezydenta Clintona na grobie prezydenta Johnsona w Greeneville w stanie Tennessee w 190. rocznicę jego urodzin stało się medialną sensacją dnia. Miało to miejsce 29 grudnia 1998 roku - w 10 dni po postawieniu Clintona w stan oskarżenia przez Izbę Reprezentantów USA.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy