Reklama

Matka Adama Ż., który ukradł tramwaj: Może przyniesie to coś dobrego

- Ostatnie dwa miesiące były tragiczne, mój syn nie dał sobie pomóc. Miał dwie twarze, w jednej chwili rozmawiał ze mną normalnie, a za moment wpadał w szał - mówiła pani Anna, matka Adama Ż., który pod koniec października ukradł śląski tramwaj i ruszył nim w trasę. Jak dodawała, młody mężczyzna jest uzależniony od dopalaczy i nie daje sobie pomóc. Liczy na to, że na oddziale psychiatrycznym aresztu, gdzie trafił, w końcu podejmie leczenie.

Tramwaj linii "33", której w górnośląskiej sieci na co dzień nie ma, wyjechał na szyny w nocy z 28 na 29 października. Za nastawnikiem pojazdu siedział 25-letni Adam Ż. Mężczyzna nie ma uprawnień motorniczego - bezprawnie wszedł na teren katowickiej zajezdni i wyjechał z niej Pesą Twist.

Po drodze zatrzymywał się na przystankach i zabierał pasażerów. Młodego mężczyznę zdekonspirował jednak styl jazdy. Prawdziwi motorniczowie zorientowali się, iż tramwaj porusza się podejrzanie wolno. Gdy o kursie nieujętym w rozkładzie jazdy dowiedziano się w centrali Tramwajów Śląskich, podjęto pilną interwencję.

Reklama

25-latek wpadł w ręce policji w Chorzowie. Aby go zatrzymać, odcięto przepływ prądu w sieci trakcyjnej. Został zatrzymany, a następnie aresztowany na trzy miesiące. Obecnie przebywa na oddziale psychiatrycznym krakowskiego aresztu.

Matka Adama Ż.: Mój syn jest uzależniony od dopalaczy. Miewa dwie twarze

Miesiąc po niecodziennej jeździe głos zabrała matka Adama Z. - pani Anna. Jak przyznała, przez wiele lat walczyła, by jej syn przestał zażywać dopalacze

- Gdy był pod wpływem tego świństwa, zawsze zaprzeczał, że bierze narkotyki (...). Ostatnie dwa miesiące były tragiczne, nie dał sobie pomóc. Miał dwie twarze, w jednej chwili rozmawiał ze mną normalnie, a za moment wpadał w szał. To było, jak film science-fiction. Krzyczał, że coś leci, że leci samolot, był w takim transie i rozmawiał z wyimaginowanymi ludźmi - wspominała na łamach "Faktu".

Kobieta opisała irracjonalne zachowania Adama Ż. Zdarzało mu się biegać nago po torach kolejowych, wchodzić na znaki drogowe o "zachowywać się jak zwierzę". 

- Wiele razy wzywałam policję i pogotowie. Brali go do szpitala, ale szybko wypuszczali, bo przecież był dorosły i mógł decydować o sobie. W miesiącu czasem był 20 razy na oddziale psychiatrycznym - wyliczyła.

Adam Ż. twierdził, że jego ojciec był motorniczym. Matka dementuje

25-latek straszył też matkę, że jeśli "jeszcze raz wspomni o ćpaniu, wybije jej okna". Zdarzało mu się również znikać na kilka dni, a następnie wracać "śmierdzącym i głodnym".

- Starsza córka też nie mogła na niego wpłynąć. Adaś obiecywał, ale po trzech dniach znowu uciekał w złe towarzystwo. Nie wiem, czemu ukradł tramwaj, nieprawdą jest, że jego ojciec był motorniczym. Jego ojciec pracował na kopalni i nigdy się nim nie interesował - mówiła pani Anna.

Aresztowany mężczyzna tłumaczył wcześniej śledczym, iż jego tato jeździł tramwajem i właśnie dlatego ukradł pesę - aby nauczyć się ojcowskiego zajęcia.

Rozmówczyni dziennika nie jest przekonana, skąd Adam Ż. wiedział, jak kierować tramwajem. Domyśla się, że mógł nauczyć się tego z komputerowych symulacji. Jest też zdania, iż kradzież szynowego pojazdu w konsekwencji może przynieść coś dobrego. 

- Może wreszcie będzie się leczył, na oddziale psychiatrycznym aresztu. Może inni uświadomią mojemu synowi, że jest uzależniony od dopalaczy. Wciąż go kocham, może mi tego nie wybaczy, że o tym mówię, ale robię to, by zdał sobie sprawę, że życie ma tylko jedno - stwierdziła matka.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: ukradł tramwaj | Adam Ż.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy