Ruszyli na miejsce zdarzenia, zanim trafiły tam służby. Opowiadają, co zobaczyli
- Nagle świst, potem wybuch. Była dokładnie 23:58 - relacjonują w rozmowie z Interią mieszkańcy miejscowości Osiny, gdzie w nocy z wtorku na środę spadł nieznany obiekt, najprawdopodobniej dron wojskowy. - Ja wtedy spałam. Nagle bum! Myślę: wojna - mówi pani Irena. Nasi rozmówcy opowiedzieli Interii, co zobaczyli na miejscu zdarzenia, zanim pojawiły się tam służby.

Pierwsze relacje mieszkańców Osiny w powiecie łukowskim na Lubelszczyźnie mrożą krew w żyłach. - To była 23:58, wiem dokładnie, bo nie spałem - mówi Interii pan Krzysztof. Obiekt przeleciał nad jego domem i spadł jakieś 200 metrów od zabudowań.
- Wybuch był wielki, zerwaliśmy się na równe nogi, bo najpierw człowiek pomyślał, że coś się stało na gospodarstwie, w magazynie - dodaje.
Osiny. Co spadło w pole kukurydzy?
Na miejscu ciągle pracują niemal wszystkie służby. Miejsce wybuchu jest odcięte od dziennikarzy. Nad Osinami latają wojskowe maszyny. Jest też dron, dokładnie analizujący miejsce eksplozji.
Wybuch był silny - eksplozja uszkodziła okno w domu pani Bernadetty. - Ja początkowo myślałam, że coś się stało w gospodarstwie. Wszyscy wylecieli, przybiegli sąsiedzi. Huk był olbrzymi. Okazało się, że w kukurydzy jest dół może trzy metry - relacjonuje w rozmowie z Interią.

"Byliśmy na miejscu". Mieszkańcy o eksplozji
- Około północy, jeszcze coś tam robiłem przy komputerze, a żona już podsypiała. Nagle świst, potem wybuch. Wyleciałem na dwór i taki w szoku lecę do magazynu, żeby zobaczyć, czy to u mnie jakiegoś spięcia nie było, ale nie. Potem mi sąsiedzi pokazali, że to coś spadło - opowiada pan Krzysztof. - Ja spałam, tak jak mąż mówi. Bum! Myślę: wojna. Przestraszyłam się bardzo, ale potem już się okazało co. No i tu gdzieś czytam, że niby o drugiej nad ranem to było. Nieprawda. 11:58 wieczorem, bo tak z mężem spojrzeliśmy na zegarek niemal jednocześnie - mówi Interii pani Irena.
- Byliśmy na miejscu. Tu gadają, że nie wiadomo co, rakieta. Ale to był dron - ocenia pan Robert.
"Dotarł oddział WOT". Prokurator o zdarzeniu z Osin
Do Osin zjeżdżają kolejne zastępy wojsk - pojawiły się oddziały Wojsk Obrony Terytorialnej.
- Ich zadaniem będzie przeczesanie całego okolicznego terenu, by ewentualnie zebrać szczątki, które obiekt mógł zgubić po drodze lub oderwały się w wyniku eksplozji - tłumaczy prokuratur Grzegorz Trusiewicz z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
"100 kilometrów, ale żeby takie rzeczy się działy"
Mieszkańcy domu zlokalizowanego około 200 metrów od miejsca wybuchu są w posiadaniu nagrania lecącego obiektu - zarejestrowała go przydomowa kamera monitoringu.
- Żandarmeria od razu przyszła, powiedzieli, że absolutny zakaz rozpowszechniania, że oni to zabezpieczają. Niech działają, wyjaśniają - tłumaczy pani Katarzyna, z którą rozmawialiśmy.
- Ale to jest strach, niby od granicy ze 100 kilometrów, ale żeby takie rzeczy się działy? I co, wojsko mówi, że nic nie zarejestrowało na radarach? Dla mnie to jest podejrzane. To co, te radary nie działają? - pyta kobieta.
Z Osin dla Interii Łukasz Dubaniewicz










